Szamo, czyli jak zrobić przyjemne czytadełko

szamo

Przeczytałem „Szamo”. Nie było tam nic mądrego, ale i tak nie żałuję, że sięgnąłem po tę książkę.

„Szamo: Wszystko co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano” – tak brzmi pełna nazwa książki napisanej wspólnie przez Krzysztofa Stanowskiego i ekscentrycznego bramkarza Grzegorza Szamotulskiego. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby nazywała się „1001 anegdotek Szamo”. I nie ma w tym nic złego – były golkiper Legii Warszawa o swoich perypetiach opowiada w niebywale barwny i zabawny sposób.

Książka wygląda mniej więcej tak: Szamotulski wybiera sobie osobnika, którego lubi (np. Pawła Janasa) albo tego, którego nie znosi (np. Stefan Majewski) i rzuca dziesiątkami związanych z nimi historyjkami. Jest o tym, co dzieje się w szatni, jak załatwia się problemy z trenerami, możemy się dowiedzieć, na punkcie czego jaki piłkarz i szkoleniowiec miał fioła. Przewijają się takie nazwiska jak Piotr Świerczewski, Mariusz Piekarski, Adam Ledwoń, Józef Młynarczyk, Artur Boruc…. można by tak wymieniać w nieskończoność, bo Szamotulski grał w wielu klubach i uczestniczył w zgrupowaniach prowadzonych przez różnych selekcjonerów.

W zasadzie nie wiem, co można by tu dodać, gdyż są tu prawie same anegdotki. Większość zabawnych, część takich, że trudno nie parsknąć, inne takie, które pewnie byłby śmieszne, gdybyśmy byli ich świadkami, ale w opowieści – nawet dobrej – brzmią słabo.

Tyle. To żadna poważna biografia, żadne pranie brudów, żadne wielkie tajemnice szatni. Przyjemne, śmieszne historie, po które naprawdę warto sięgnąć. Można się dzięki nim czegoś dowiedzieć, o wiele bardziej pośmiać, trochę pozazdrościć, że nie przeżyło się nawet dziesiątej części tego, co Szamotulski. „Szamo” da się polecić też każdemu nieprzepadającemu za książkami fanatykowi futbolu – to będzie dla niego lekki początek, idealne przetarcie przed poważniejszymi pozycjami, takimi jak „Spalony” czy „Kowal”.

Generalnie w ogóle nie wspominałbym o tej książce, gdyby nie… „Polski hip hop posiada wiele twarzy„. Pamiętacie, jak narzekałem tam na brak korekty? Autorzy tłumaczyli się później, że gdyby używali języka Mickiewicza, to książka straciłaby „klimat”. Szamotulski miał podobne podejście – w jego książce nie chodzi o wartości literackie, tylko o treść, która ma sprawić, że czytelnik pozna kilka nieznanych faktów, a i uśmiechnie się podczas czytania. Tylko że byłemu bramkarzowi pomagał Krzysztof Stanowski, dbający o to, by „Szamo” miał ręce i nogi. Dzięki niemu w książce jest logiczny podział treści, wizja tego, jak ma wyglądać ten zbiór historii, a mimo tego, że bluzgi pojawiają się niejednokrotnie, to przecinki zawsze są we właściwych miejscach oraz nie ma błędów ortograficznych ani składniowych. Czy przez to książka straciła pod względem tego tajemniczego klimatu? Ani trochę. Cały czas jest swojsko.

Jeśli lubisz futbol, pamiętasz czasy ważnych dla polskiego futbolu Mistrzostw Świata w Korei i Japonii, wiesz, kim był Kazimierz Sidorczuk i Adam Matysek oraz widziałeś na żywo grę Amiki Wronki, to na pewno spodoba Ci się ta książka. Jeszcze bardziej ją polubisz, jeżeli pamiętasz Leszka Pisza i Legię w Lidze Mistrzów. A kiedy będziesz odkładał „Szamo”, z pewnością polecisz do znajomego z chęcią opowiedzenia mu którejś historii, o jakiej chwilę wcześniej słyszałeś od łysego bramkarza z Gdańska.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.