Trzy szybkie #26

Obiecywałem sobie na początku tego roku, że będę z premierami na czasie. Niestety, plany dość szybko wzięły w łeb, a lista płyt do sprawdzenia wydłuża się z dnia na dzień. I to tylko jeżeli chodzi o słuchanie, nie wspominam już o pisaniu. Stąd w dzisiejszych „Trzech szybkich” dwa materiały, które premiery mają dawno za sobą. Obok nich coś nieco nowszego.

audiopushAudio Push „Inside the Vibe”
O tej składającej się z dziewięciu utworów epce wszystko mówi jej tytuł. „Inside the Vibe” to pół godziny muzyki, przy której można poczytać i odprężyć się po ciężkim dniu (sprawdzałem to już niejednokrotnie). Potwierdzają to też członkowie zespołu – Oktane i Price – mówiący, że zbrzydły im głupkowate teksty i niszczące banię bity. Sami poruszają raczej przyziemne tematy, lecz robią to w porządny sposób. Moim faworytem jest numer poświęcony wewnętrznej sile, która każe czarnoskórym się popisywać („Brown Man Syndrome”). Gdzieś tam zabrzmiał mi też na tej płycie wczesny Kanye czy Kendrick Lamar w łagodnej wersji, ale to na pewno płyta dla fanów A Tribe Called Quest i jazz-hopu. Warto wymienić też ksywkę CoryAyo, który stworzył lwią część tych kojących nerwy podkładów. Potrzebujecie jeszcze jednej rekomendacji? Moja narzeczona właśnie przegląda coś w internecie i mimowolnie kiwa stopą do tej płyty.

funkyfachowcyDj Dobry Kick i Decó „Funky Fachowcy”
Już ponad miesiąc temu Innotic napisał do mnie z informacją, że pojawił się ten projekt. Czas niestety nie dopisywał i dopiero dziś włączyłem tych gości. Cóż, „Funky Fachowcy” to fantastyczna sprawa. W podkładach Dobrego Kicka zaklęta jest dusza funku. Poważnie, te bity powodują uśmiech, w moment poprawiają humor i przy nich słońce wychodzi zza chmur. Decó dokłada do nich fajnie poskładane, pełne humoru wersy o ściąganiu płyt z internetu i o dupeczkach, które powinny wrzucić na luz. Nie ma się rozpisywać, to kwintesencja funku, dziękuję panowie za zrobienie mi piątku.

Pawbeats „Orchestra”
Lubię Pawbeatsa, to naprawdę miły gość, ale to kolejna płyta, która nie zostanie na dłużej w moich głośnikach. Doceniam chęci: zebranie wielu muzyków i próby zrobienia bardzo ambitnego materiału, który połączy wiele muzycznych światów. Problem w tym, że to wszystko gdzieś się rozjeżdża. Mimo żywych instrumentów, te aranżacje są zwyczajnie nudne, nic się tam nie dzieje, brakuje wybitnych, niekonwencjonalnych momentów. Jest rzemiosło i solidność. Z takim zapleczem to stosunkowo niewiele. Przeciętnie wypadli też raperzy. Dwa Sławy przestali być śmieszni (to chyba najgorszy ich kawałek), VNM znowu rapuje tak samo (a osobiście przepadam, kiedy popada w zwykłość), Kartky dalej nawija o wszystkim i o niczym, a kiedy Kali śpiewa, wywołuje dreszcze z zażenowania. Na przeciwnym biegunie jest natomiast Tau, który fantastycznie zaczął album. Paradoksalnie, „Orchestra” wypada lepiej, gdy nie ma na niej rapu: śpiewane numery się bronią, może nie są hitami, ale nie ma co na nie narzekać. Generalnie jest tak: płyty nie połamię ani nie wyrzucę, ale nie wiem, czy kiedykolwiek do niej wrócę. Zmarnowany potencjał.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.