Za Młodzi Na Śmierć „Wiele dróg” [recenzja]

Niewiele jest w polskim hip-hopie zespołów zrzeszających więcej niż dwóch raperów, a szkoda, bo tę niszę wciąż można jeszcze szczelniej wypełnić. I choćby dlatego płyta „Wiele dróg” białostockiego składu Za Młodzi Na Śmierć mogła wydawać się pozycją, nad którą warto się pochylić.

Zespół tworzy czterech raperów: Jopel, Praktis, Kisiel i Del. Każdy z nich zdążył sobie wyrobić markę i zdobyć uznanie fanów, dlatego na sam projekt można było patrzeć dość optymistycznie. By pozostać uczciwym przyznam już na początku, że solowo nikt ze składu Za Młodzi Na Śmierć mnie do siebie nie przekonuje, jednak ciekawie spoglądałem na to, co może wyniknąć z połączenia „czterech odmiennych spojrzeń na świat i czterech nieutemperowanych charakterów”, jak opisuje grupę strona wytwórni Step Records. Co otrzymaliśmy po zsumowaniu zalet i wad poszczególnych MCs? Niestety, nic niespodziewanego.

ZMNŚ to rzeczywiście dość zgrany kolektyw – raperzy do siebie pasują, nie ma postaci wybitnie wybijających się ani obniżających poziom płyty. Z drugiej strony zauważalne są też odmienne stylówki każdego z członków składu. To mógłby być jeden z największych plusów białostockiej grupy, ale brakuje tu kogoś, kto wyrwałby cały zespół z ram standardowego rapu. Niektóre z tematów poruszanych na „Wiele dróg” to: „Biorę mikrofon”, „Wstydź się”, „Sugestia”, „Świat to przekręt”, są też tracki o miłości i imprezach. Przecież taka tematyka jest oklepana od lat, po co w to brnąć? A jeżeli już bardzo chcieli, to wychodząc z założenia, że „w kupie siła” można by nawet te zużyte motywy wykorzystać w nowatorski sposób. Często jednak dostajemy kawałki ze zwykłymi, średnimi szesnastkami, co wygląda jakby ktoś wymyślał temat, a reszta się dopisywała, tyle. A to potrafi każdy.

Bezcelowe wydaje się być ocenianie każdego MC oddzielnie, bo każdy ma swoje plusy i minusy, lepsze i gorsze wersy. Największe amplitudy zdarzają się u Kisiela, który najczęściej bawi się techniką i rzuca podwójne na zawołanie, jednak czasami przypomina początkującego rapera, nawijając takie linijki jak: „Do przodu pomału i tyle w temacie / gdy lekarz prosi o próbkę kału zostawiasz mu gacie” albo rymując: Maja/bzykała/pijana/lama/mama. Ogółem – tak jak w przypadku tematów – u każdego rapera jest za mało urozmaicania nawijki i prób odbiegania od sztampy.

Nierówna pozostaje również warstwa muzyczna. Rozpoczyna w dobrym, słupskim stylu Kes-a, dalej ksywki także zachęcają – znajdziemy m.in. Kudla, Me?How?a i DNA. I oni rzeczywiście dają porządne bity, szczególnie ten pierwszy, ale czy „porządny” poziom to coś, co zostaje nam w pamięci? Niekoniecznie. Tym bardziej, że pozostali beatmakerzy również nie zachwycają. W głowie zostają jedynie przyjemne piszczałki w bicie B-Bitza z „Mamy to”, ale i ten podkład oparty jeszcze na klawiszach jest bardzo prosty.

Podsumowując, nie ma co mówić o wielkim zawodzie, bo i oczekiwania nie mogły być wielkie. Sądzę jednak, że ten materiał mógł być o wiele lepszy. Jednak jest, jak jest i „Wiele dróg” nie przekonuje mnie do dokładniejszego śledzenia dyskografii raperów ze składu Za Młodzi Na Śmierć, a mojego odtwarzacza ta płyta też nie zawojuje.

Recenzja do przeczytania również na RapSite.eu – TUTAJ.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.