Polish Hip-Hop TV Festival – relacja

poster

Wróciłem. Zmęczony po 200km trasie, niewyspany i zanim odsapnę przed poniedziałkiem napiszę Wam, co działo się podczas tegorocznej edycji Polish Hip-Hop TV Festival. Na gorąco wyjdzie najlepiej.

KONCERTY
Płock - Sławy
Wbrew moim obawom najlepszymi wymiataczami na scenie dalej są Dwa Sławy. Bałem się, że nie przeskoczą fantastycznego zeszłorocznego gigu, ale i wczoraj dali lekcję tego, jak powinno wyglądać prawdziwe show. Na dobre wyszło im lekkie odświeżenie setlisty (zagrali m.in. kawałek na beacie Pawbeatsa, feat u Rasmentalismu czy zwrotki z numery Zamknij Mordę Tour), ale ich prawdziwą siłą jest sceniczność. Anegdotki, żarty, poruszanie się po scenie – perfekcja. Zero tandety, mało „zróbcie hałas dla XXX”, wszystko smacznie i z wyczuciem.

Płock - Sarcast

A to już niespodziewani zwycięzcy pierwszego dnia, czyli zespół Sarcast. Nie mieli szczęścia – grali na scenie Red Bulla, kiedy na głównej występował przyciągający tłumy Taco Hemingway. Sam początkowo miałem olać ich koncert, ale pojawiły się dwie okoliczności:
1) Bartek z zespołu Sarcast podbił do naszej grupki, przedstawił się i osobiście zaprosił na koncert. Było to bardzo miłe, a z pół godziny przed ich występem przypomniał się raz jeszcze – szkoda więc było tam nie pójść choć na chwilę.
2) Taco grał naprawdę przeciętnie. To znaczy, wiecie, może nie było źle, bo wszystko było zagrane solidnie, jak z płyty, do tego wykonywał numery ze wszystkich jego krążków, ale brakowało mu energii. Kilka kawałków wystarczyło nam w zupełności. Chociaż zaskoczył tym, że zagrał numer na bicie ze „Started from the Bottom”.
Poszliśmy zatem pod busa Red Bulla. Grupka zgromadzonych tam ludzi była niewielka – 50 w porywach do 100 osób. To chłopakom z zespołu Sarcast zupełnie nie przeszkadzało. Na scenie wariowali, krzyczeli, skakali, trzęśli (dosłownie!) całą sceną. Ludzie szybko podłapali ich zajawkę i żywo reagowali. Decyzja o odpuszczeniu Taco i początku koncertu O.S.T.R-ego była właściwa. Propsy, chłopaki!

Co więcej? Na pewno mógł podobać się występ Tego Typa Mesa z livebandem, a za zagranie „Tego typa” ma u mnie mega szacun – nie spodziewałem się, że usłyszę ten numer na żywo. W ogóle mają bardzo fajną setlistę i dobrze wypadli. Po długiej przerwie całkiem pozytywnie wypadł Pezet, który grał numery z całej, no może prawie całej swojej dyskografii. Warto też wspomnieć o występach Łony i KęKę – tak wyglądały pod względem liczebności:

Płock - Łona
Płock - KęKę
Jak widać, pod względem liczebności raper z Radomia zdeklasował Łonę, ale to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy. Ta „grupka” w porównaniu z tłumem na KęKę to sami ogarnięci widzowie. Świetnie reagowali, śpiewali teksty, skakali – Łona na pewno nie był zawiedziony tymi ludźmi. Oczywiście nie ujmuję ani trochę ludziom z KęKę, bo tam te reakcje były oczywiście głośniejsze, a ludzie też kumali, o co chodzi, ale ci ludzie z koncertu Łony mi zaimponowali. Co do samych koncertów, to oba trzymały wysoki poziom.

To dla mnie te najważniejsze koncerty, ale na zawiedzionych nie wyglądali także fani Snowgoons (szkoda, że było ich niewielu, ale Niemcy starali się, jak mogli), O.S.T.R-a czy JWP/BC i wielu, wielu innych.

Nie byłbym sobą, gdybym nie dołożył łyżeczki dziegciu. Trochę zawiodłem się setlistą Rasmentalismu (chociaż rozumiem ich wybory) i nie kumam, dlaczego Ras rapował gościnne zwrotki Sławów i VNMa. Mógłby w ich miejsce wsadzić coś innego, a Dwa Sławy i VNM i tak zagrali te zwrotki na swoich występach. Nie przekonał mnie też wspomniany już Taco i VNM, który mógł dobrać bardziej koncertowy repertuar. Zaszokowała mnie frekwencja na gigu Bedoesa na scenie Red Bulla – przyciągnął spory tłum małolatów, a i przez to, że zostałem na stoiskach z płytami po występie Sarcastu usłyszałem dwa kawałki Beteo – TRA-GE-DIA, nie chciałem ich słyszeć.

A jeśli mowa o tragediach: Bonez w roli wodzireja rzadko kiedy się sprawdza, ale to, co zrobił przed koncertem Mesa było najgorsze. Zespół rozkładał sprzęt, to musiało potrwać swoje, każdy to rozumiał. Bonez i CNE mieli zagadywać ludzi. Krótki freestyle w miarę mu wyszedł, natomiast robienie hałasu szybko znudziło się publice, prowadzący wystrzelali się z pomysłów na podgrzewanie atmosfery i Bonez zaczął wstawiać teksty typu: „Wiem, że wkur**** was już tym gadaniem, ale muszę to robić, więc będę mówił”. Sorry, gościu, ale od takiego bezsensownego bełkotu lepsza jest cisza – mnie ciekawił sam proces tego, jak rozstawiał się zespół, a takiego, za przeproszeniem, pieprzenia nie dało się znieść. Na szczęście Mes już samym wejściem sprawił, że wszyscy zapomnieli o tym gościu.

Płock - Frodo

Organizacja
Bardzo szanuję to, jak zorganizowany jest ten festiwal. Można się dobrze najeść w foodtruckach – w tym roku królował Frodo Burger, który zachęcał wyglądem (bus oklejony trawą i wyglądający jak hobbicka nora), menu (widzicie na zdjęciu, przepraszam za jakość) i jakością żarcia – dało się najeść tym burgerem. Do tego belgijskie frytki, masa zapiekanek i innych busów, nawet na Choco Kebab znalazło się miejsce. W tym roku trochę dłużej poszwendałem się też po stoiskach, gdzie można było kupić CDki, winyle, ubrania i pogadać z raperami/gośćmi ze sklepów i wytwórni. No i choć to prozaiczna sprawa, to bardzo ją doceniam: na placu cały czas widoczne są ekipy sprzątające, ochrona, a Toi Toie utrzymane są w stanie nadającym się do użytku, a dzięki ich ilości nie ma do nich kolejek. Niewielkie rzeczy, a bardzo cieszą.

Ludzie
Kiedy jeszcze jechałem do domu, Dawid Bartkowski napisał bardzo ważną rzecz:


I to 100% prawdy. Kiedy spotkasz osobę, z którą możesz wymienić się spostrzeżeniami, pogadać o swoich pasjach, o płytach czy zwyczajnie poplotkować, to daje niekiedy więcej satysfakcji niż najlepszy koncert. A na festiwalu, na który przyjeżdżają tysiące ludzi, na pewno natkniesz się na kogoś, z kim zamienisz niejedno zdanie i wypijesz niejedno piwo. Mieliśmy swoją bandę. W moim wesołym focusie obok mojej narzeczonej jechał Krzysiek Nowak, Błażej, główny PRowiec z labelu Superlativez i Krystian Krupiński z Popkillera. Spaliśmy u gościnnego jak zwykle Dawida Bartkowskiego z goodkid.pl razem z Oxonem i Revo. Do tego zbiliśmy masę piątek i zawarliśmy trochę nowych znajomości. O muzyce i dziennikarstwie gadaliśmy godzinami. Jesteśmy z różnych stron Polski, okazji do spotkania jest naprawdę niewiele, bo zawsze coś komuś wypada, a na taki event jak PLHHF zawsze wpadniemy. Choćby dlatego ten festiwal jest tak ważny. Nawet jeżeli komuś nie odpowiada line-up, to warto przyjechać i spotkać się ludźmi, bo to oni budują atmosferę.

Na koniec kilka luźnych wniosków:
1) Relacje live z koncertów na FB nie mają sensu – jakość dźwięku zawodzi. Przepraszam, że Was tym męczyłem. :)

2) Na płockim festiwalu najlepiej koncerty oglądało mi się siedząc na stoku – widać zachowania publiki, a dwa spore telebimy sprawiają, że i tak widać, co dzieje się na scenie. Do tego nie jest tłoczno, więc moja agorafobia nie daje się we znaki. A na skakanie pod scenę i machanie rękami jestem już chyba za stary. :)

3) Frekwencja była zdecydowanie większa niż rok temu. Wcale się nie dziwię, bo od strony organizacyjnej wszystko jest dopięte na ostatni guzik i przypuszczam, że skoro teraz event wypadł naprawdę dobrze, to przyszły rok może być jeszcze bardziej okazały pod względem liczebności.

4) A ludzi było dużo, bo line-up był naprawdę dobry. Można marudzić, że KęKę czy Quebonafide byli rok temu, a Snowgoons nie pasują za bardzo do tego festiwalu, ale mimo tego organizatorzy zaprosili prawie wszystkich liczących się na scenie raperów/zespołów. Jakby nie patrzeć: mają rozmach, a namówienie Pezeta na powrót to wielka rzecz.

5) Tuż przed miejscem festiwalu jest lokal z kraftowym piwem – Zbrojownia. Dobre krafty, obsługa, który potrafi doradzić, czego trzeba spróbować i zachęcić do kupienia następnego piwa. Tylko pobyt tam nieźle drenuje portfel – stówka poszła lekko.

6) O, i z Kayem zbiłem piątkę, więc wrzucam fotkę, bo to bardzo sympatyczny gość.

Płock - Kay

Dzięki, Dawid, za gościnę. Dzięki organizatorom za akredytację. I widzimy się za rok, bo nie ma powodów, by nie wracać w to miejsce. Krzyknąłbym w tym miejscu: „Eeelooo”, ale na to chyba też jestem za stary. :) W takim razie pozdrawiam i zapraszam na przyszłoroczną edycję – na pewno nie będziecie żałowali.

 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.