Patronat: Palmer Eldritch „Nagrania dla Androidów” [recenzja]

Producencka płyta duo Palmer Eldritch to połączenie wszystkiego, co mogliśmy już od nich usłyszeć na poprzednich projektach. Cisza i hałas, ambient i rock, raperzy i slamerzy, postacie znane i debiutanci – mieszanka iście wybuchowa. Niestety, brakuje zapalnika.

Wypadałoby zacząć od strony muzycznej, wszak za to odpowiedzialni są autorzy recenzowanej płyty, ale nie sposób nie skomentować wcześniej ich decyzji dotyczących doboru gości. Raperzy raczej nie zawodzą, Jeżozwierz wozi się pomału w swoim chropowatym stylu, pozytywnie zaskoczył Faczyński nadrabiający szczerym i gorzkim tekstem kompletny brak flow. Na gitarowym, koncertowym wymiataczu Wyraz w antysystemowym kawałku zmusza nas do skakania.  Można czepiać się Kidda, bo brzmiał lepiej na swojej solówce i Cruza, który nagrał coś pomiędzy rapem a spoken wordem i tę próbę zaliczy do nieudanych.

Cieszy, że Palmerzy sporą część „Nagrań dla Androidów” oddali slamerom, bo ta nisza kryje wciąż wiele nieznanych szerszej publiczności, a ciekawych twórców z kompletnie odmiennym podejściem do sztuki słowa mówionego. I tak obok lektorskiego, spokojnego głosu Estragona, który ostrożne przemyca emocje, znajdziemy Mateusza Andałę i Wazona, stawiających właśnie na grę barwą głosu, na indywidualność i przyciągnięcie słuchacza osobowością. Ten drugi irytuje i przyciąga akcentowaniem w tak odpychający sposób. Zresztą każdy z nich jest interesujący i pokazuje, że spoken word ma się w Polsce dobrze i powinien stawać się bardziej popularny.

Ale przejdźmy do tego, co otacza raperów, slamerów i wokalistę, bo nie można zapomnieć o Justynie Sylwii. Jak wspomniałem na „Nagraniach…” znajdziemy to, co Raph i digan już gdzieś kiedyś umieścili. Jest hip-hop, ale to hip-hop nieoczywisty, trudny, może nawet zbyt trudny dla polskich słuchaczy, skręcający w stronę ambientu, czasami zmieniający klimat, kiedy indziej tempo, przez to na pewno ciekawszy i zarazem wymagający nieco więcej od raperów. Lubię, jak duo chowa się pod slamerami, staje się przyjemnym tłem odzwierciedlającym nastrój utworów, by w momentach przerw między zwrotkami rozwijać swoje kompozycje. W krótkim „Speaking Animals of the Eden” nagranym wspólnie z Voice of Lord znajdziemy też breakcore’owe granie znane np. z „Anhedonii”. Wszystko godne pochwał, ale jednak to ciągle zbyt mało, by wyjść z niszy.

Przed wydaniem „Nagrań dla Androidów” życzyłem chłopakom, by to był projekt, którym w końcu wstrzelą się w fanów. Jak się okazuje – bo od premiery minęło już trochę czasu – nie do końca się to udało. Mimo że wszystko zagrało jak należy, że ciężko czepiać się warstwy muzycznej, a wokaliści „dają radę”, to o duet nie narzeka na popularność. Słuchacze dalej nie dojrzeli do takiej twórczości? Czy to „Nagrania…” są za mało chwytliwe? Brakuje zapalnika, który sprawiłby, że ta mieszanka wybuchnie i sprawi, że Palmer Eldritch zostanie doceniony nie tylko przez blogerów oraz środowiska skwerowe tudzież slamowe.

Korekta: Marcin Półtorak, który również napisał recenzję tej płyty – KLIK.

OFICJALNY DOWNLOAD

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    Ci co mają znać to znajo i się jarajo. Może to i lepiej dla Palmerów, że nie trafiają w większe grono odbiorców.