Must read – „Antologia polskiego rapu”

antologia

Książka o rapie. Dla niektórych pewnie niespotykane i zaskakujące określenie. Czy warto strzępić pióro, marnując słowa na opisywanie dresów i przeklinających nastolatków? „Antologia polskiego rapu” wydana przez Narodowe Centrum Kultury łamie ten tkwiący dość głęboko w naszym społeczeństwie stereotyp i daje zupełnie odmienny obraz hip-hopu – prężnie rozwijającej się kultury, która ma wiele do zaoferowania. Nie tylko blokowiskom.

Dominika Węcławek, Marcin Flint, Tomasz „CNE” Kleyff, Andrzej Cała, Kamil „Jakuza” Jaczyński – słuchacze polskiego rapu doskonale znają te nazwiska. To pełni zapału dziennikarze, który wzrastali razem z hip-hopem, obserwowali z pierwszych rzędów jego rozwój i nadal poświęcają czas na zgłębianie coraz szerszych obszarów, jakie ta muzyka podbija. Ich wiedzy można ufać, na ich opiniach można polegać, dlatego „Antologia polskiego rapu” to monumentalne, rzetelne dzieło, spisujące historię polskiego rapu. Powzięty cel był dość ambitny, jednak udało im się go osiągnąć: wywiady, prezentowanie zmian w rapie na podstawie najważniejszych utworów i zestaw pięćdziesięciu biogramów rodzimych raperów budzą respekt, pokazują, jak różne barwy przybierała ta muzyka oraz jak wiele jej odcieni wciąż przybywa.

Trudno mnie, o wiele młodszemu koledze po fachu, oceniać ich wysiłek, niemniej przeżyłem piękną sentymentalną podróż dzięki lekturze „Antologii”. O ile najnowsze czasy w rapie śledzę dość uważnie i czytanie o nich nie dostarczyło mi żadnych nieznanych informacji, o tyle podróż w czasy początku hip-hopowej kultury w Polsce oraz jej rozwoju w latach 90. zaoferowała mi wiele ciekawych historii dotyczących dawno zapomnianych zespołów i postaci, które na przestrzeni lat zamieniły rap na inną profesję, jak Dizkret czy Eis. Autorzy ukazują także przekrój hip-hopowego społeczeństwa, w którym jest miejsce dla raperów opowiadających o narkotykach, dla intelektualistów błyskotliwie komentujących rzeczywistość, dla zajawkowiczów tworzących konceptualne krążki fantasy oraz wielu, wielu innych osobowości. Podczas czytania „Antologii” trudno nie rapować cytowanych przez autorów wersów, nie nabrać chęci na odświeżenie sobie klasyków polskiego rapu czy nawet na zapoznanie się z niektórymi wspomnianymi płytami, o których nie miało się pojęcia – ja na kilka takich trafiłem.

Jednak niektóre wybory twórców budzą wątpliwości. Ot, choćby te zupełnie nieznane składy: czy skoro nikt o nich nie pamięta, rzeczywiście warte są wspomnienia? Być może lepiej byłoby zamiast nich wybrać kogoś innego. Zdecydowanie brakuje Junesa i LaikIke1’a, a także Te-Trisa z lat młodości („Prawo do bragga” powinno zastąpić „Prawo 2011”). Zdziwienie budzi obecność utworu Gonix czy – z najnowszych czasów – wybieranie dwóch piosenek z tego samego albumu, jak bywa w przypadku Te-Trisa właśnie. Nie da się także ukryć, że opisy utworów bywają monotonne, szczególnie jeżeli brak anegdot, a suche fakty i analizy prostych linijek brzmią jak kombinacja Wikipedii i Ściągi. Uśmiech budzą także przypisy skierowane do „nierapowych” czytelników: wyjaśnienie słowa „dilowanie” czy notkę o raperce Renie można było sobie darować.

Mimo kilku wpadek „Antologia polskiego rapu” to najważniejsza książka o polskim rapie, idealna dla wszystkich, którzy chcą poznać tę kulturę. Autorzy wykonali doskonałą pracę, udało im się zapisać większość jej ponad dwudziestoletniej historii, za co należy im się szacunek i podziw. W filmie „Brown Sugar” jeden z bohaterów mówi: „Za każdym razem, gdy myślę, że wiem o hip-hopie wszystko, ten zaskakuje mnie i przypomina, za co go pokochałem”; podczas lektury „Antologii” niejednokrotnie wspominałem te słowa, a to jej najlepsza recenzja.

Książkę bezpłatnie możecie pobrać stąd: www.nck.pl/attachment/21215/

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.