Will Ferguson „419: Wielki przekręt” [recenzja]

Do naszych skrzynek mailowych co rusz przychodzą wiadomości zatytułowane: „Gratulacje, wygrałeś samochód!”; jeżeli mamy dobre filtry antyspamowe, od razu trafiają one do folderu ze spamem lub w ogóle się nam nie wyświetlają. A nawet jeśli takim mailom uda się przedrzeć przez wszystkie zabezpieczenia i docierają na nasz adres, wiemy, że autorami są naciągacze i z reguły usuwamy je bez czytania. Z reguły.

„Pilna wiadomość dla Pana Henry’ego Curtisa. Proszę przeczytać!
Serdeczne pożyczenia! Przesyłam najszczersze pozdrowienia z Afryki. Piszę dziś do Pana w sprawie pilnej propozycji biznesowej…”*.

Wydawać by się mogło, że nikt nie da się zwieść takiej wiadomości. Niestety, nie wszyscy są świadomi zagrożeń, jakie niesie sieć, a na naiwnych, często starszych osobach żerują wszelkiej maści oszuści. 419 to numer paragrafu nigeryjskiego kodeksu karnego, pod którym kryje się zapis o pozyskiwaniu pieniędzy pod fałszywym pretekstem. Wielu mieszkańców tego biednego afrykańskiego kraju zrobiło sobie z wyłudzeń sposób na łatwy zarobek, dorabiając do niego ideologię o pobieraniu rekompensaty za kolonizację oraz wykorzystywanie przez zachłanny Zachód. Kanadyjczyk Henry Curtis wpadł w sidła właśnie takiego oszusta, który pozbawił go pieniędzy i – pośrednio – życia, gdyż tego poczciwego nauczyciela poznajemy, gdy jego samochód spada w przepaść…

Prowadzący śledztwo policjanci szybko ustalają, że Curtis padł ofiarą dość popularnego w Nigerii wyłudzenia, jednak mają związane ręce – oszczędności nie da się odzyskać, a sprawcy pozostaną nieuchwytni. Nie satysfakcjonuje to oczywiście dzieci Henry’ego, czyli nieco narwanego Warrena i wyalienowanej Laury, pracującej w domu redaktorki tekstów. Podczas gdy oni próbują działać na własną rękę, w Nigerii oszust Winston szuka kolejnych ofiar, wstępując w szeregi „czterystadziewiętnastkowej” mafii, która rządzi w Lagos, skorumpowanym i niebezpiecznym największym mieście tego kraju.

Will Ferguson przedstawia jeszcze dwie równoległe historie. Protagonistą pierwszej jest Nnamdi, chłopak z małej wioski, gdzie pogaństwo miesza się z chrześcijaństwem, a bieda mieszka w każdym domu. Wielką szansą, ale też największym zagrożeniem stają się koncerny naftowe, które dają zatrudnienie i możliwość zarobku, jednak przy tym zatruwają miejsca połowu ryb i wycinają lasy, nie licząc się z rdzennymi mieszkańcami. W drugiej poznajemy podróżującą pieszo przez Nigerię ciężarną Aminę, która rozpaczliwie szuka pożywienia i pracy.

Sporo tych historii, prawda? Ferguson utkał z nich jednak spójną powieść, ukazującą zarówno regionalne piękno Nigerii, jak i obraz do cna skorumpowanego kraju, gdzie włączenie się w struktury mafii może być jedyną drogą do osiągnięcia sukcesu. Poruszył też istotny problem internetowych wyłudzeń, na które narażeni są wszyscy użytkownicy sieci, zostawiający w niej swoje dane lub otwierający przed ludźmi swoje prywatne życie.

Jednak to i owo szwankuje w powieści kanadyjskiego pisarza. Niektórzy bohaterowie, choć początkowo zdają się tymi głównymi, później są pozostawieni samym sobie, a ich dzieje sprawiają wrażenie niezakończonych. Podobnie pewne wątki, na których kontynuację czekamy, a jej po prostu brak. Skakanie z Kanady, gdzie akcja toczy się szybko, do gorącej, powolnej Nigerii również może przeszkadzać lub sprawić, że zapomnimy o tajemniczej Laurze, która chce znaleźć odpowiedzialnych za śmierć jej ojca.

„419. Wielki przekręt” to pozycja, która prócz zwykłej przyjemności z czytania kryminału dostarcza wiedzy oraz przestrzega przed zagrożeniami czyhającymi w sieci. Ferguson uświadamia nam, że życie w globalnej wiosce może być niebezpieczne, że w ciągu kilku chwil możemy stracić wszystko. Nieidealna i niedoskonała jest ta powieść, niemniej na pewno warta przeczytania. 


* Will Ferguson, „419. Wielki przekręt”, przeł. Jędrzej Polak, wyd. Muza, 2014, s. 67.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.