Zła prasa może zabić – Heinrich Böll „Utracona cześć Katarzyny Blum”

blum1

Dziś przed wami książka niezwykła. Krótka, choć pełna treści. Niewielka, choć poruszająca poważną tematykę. Napisana 40 lat temu, a teraz jeszcze bardziej aktualna.

„Utracona cześć Katarzyny Blum albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić” Heinricha Bölla w pierwszej chwili zaskakuje swoim wyglądem. Jest malutka, niepozorna, przypomina króciutkie harlequiny bądź młodzieżowe czy nawet dziecięce książki. Gdy ją otworzymy, nasze zdziwienie się potęguję. Spójrzcie na to, jak wyglądają niektóre rozdziały:
blum

Oczywiście nie jest to złośliwość pisarza, który chce by na drukowanie jego książek ścięto jak największą liczbę drzew, a świadomy zabieg działający na czytelnika. Te białe plamy symbolizują to, czego niemiecki noblista nie napisał. A Böll pominął wszystko to, co nie dotyczy sedna sprawy: wątki poboczne, niepotrzebne dialogi, opisy przyrody i tym podobne upiększacze powieści. Zostały same fakty i istotne informacje, które podano beznamiętnym tonem znanym z policyjnych protokołów. Pustka bijąca z tych stron, pozbawiony emocji narrator i zwięzłość opisów – to wszystko oddziałuje w większym stopniu niż gdyby napisano tę książkę w „normalny” sposób.

Historia „Utraconej czci Katarzyny Blum” toczy się wokół sprawy kryminalnej i tego, jak przedstawiono ją w czytanym przez wszystkich brukowcu nazywanym po prostu „GAZETĄ”. Tytułowa bohaterka zostaje oskarżona o pomoc szukanemu listem gończym Ludwigowi Goettenowi. Sprawa przedostaje się do bulwarowej prasy i staje się tematem numer jeden, a szukający sensacji dziennikarze nie mają oporów przed tym, by wejść brudnymi butami w życie Katarzyny. Docierają do jej matki, eks-męża, pracodawców, publikują zmanipulowane cytaty, tendencyjne artykuły i przedstawiają niewinną, pokorną kobietę w jak najgorszym świetle. Katarzyna, mimo że w gruncie rzeczy nie zrobiła wiele złego, szybko staje się jedną z najbardziej znienawidzonych osób w kraju. Kolejne teksty „GAZETY” budzą narastającą wściekłość bezradnej Katarzyny, aż w końcu czara goryczy się przelewa.

Böll we wstępie pisze: „Osoby i akcja niniejszego opowiadania są całkowicie zmyślone. Jeśliby natomiast przedstawione w nim pewne praktyki dziennikarskie przypominały praktyki gazety Bild, nie jest to ani zamierzone, ani przypadkowe, lecz nieuniknione”. „GAZETA” nie przedstawia faktów, a sama kreuje rzeczywistość. Nie relacjonuje sprawy, a pisze historie w taki sposób, by wywołać jak największy skandal i przyciągnąć jak największą liczbę czytelników. „GAZECIE” zupełnie nie przeszkadza, że jej opinie rujnują życia opisywanych przez nią ludzi. Skoro ataki bulwarowej prasy były tak dotkliwe już w latach 70, kiedy Böll napisał tę książkę, to teraz – w dobie jeszcze większego gonienia za sensacją – staje się bardziej aktualna.

Po „Utraconą cześć Katrzyny Blum” naprawdę warto sięgnąć. Przy dobrych chęciach to lektura na jeden wieczór, jednak zostawia w głowie wiele przemyśleń. Pozycja obowiązkowa szczególnie dla początkujących dziennikarzy, którzy mogą nie być świadomi faktu, jaką siłę mają ich słowa.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.