Pastor Kris „Dar” [recenzja]

Najmniej znany członek jednego z najbardziej znienawidzonych składów w Polsce wydał w 2008 roku płytę w tematyce, która nikogo nie obchodzi. Kris z Ascetoholix nagrywa christian rap. Wierzę, że po pięciu latach wszyscy zdążyli się już wyśmiać i mogą dać tej płycie szansę.

Promocja „Daru” została tak skopana, że chyba tylko przypadkiem można było się na nią natknąć. Ja dowiedziałem się o niej przy okazji tekstu: „Chrześcijański rap w Polsce?”, gdzie w facebookowych komentarzach wytknięto mi nierzetelność, bo pominąłem tak ważną płytę w tym nurcie hip-hopu. Cóż, zaległości nadrobione i przyznam, że mile zaskoczony wsłuchiwałem się w „Dar”.

Oczywiście od razu trzeba ustalić kilka faktów: hip-hopolowe naleciałości są, były Asceta nie jest mistrzem mikrofonu i daleko temu materiałowi do miana klasyka. Jednakże odrzucając te oczywiste fakty i patrząc na „Dar” przez pryzmat tego, co dzieje się na scenie związanej z rapem o Bogu, możemy znaleźć sporo dobrego. Kris ma bowiem to, czego brakuje większości chrześcijańskch raperów – charyzmę i warsztat. To są teksty dobrego ziomeczka, który opowiada o swoich przeżyciach, nawróceniu, silnej wierze, a nie słowa (nomen omen) pastora, który zstąpił z mównicy i próbuje rapować.

Najlepiej wypada chyba najbardziej hip-hopolowy kawałek „Sygnał”, gdzie Kris drogą do Apokalipsy nazywa zmianę społeczeństwa, która zaczyna akceptować homoseksualizm, eutanazję czy zdecydowanie bardziej woli hedonizm niż wartościowe treści. Mógłbym opisać tak jeszcze kilka numerów, ale to bezcelowe – tematyka i treści pozostają chrześcijańskie. W przeciwieństwie do większości polskich christian raperów Kris nie jest nachalny – nie wspomina co chwilę o Bogu i Jezusie, nie używa zbyt wielu górnolotnych słów. Łatwiej przyswoić taką tematykę dzięki używanemu językowi, a także muzyce, która po prostu jest rapem. Nie ma tu tych ckliwych pianinek, fletów czy chórków nadających ten sztuczny, odrzucający patos. Mamy za to bity, które mimo – że tak powiem – elementów hip-hopolowych – bliższe są ulicznikom.

Krótko mówiąc, idealna płyta to nie jest, ale w nurcie christian rapu zdecydowanie się wybija i łatwo broni się przed tradycyjnym: „Chujowe, nie słuchałem”. Większość i tak postawiła na tym albumie krzyżyk, ale gdyby ktoś chciał poświęcić godzinę na sprawdzenie czegoś nowego, to lepiej zabrać się za Krisa niż za nową płytę Solara i Białasa lub Kajmana.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.