Rover „24” [recenzja]

Chociaż płytę Rovera oceniłem pozytywnie, to nie spodziewałem się, że „24” wskoczy na półkę moich osobistych klasyków. Nie zliczę, ile razy ją odtwarzałem w drodze na uczelnię, w samochodzie czy gdziekolwiek indziej. Były momenty w moim życiu, że z wieloma wersami z tego materiału, szczególnie z tymi o miłości, mogłem się utożsamić, a niektóre zwrotki zapętlałem w kółko. Kilka miesięcy temu jednak wers: „Mateusz, nie umiem kochać, to cały sekret” zmienił się w mój follow-up w kawałku CiężkoStrawnych: „Mateusz, potrafię kochać, Ty Rover też, 5!”. Jednakże nie tylko na dołowanie się płyta kielczanina jest dobra, bo wygrywając życie wciąż lubię jej słuchać. „24” dumnie stoi na półce i czeka na to aż dołączy do niej nowy krążek Rovera, który ma ukazać się w tym roku, a ja cieszę się, że mogłem przeprowadzić z Mateuszem wywiad jeszcze przed tym, jak zaczął zdobywać sławę. Oczywiście po tym wywiadzie.kibicuję mu jeszcze mocniej niż zawsze. (Stary gramrapowy wywiad wrzucę pewnie w następnym tygodniu).
Shout-out dla Kagye East, bo to on mnie tak męczył tym Roverem.

Mam kumpla, który od premiery krążka Rovera prawie codziennie na Facebooku udostępnia utwory z “24″. Oczywiście nie sprawdzałem ani jednego z nich, czasem przeczytałem dołączone do linku wersy i na tym miałem poprzestać, ale atakował tymi trackami tak intensywnie, że w końcu uległem. Przesłuchałem cały album. I to nie raz.

Rover postanowił opowiedzieć nam o swoim dniu. Przyznam, że to mało ekscytująca wizja, bo co mnie obchodzi życie podziemnego rapera. Zaznaczam podziemnego, czyli takiego, który nie utrzymuje się z muzyki, więc uczy się lub pracuje, zagra trochę koncertów, pomelanżuje, ponagrywa kawałki. No życie jak życie, nic ekscytującego. Równie zajmująca byłaby pewnie moja biografia.

Rzeczywiście mało ciekawego dzieje się w życiu Rovera. W pracy nie zajmuje się życiem rolników w Australii czy rozmnażaniem się pingwinów. Nie ustawia się z dilerami na szemrane biznesy, nie spotyka na basenie Liroya, nie zapija się w trupa, nie ratuje kumpli z płonących wieżowców. Nic spektakularnego na “24″ się nie dzieje. Kielczanin budzi się, pali szluga, atakuje media, pije kawę, wspomina dzieciństwo, czyta książkę, jedzie na koncert i walcząc z myślami oraz bezsennością idzie spać. Super, pewnie każdy chce prowadzić takie życie. Ale zaraz, zaraz, Mateusz, czy nie napisałeś we wstępie, że “nie raz” przesłuchałeś ten album? Napisałeś. To po co się tyle męczyłeś, skoro są tu same nudy? No właśnie, i tu dochodzimy do sedna.

Wspominałem, że Rover czyta książki. Jestem przekonany, że miały one wpływ na jego narracyjną lekkość. Co prawda storytellingów tu nie znajdziemy, ale są opisy przeróżnych czynności (np. świetnie zobrazowane jest zasypianie) oraz uczuć. W tekstach znajduje się też sporo momentalnie zapadających w pamięć one linerów. Liryki są najmocniejszą stroną “24″, Rover uzewnętrznia się, ale nie popada w patos i nie przytłacza swoimi problemami. Oczywiście reprezentant  High Time Label nie należy do najszczęśliwszych ludzi na globie, jednak potrafi pisać w sposób ujmujący i niebanalny. Emocje z tekstów przekładają się też na głos Rovera. Mamy delikatne kawałki, jak i te pełne wylanych uczuć, w obu przypadkach szczerość bije po uszach, co jest niewątpliwą zaletą “24″.

Szkoda, że muzyka została oparta na znanym schemacie sampel + bębny + mało znaczące dodatki. Poza nielicznymi momentami brak tu prób stworzenia czegoś mniej konwencjonalnego. Spieszę z wyjaśnieniem – te podkłady nie są bynajmniej beznadziejne i nie zaniżają poziomu płyty. Sampel wokalny z “Medytacji wiejskiego listonosza” Skaldów, dęciaki w funkującym bicie Kuotera do “Radia” czy świetnie oskreczowana “Kropla”, za którą odpowiedzialni są Karaś oraz DJ Klasyk i DJ Freezby to coś przyjemnego dla ucha, ale producenci mogli spisać się lepiej.

Mimo tego, że “24″ możemy zaliczyć do najciekawszych momentów tego roku, to ta płyta nie otwiera żadnych drzwi ani nie poszerza horyzontów. Pozbawiony chwytliwych i hitowych kawałków album nie trafi do tysięcy fanów, ale z pewnością ten krążek ugruntuje pozycję Rovera na scenie i miejmy nadzieję, że raper na kolejnym materiale wykorzysta w pełni swój olbrzymi potencjał. A ja jeszcze raz podziękuję Krzyśkowi, który zaraził mnie “24″.

[opublikowano na GramRap 25 czerwca 2012]

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.