Życie wypisane na twarzy – Arkadiusz Onyszko, Iza Koprowiak „Fucking Polak. Nowe życie”

fucking-polak-nowe-zycie-b-iext43264598

Spójrzcie na tę twarz spoglądającą z okładki. Widzicie na niej twardziela, wiecie, że na pewno nie miał w życiu łatwo, ale to oczy dobrego człowieka. Przed Wami Arkadiusz Onyszko.

Pamiętam Arkadiusza Onyszkę pojawiającego się w rubryce „Tak grali Polacy” w „Piłce Nożnej”. Głowiłem się, co to za gość i skąd ten bramkarz wziął się w Danii. Chociaż średnio miałem pojęcie o tym, jak wygląda, cieszyłem się, że gra w podstawowym składzie i osiąga sukcesy. Później ujrzałem jego łysą głowę, dowiedziałem się, że jest wicemistrzem olimpijskim i brązowym medalistą Mistrzostw Europy U-16, ale to wciąż była dla mnie tajemnicza postać. Gdy zaczęło być o nim głośno z powodu wybryków w Danii, gdy wracał do Polski, gdy miał poważne problemy z nerkami i z włodarzami Polonii Warszawa, ja na chwilę straciłem zainteresowanie futbolem i nie śledziłem wydarzeń, dlatego Onyszko pozostał dla mnie nieodkrytą kartą.

Do „Fucking Polak” zachęcił mnie wywiad udzielony po wydaniu książki, w którym Onyszko przyznawał się do silnej wiary oraz mówił zarówno o chorobie, jak i o barwnej przeszłości. Ujął mnie. Był bezpośredni, szczery, nie cedził słów, jasno wyrażał swoje zdanie, nie próbował się wybielać. Był „jakiś”. Chciałem go poznać.

Jego autobiografia napisana przy pomocy Izabeli Koprowiak wzbudziła podobne wrażenia. Onyszko wychodzi w niej na porządnego gościa. Może nieco zbyt narwanego i emocjonalnego, ale takiego, który ma swoją hierarchię wartości i się jej trzyma. Nie boi się trudnych tematów: mówi o tym, dlaczego uderzył żonę, z żalem przyznaje, że całkowicie stracił kontakt z jednym synem, wspomina o trudnościach w znalezieniu posady po tym, jak wypowiedział się o gejach w swojej wydanej w Danii autobiografii, przerażająco opowiada o swoich chorych nerkach i o tym, jak trudno było mu wtedy utrzymać rodzinę. Zresztą wystarczy spojrzeć na okładkę tej książki: historia jego życia jest wymalowana na jego twarzy.

To nie typowa autobiografia choćby dlatego, że nie napisano jej od A do Z. Nie zaczyna się historią narodzin, rodziców, stryjków i ciotek. Chociaż chronologia jest zachowana, to Onyszko opowiada o poszczególnych etapach swojej bramkarskiej kariery robiąc mnóstwo dygresji, cofając się do dzieciństwa, przytaczając anegdotki, wplatając rozważania dotyczące swoich poglądów i tak dalej. Dzięki temu nieładowi klimat tej książki jest o wiele lżejszy, nie przytłacza nas faktami i daje żywszy, bardziej rozbudowany obraz bramkarza z Lublina. Co prawda, prowadzi to np. do sytuacji, w których rozdział o Legii nie ma prawie nic wspólnego z warszawskim klubem, ale czy to coś zmienia?

Fascynują też historie o Danii. To kraj wielu absurdów, jednak jest w nim też coś, co zdaniem autora przydałoby się w Polsce. Chodzi o widzenie pozytywów w codziennym życiu. Podczas gdy u nas zbyt często przeżywamy porażki i rozpamiętujemy złe chwile, tam ludzie skupiają na tym, co im wyszło. I tego dzięki pomocy psychologa nauczył się także Onyszko, dzięki czemu zeszło z niego sporo presji, a teraz sam stara się to przenieść na nasz grunt.

Innym ciekawym wydarzeniem z Danii był obóz, na który zabrano piłkarzy Viborg FF po kilku porażkach. „Wywozili zespół do lasu, spaliśmy w namiotach. Szkolili nas żołnierze, którzy mieli za sobą pobyt na misji w Afganistanie. Pamiętam, jak o 22.00 zabrali nas na tor przeszkód. Kazali wykonywać w pięcioosobowych grupach różne zadania: nosić ogromne drewniane bale, wspinać się po linach. Na jednym z obozów strzelaliśmy z łuku, rzucaliśmy siekierą, kazano nam pływać nocą po morzu (…). Podczas jednej z takich wypraw mało co się nie utopiłem”. Tak integrowano piłkarzy i budowano ich charakter.

Jeśli graliście kiedyś w piłkę, choćby amatorsko, na pewno spotkaliście kogoś o podobnej charakterystyce co Onyszko. To nie musi być bramkarz. To zawodnik, który nigdy nie odpuszcza. Nawet w meczach o złote kalesony wchodzi ostrymi wślizgami i walczy o każdą piłkę zostawiając na murawie płuca. Nienawidzi przegrywać, drze się na kolegów, ale też najgłośniej bije brawo po strzelonej bramce. Lubicie go, ale wiecie, że lepiej mu nie podpadać. Ma tylko kilku przyjaciół, bo bywa antypatyczny. Jednak mimo tego darzycie go respektem.

„Fucking Polak” to historia twardego gościa, który popełnił w życiu kilka błędów. Umówmy się, uderzenie kobiety, nawet przy wielu pretekstach, jest niewybaczalne. Niemniej Onyszko zdaje się być porządnym facetem. Zna swoje wady, ma wiele zalet. Robi swoje, kocha najbliższych i poświęca im swoje życie. Ja to szanuję.

Na koniec jeszcze jeden cytat:
„Nie potrafię pojąć, jak polscy piłkarze mogą słuchać przed wyjściem na boisko disco polo. Gdybym wiedział, że moi przeciwnicy nastrajają się taką muzyką, w życiu nie potraktowałbym ich poważnie”.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.