Najciekawsze polskie koncept albumy

W zasadzie każdy album ma jakąś myśl przewodnią, a autor próbuje w dość spójny sposób przekazać nam jakieś konkretne treści. Są jednak takie projekty, gdzie główny motyw jest elementem najważniejszym, a wszystko zawarte na krążku skupia się wokół niego. W polskim rapie nie brakuje takich albumów koncepcyjnych, a w tym artykule przedstawiam te najciekawsze i najważniejsze. Wszelkie klasyfikacje są pozbawione jakiegokolwiek sensu, stąd płyty opisuję chronologicznie.

Świntuch „Świntuch” (2000)
Świntuch to alter ego znanego, chociaż już nieaktywnego, wrocławskiego rapera Tymona. Jak zapewne się domyślacie cała płyta traktuje o seksie i porusza wszystkie aspekty tego tematu. Świntuch opowiada historię o nimfomance w „Dobrze jest ci?„, o masturbacji w „Zrób to sam” (z genialną zwrotką Afrojaxa), a tytuły takie jak „On jest za duży!!!” oraz „Językowe sztuczki” same mówią za siebie, a to tylko kilka z dziewiętnastu numerów na albumie. Oczywiście, jest to płyta bezpruderyjna i bezpośrednia, ale daleko Tymonowi do buractwa i chamstwa. „Świntuch” to płyta zabawna, pomysłowa, łamiąca wszelkie tabu, nagrana z luzem, jakiego wciąż brakuje raperom, kiedy nawijają o seksie.

LilRuf „Najadłszy EP” (2005)
Niecałe piętnaście minut zabawnego rapu o jedzeniu? „Najadłszy EP” to „podróż przez krainę potraw, łakoci i smakołyków” nagrana przez Lilu i Rufika. A na materiale znajdziemy np. kawałek wychwalający cukier czy numer o czerstwym chlebie. Wszystko z ogromną dawką pozytywnego humoru i nagrane pod znane instrumentale.

Gres/Snatch „Noc EP” (2006)
Nie jestem fanem nazywania hip-hopowych tekstów poezją, ale Gres nagrywając „Noc” wzniósł się na liryczne wyżyny i gdybym jeszcze chodził do szkoły, to pokazałbym polonistce jego wersy. Przepięknie opowiada o gwiazdach, subtelnie porusza temat tragicznych łódzkich juwenaliów w 2004 roku czy też ciekawe – nawet dla osoby niepalącej – opisuje nikotynowy nałóg. Nocny, mroczny klimat projektu idealnie komponuje się ze spokojnym, głębokim głosem Gresa, a uroku dodaje jeszcze narrator, czytający wiersz Jaime’ego Torresa Bodeta.

Bisz/Kosa „Zimy EP” (2007)
Kiedy spada pierwszy śnieg, moją facebookową tablicę zalewa „Muzyka śnieżnych pól”. Kiedy śnieg topnieje, znajomi wrzucają „Idzie wiosna”. „Zimy EP” to pierwszy, głośny materiał Bisza, który urósł do rangi podziemnego klasyka. Poświęcony najmroźniejszej porze roku materiał maluje nam przed oczami zimowe krajobrazy – ulice pogrążone w śniegu, marznących ludzi na przystankach i chłodny błękit nieba. Bisz bawi się słowami, składa podwójne, gra skojarzeniami na produkcjach Kosy, który świetnie zadbał o oddanie klimatu zimy, sięgając między innymi po wokalne sample. Epka wchodzi najlepiej oczywiście podczas zimowych spacerów, ale i w upalne dni można się nią schłodzić.

Jimson „Gorączka w parku igieł” (2008)
Niezwykle trudno opisywać jedną ze swoich ulubionych płyt w rapie,  bo na usta ciśnie mi się milion słów, a drugie tyle skojarzeń, spróbujmy więc łopatologicznie. Tytuł nawiązuje do filmu „Panic in the Needle Park”, cała płyta jest mocno związana z „Natural Born Killers” – punkt wspólny: narkotyki. I chociaż nie są one motywem przewodnim, to odgrywają ważną rolę chociażby w najlepszym polskim horrorcore’owym kawałku „Gorąca ofiara”. Obok tego znajdziemy gros potężnych, błyskotliwych, trafiających linijek, porównań i po prostu wszystkiego, co najlepsze w rapie. Elementem spajającym całość (bo być może nieco na siłę wrzucam „GWPI” do wora z koncept albumami) są skity, zawierające dialogi z „Natural Born Killers” oraz nawiązania do tego filmu w wersach. Chciałoby się jeszcze pisać o bitach (BobAir!) czy wypisać ciekawe linijki, ale tej płyty zdecydowanie lepiej posłuchać.

Bisz/Kosa „Idąc na żywioł EP” (2009)
Znowu Bisz (prawdę mówiąc każdy jego album można byłoby tu umieścić). Tym razem o ogniu, wodzie, ziemi i powietrzu. Z każdego żywiołu bydgoski raper wyciągnął absolutnie wszystko, podobnie jak w „Zimach” grając na skojarzeniach i sprytnie używając powiedzeń z nimi związanych. Bisz nie ograniczył się oczywiście tylko do opisu zjawisk przyrody, ale wtrącił w teksty elementy braggadocio (szczególnie w „Dam ogień”) czy też dodał dość subtelny wątek miłosny w „I przeminę z wiatrem”.

O.S.T.R. „Tylko dla dorosłych” (2010)
„Tylko dla dorosłych” opowiada historię Nikodema R., podejrzanego o morderstwo na tle rabunkowym. Narrację prowadzi znany z telewizyjnego magazynu „997” Michał Fajbusiewicz, a O.S.T.R. swoimi kawałkami ciągnie fabułę do przodu – Nikodem R. zaciera ślady, ucieka i tak dalej… TDD to przepięknie wydany krążek, świetne bity i całkiem niezła treść.Niestety, to już nie był ten Ostry, co kilka lat wcześniej, więc płyta dostała tyle propsów co krytyki.

Tomasz Andersen „Wbrew wskazówkom” (2011)
Roszja na „Wbrew wskazówkom” przeniósł się do roku 2071 i wcielił się w Tomasza Andersena – mężczyznę z problemami finansowymi, którego pomysłem na wydobycie się z dołka jest przywrócenie do świata żywych sławnej artystki Zuli P. Sprawy jednak nieco się komplikują, a otwarte zakończenie tej historii zaskakuje… Wiele razy słuchałem tego materiału, zanim wyłapałem wszystkie smaczki i poszlaki naprowadzające na właściwe tory tej opowieści. „Wbrew wskazówkom” to coś więcej niż płyta, to zajmujące i niebywale ciekawe słuchowisko – nie tylko pod względem treści, ale także muzyki, która nadaje albumowi futurystyczny i funkowy klimat. Niestety, album został niedoceniony i raczej nie możemy oczekiwać drugiej części przygód Tomasza Andersena.

Pyskaty „Pasja” (2012)
Dokładnie cały koncept płyty Pyskatego opisałem w recenzji, ale pokrótce – każdy z kawałków jest nawiązaniem do stacji Drogi Krzyżowej Jezusa Chrystusa. Patent ciekawy, na szczęście obyło się bez niesmacznych porównań oraz profanacji. Pysk do tematów podszedł ciekawie i z klasą je wykorzystał.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.