TrooM x ka-meal „Primus Luporum” [recenzja]

Naprawdę dawno nie było wśród moich znajomych takiego pompowania balonika przed podziemną premierą. Ci, którzy słyszeli materiał wcześniej, zwiastowali płytę zgniatającą scenę, definiującą hip-hop na nowo, obiecywali album deklasujący wszystko i wszystkich, kreowali nowego bożka. Niestety, „17-latek zjadający dupą polski rap” zupełnie nie pasuje do powyższych określeń.

Już po singlach wiedziałem, że hype, jaki wytwarza się wokół jego postaci, jest zdecydowanie przesadzony. Bo cóż wyróżnia TrooMa z grupy raperów, wynoszonych przez coraz liczniejsze grono „swagowców”? Jedni mówią, że takich tekstów nie pisze nikt inny. Cóż, kombinowania przy wersach nie można mu odmawiać, bo potrafi błyskotliwie kojarzyć fakty czy imiona sławnych osób („Obiektyw zapomniał Naomi, Campbell to już nie futbol”). Jednak wystarcza tego na dwie lub cztery linijki. Rzuci fajny wers, dalej odpływa w nieco bełkotliwe klimaty, w których swoją inteligencję podkreśla makaronizmami bądź trudnymi pojęciami. Dziw bierze, że nie zareagował jeszcze Marcin Flint, zarzucający grafomanię Biszowi i Laikowi – tutaj miałby pole do popisu. Wszak takim wersom: „Rozmył się fresk uśmiechu, w zachodzie słońca / Surrealizm na wyłączność. Jestem chory / Który tak bacznie obserwuje, by w nim pozostać” niedaleko do mórz tulipanów, które chylą czoła przed wiatrem.

Choć TrooM nie zawsze raczy nas takimi poetyckimi wstawkami, to trudno znaleźć wspólny mianownik w tych jego smutnych rozważaniach. Gdzieś tam z tyłu tli się główna tematyka kawałków, ale mam nieodparte wrażenie, że gdyby wymieszać te zwrotki i poskładać na nowo numery, to nic by się nie zmieniło, bo pod płaszczem pięknych słów, skojarzeń i hashtagów kryje się pustka. U nowosądeckiego rapera nawarstwione follow-upy oraz zabiegi poetyckie prowadzą donikąd i nie zawierają wniosków. Co ciekawe, recenzenci zaskoczeni jego dojrzałością i ponadprzeciętnością nie potwierdzają jej cytatami.

Jednak zostawmy już treść, bo znajduje się ona najniżej w nowej hierarchii hip-hopowych wartości. TrooMa ubóstwia się też ponoć za flow. W tym miejscu znowu następuje zgrzyt, bo chociaż tu również trzeba mu oddać, że stara się urozmaicać swój rap przyspieszeniami, krótkimi zmianami stylu, wykrzyknieniami, wyliczeniami i podśpiewywaniami, co wychodzi mu całkiem nieźle, to ja po kilku jego zwrotkach przecieram oczy i łapię za kubek z kawą. Nudzi do maksimum spowolniona nawijka, ten brak mocniejszych akcentów i – przede wszystkim – charyzmy, przez co nawet te błyskotliwe wylatują z głowy razem z powietrzem wypuszczanym tuż po ziewnięciu między numerami.

Ostatnia grupa chwali „Primus Luporum” za ka-meala. I do nich mi najbliżej. Producent odwalił tu kawał genialnej roboty, tworząc narkotyczny, duszny klimat. To element rzeczywiście kompletnie inny niż klasyczny hip-hop, ba, trudno już chyba miejscami mówić o hip-hopie, należałoby raczej o ambiencie, downtempie czy – jak radzi „Poradnik recenzenta nieznającego się na muzyce” – romansie z elektroniką. ka-meal kradnie całe show, dlatego możemy skupić się na jego dokonaniach i wtedy znajdziemy na „Primus Luporum” prawdziwe plusy. Są również wśród gości, gdzie bryluje Mam na imię Aleksander, który nareszcie udowadnia, że potrafi nie być Biszem, tylko sobą, a w swojej bardzo urozmaiconej nawijce zostawił wiele emocji. Przykuwa również Enson kolejny raz imponujący zarówno flow, jak i teksem.

Wiele zawarłem tu krytyki pod adresem TrooMa, ale skierowana powinna być ona raczej do recenzentów, którzy zgodnym chórem potwierdzają, że scena należy do niego i twierdzą, iż łatkę „17-latka z potencjałem” należy mu już oderwać. Otóż nie, bo patrząc przez pryzmat wieku można wybaczyć mu tak samo te przekombinowane teksty, jak i inne braki, mając nadzieje, że jego styl jeszcze się rozwinie, a mankamenty zostaną wraz z wiekiem zatarte. Stawianie go jednak na równi z „wyjadaczami sceny” jest zdecydowanie przedwczesne – sorry, Bartku, Krzyśku, Łukaszu, ale brakuje mu do nich jeszcze naprawdę wiele.

Na szczęście sam TrooM nie jest aż tak buńczuczny i nie rości sobie prawa do tronu. Jeżeli sodówka spowodowana nagłym przyrostem fanów nie uderzy mu do głowy i nie zacznie „jebać hejterów”, to z czasem na ten szczyt rzeczywiście może wejść, bo ambicji oraz inteligencji mu nie brakuje. Umiejętności również ma przeogromne. Jak na swój wiek.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    spoko recenzja trafna bardzo
    daje okejke i licze na rewanzyk

  • W końcu coś naprawdę obiektywnego. Przeczytałem i przyznaję Ci rację.

  • Mateusz – zapewne bym zareagował, ale recenzuję zawodowo, nie dla przyjemności, a recenzji Trooma po prostu nikt nie chciałby ode mniekupić. Aha, wyraźnie służy Ci czytanie książek i upływ czasu – ładnie napisany tekst.