Elo, Opole!

Spora konkurencja panowała wczoraj po 20 w telewizji. Mam talent, World Trace Center albo świetna Zielona Mila, którą każdy zna na pamięć. Wybrałem Superjedynki, ze względu na raperów, którzy mieli się tam pojawić. Ale zanim zacznę wrzucać po 1000 słów na godzinę komentując występy „swoich”, kilka zdań o innych.

Większość nominowanych to kpina, wiadomo nie od dziś na jakim poziomie jest przeciętny polski słuchacz Eski. Chylińska, Gawliński, Kukulska, Farna, Kowalska, Stachursky – trzeba było przełączać na nieśmiesznego Wojewódzkiego i słuchać podniecającej się Foremniakówny. Ale przyszedł czas na kategorię pop i zaraz po drętwej hipokrytce, która kiedyś zdzierała gardło w utworach tj. „Kiedy powiem sobie dość”, a teraz wykonuje styl „nie-wiadomo-co-śpiewam-ale-mam-fanów”, wyszedł Czesław Mozil. (Przepraszam, że poprzednie zdanie jest tak złożone, że ten Czesław spada z kosmosu i trzeba wracać trzy linijki w górę, żeby odnaleźć sens wypowiedzi). Lubię Mozila, słyszałem, co prawda, niewiele piosenek i koncert w Trójce, ale liczyłem, że wystawi głowę ponad poziom żenady. „Polak, mieszkający w Polsce” jak określiła go genialna prezenterka zagrał najlepszy występ wieczoru. Kapitalny zespół, Czesław rozruszał publiczność śpiewając w dwóch językach, a ja też skakałem razem z fotelem i zastanawiałem się, dlaczego nie mam jeszcze jego płyty na półce.

Ok, przechodzę do głównego założenia notki – do oceny raperów. Trudna to sztuka, mam mieszane uczucia, ale w gruncie rzeczy jestem zadowolony. Najpierw w kategorii debiut mieliśmy Pjusa. Płyty nie słyszałem. Karol wyszedł ze wsparciem 2cztery7 i Eldo. Swoją drogą to właśnie oni uratowali Pjusowi występ. Coś strasznego znów dzieje się z „przeoranym przez skalpele” raperem. Sam wtrącał co drugi wers i głos miał naprawdę straszny. Widownia, która nie zna jego historii, zapewne nie wiedziała za bardzo o co chodzi. W każdym razie dobrze było go zobaczyć razem z Mesem i Stasiakiem.

Dalej płyta hip-hop. Jako pierwszy „autor kilkudziesięciu płyt” Tede. Świetny pomysł z zespołem, nie mieliśmy tylko rapera i DJa, ale trąbki, SirMicha za klawiszami i Jakuzę (?) siedzącego na schodkach z „truskulowym hornem”. Same kawałki dość średnie, jedynie Kałash dawał radę. Jak dla mnie efekt zepsuło aż trzech hypemanów  (czyt. przydupasów Jacka). Tede zaprezentował się jak reprezentacja Włoch – bez błędu z tyłu, bez błysku z przodu. Proszę, o brak nadinterpretacji.

Konkurencją w tej kategorii był Eldo. On, Daniel Drumz i publika. Nie było sloganów typu: „Zróbcie hałas”. Wyszedł, poprosił o chwilę uwagi i dał kapitalny występ. I mówcie mi teraz, że pomylił się w tekście, że był beznadziejny, bo sam itd. Mi się bardzo podobało, a i tata siedzący obok zaciekawił się, bo nie było tłumu fioletowych gości, którzy się przekrzykiwali, a samotny gość, który chciał coś powiedzieć.

Wygrał Tede, odebrał nagrodę z rąk Odety Figurskiej, która nas słowami „elo, Opole!” (odwracający się Eldo i ekipa WJ – bezcenna). Pogadała głupoty i wyczytała Tedego. Mina Leszka bezcenna, ale chyba miałem taką samą. W te trzy minuty Eldo w mojej skromnej opinii wypadł lepiej. W gimnazjum miałem wczutę, że rap to przekaz, więc to Leszek go dał. Głosujący ludzie wybrali inaczej. Trochę smutno było, że nie potrafią odróżnić czegoś lepszego, ale skoro Mozil przegrał z Chylińską, to wszystko jest możliwe. Wiem, jestem strasznie subiektywny, ale „wierzę w to, że słuchacz potrafi odróżnić rap od gówna”.

Niemniej cieszę się, że rap wrócił i nie jest to Verba albo Mezo. Cieszę się, że widzieliśmy najbardziej znanych raperów w kraju. Mam nadzieję, że za rok albo dwa raperzy to już nie będą ciekawostki, tylko norma w telewizji.

Hit na dziś:
Eldo – Pożycz mi płuca
Kawałek, który Leszek grał podczas wczorajszego koncertu.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    i tak grubson jest najlepszy