Soundtrack do wakacji – Bleiz „Grill-Funk 2”

grillfunk2

Bleiz wypuścił kolejny wakacyjny soundtrack. „Grill-Funk 2” to idealny towarzysz letnich wojaży i chillowania przy zachodzie słońca z dobrym piwem w ręku.

W 2013 roku Lilu i DJ DBT wypuścili wspaniały mixtape „Naturalna kolej rzeczy„, który do tej pory świetnie sprawdza się w aucie podczas letnich podróży. Luźna nawijka, znane wakacyjne bity, popisy na mikrofonie, skrecze, śpiew, radość lejąca się z głośników. Minęło trzy lata i wydaje mi się, że wreszcie wyrósł tej płycie godny konkurent.

„Grill-Funk 2” to do pewnego stopnia płyta bardzo podobna do tego, co mogliśmy już wcześniej usłyszeć od Bleiza, czy to na poprzednich „Grill-Funkach”, czy na nagranym wspólnie z Proceentem krążku „Aloha-Grill”. To niezobowiązujące kawałki, idealne do włączenia w tle, na przykład podczas grilla (jak rekomendują zresztą twórcy) lub podczas jazdy samochodem, szczególnie gdy wybieramy się nad wodę (jak polecam ja). Te przyjemne, słoneczne dźwięki redukują stres i pozwalają się pozytywnie nastroić. Na tych płytach nie zmienił się również styl Bleiza. To solidny, nigdzie nieśpieszący się raper, który może nie sprawi, że opadną nam kopary, kiedy usłyszymy jego nawijkę, ale potrafi wejść na bit np. takim dwuwersem: „Lubię funk i lubię blues / A ty, mała, pokaż mi swój biust” i choć za chwilę wycofuje się ze swojej przewózki, to nie ma możliwości, żeby z naszej twarzy znikł uśmiech.

Co zatem sprawia, że to właśnie ten album Bleiza może być nazywany najlepszym wakacyjnym krążkiem? Pierwszy z powodów to lekkie, kalifornijskie, nieskomplikowane, a niezwykle chwytliwe produkcje Etena. Nie wiem, czy ktokolwiek lepiej opisałby za pomocą muzyki pogodę idealną do wylegiwania się na plaży. Słuchając tych produkcji mam ochotę lecieć do sklepu po zimne piwo. Bardzo mało jest w Polsce takiego grania, a Eten idealnie wypełnia tę niszę.

Druga sprawa to genialne featuringi. Nie jestem fanem chowania gospodarza, ale Bleizowi to wyszło na dobre. Obecny w siedmiu numerach na dziesięć rozśpiewany Cywinsky nadaje temu krążkowi niebywałemu vibe’u i przywraca wiarę w to, że coś takiego jak polskie r’n’b może się podobać (polecam jego tegoroczny „CD Player”). Refreny śpiewają równie świetne Jazzy i Basia eM. Ta pierwsza kolejny raz udowadnia, jak potrafi napędzić numer i jest urocza nawet wtedy, gdy podśpiewuje fragment podobny do reklamy McDonald’s wykonywanej lata temu przez Justina Timberlake’a. Nawiasem mówiąc, szkoda, że jej wokal jest tak rzadko wykorzystywany. Jeżeli chodzi o gości raperów, których też nie brakuje, najlepiej wypadają Człowień i Green. Obu nie posądzałbym o to, że będą potrafili się odnaleźć na tych wakacyjnych podkładach, a kiedy pierwszy z nich rzuca: „Kocham Italię jakby miała talię i ruszała dupą, jak dajemy fristajle” to nie sposób się nie uśmiechnąć.

W zeszłym roku narzekałem na „Alohę-Grill” mówiąc, że to spoko krążek, w którym wszystko jest na swoim miejscu, ale nie widzę żadnej potrzeby, żeby do niego wracać. „Grill-Funk 2” jest natomiast już w pełni dopracowany, poczynając od części muzycznej, przez dobrze dobranych gości, aż po samego gospodarza, który jest po prostu zawsze spoko gościem. Zatem wrzucamy do samochodu kilkanaście piw oraz namiot, wsiadamy, zapinamy pasy, otwieramy szyby, włączamy ten album i śmigamy na biwak nad wodę – brzmi jak plan.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.