Nie tacy masoni straszni – Andrzej Zwoliński „Polskie ścieżki masonerii”

zwolinski

Zwolennicy teorii spiskowych od lat twierdzą, że światem rządzi wąska grupa osób. Jedni obstawiają masonów, inni iluminatów bądź Klub Bilderberg. Atmosferę podgrzewa fakt, że popkultura zaczęła używać symboliki członków tych tajemniczych stowarzyszeń, a także doszukiwać się ich znaków w znanych miejscach. Andrzej Zwoliński pochylił się nad tym, jak wyglądała polska masoneria od początku jej istnienia. 

Wydawać by się mogło, że skoro autorem książki jest ksiądz, będzie ona tyradą przeciwko wolnomularstwu – nic bardziej mylnego. Zwoliński trzyma się bowiem historycznych faktów, a wynika z nich, że nasza ojczyzna sporo zawdzięcza masonom. Brzmi to nieco zaskakująco, być może nawet złowieszczo, bo jak to? Polską kierowała tajemna grupa ludzi? Otóż wcale nie taka tajemna. Loże wolnomularskie w XVIII wieku były bardzo popularne, szczególnie wśród wyższych klas społecznych. Tuż przed zaborami masoni stanowi aż 20% Sejmu! I bynajmniej nie przyczynili się oni do rozpadu Rzeczpospolitej. Przeciwnie – głosili idee niepodległościowe i narodowe oraz pomagali przy tworzeniu Konstytucji 3 Maja. Wystarczy dodać, że do wolnomularstwa należały takie osobistości jak Stanisław Potocki, Aleksander Fredro, książę Józef Poniatowski czy nawet prymas Polski Gabriel Podoski.

Dopiero po odzyskaniu niepodległości wróciła walka ideologiczna oraz – popularne już wcześniej – romansowanie z okultyzmem i spirytyzmem, o czym w swoich dokumentach pisała m. in. Wielka Loża Rycerzy Ducha. Masoni zaczęli zagrażać, zatem rozpoczęła się kampania przeciwko masonom. Głos zabrał sam papież Pius XI, a i polscy biskupi skutecznie odstraszali katolików od wolnomularstwa.  Doprowadziło to do jego rozwiązania w 1938 roku. Niemniej idee przetrwały w podziemiu, a loże istniały zarówno podczas wojny, jak i w okresie komunizmu. Do teraz zresztą przetrwało wiele organizacji kontynuujących misje wolnomyślicieli np. laicyzację życia publicznego i jak twierdzi autor: „”Różnorodność organizacji paramasońskich pozwala masonerii penetrować rozmaite środowiska społeczne i mieć wpływ na ich kształtowanie”*. Czy kogokolwiek dziwi, że wśród nazwisk związanych z obecnym wolnomularstwem pojawia się Adam Michnik i Antoni Słonimski?

„Polskie ścieżki masonerii” są dobrze udokumentowaną, pełną cytatów i ilustracji książką, a dat, nazw lóż i nazwisk z nimi związanych padają setki. Historia polskiego wolnomularstwa została opowiedziana od samego początku jej istnienia aż po czasy współczesne, a by ułatwić nam zrozumienie niektórych ruchów masonów Andrzej Zwoliński dodał także kontekst międzynarodowy. Szacunek dla autora należy się również za to, iż sam nie wydaje sądów, a posługuje się wypowiedziami ówcześnie żyjących osób stojących po obu stronach barykady.

Brakuje mi jedynie informacji o samych obrządkach, o tym, co znaczyły stopnie wtajemniczenia czy jak wyglądały prace lóż. Bliżej im było do spotkań gentelmanów czy arystokraci zachowywali się tam jak prostacy? Masoni rzeczywiście umieszczali swoje symbole gdziekolwiek się dało czy to wymysł ludzki? Jak wyglądała inicjacja, a później przechodzenie w jeden stopień wtajemniczenia na drugi? Odpowiedzi na te pytania nie znajdziemy.

Nie zmienia to jednak faktu, że książka Andrzeja Zwolińskiego burzy wiele narosłych o masonach mitów i odczarowuje to zgromadzenie. To wpływowa, choć nieliczna grupa, nie tyle pociągająca za niewidzialnie dla zwykłych śmiertelników sznureczki, ale walcząca o swoje ideały oraz posiadająca liczne kontakty. Bać się nie musimy, wystarczy, że wiemy o ich istnieniu.

 

* Andrzej Zwoliński, „Polskie ścieżki masonerii”, Wydawnictwo M, 2014, s. 254

Za egzemplarz podziękowania dla:

Wydawnictwo M

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.