Trzy szybkie #29

Bardzo miło jest się pozytywnie zaskakiwać i odwoływać niektóre słowa. Do tej pory nie przekonywali mnie Otsochodzi ani Kaz Bałagane, ale ich tegoroczne płyty trzymają poziom. Tylko 2sty z Quebonafide nie postarali z blandtapem.

slamOtsochodzi „Slam”
Poprzednia płyta Otsochodzi wleciała jednym, a wyleciała drugim uchem. Nie złapałem zajawki na chwaloną przez niektórych stylówkę, jego liryka nie przyciągnęła mnie na dłużej, a i na featuringach wypadał tylko przyzwoicie. Gdyby nie kilka osób usilnie polecających „Slam”, pewnie nie sprawdziłbym tego albumu, a przez to umknąłby mi tak porządny krążek. Osadzonego w miejskim klimacie tramwajów i blokowisk „Slamu” słucha się naprawdę dobrze. Otsochodzi dalej nie jest wirtuozem majka, a jego mądrze i solidnie napisane raporty nie nudzą. Jak na razie daleko mi do stawiania tego albumu na tegorocznym podium, ale mam wrażenie, że z czasem pozycja „Slamu” może się umacniać, do czego przyczynią się też bity otrzymane m.in. od O.S.T.R’a czy Eproma.

źródłoKaz Bałagane „Źródło”
Ostatnio wszyscy o tym Kazie. Wywiady, rankingi, robienie z niego twarzy nowego, lepszego  polskiego rapu. Najpierw wiele się o nim nasłuchałem, potem włączyłem „LOT022” i zdziwiłem się: tyle hałasu o taki rap? Kaz zupełnie do mnie nie trafił. „Źródło” włączyłem głównie z blogerskiego obowiązku i… byłem bliski wskakiwania pod stół, żeby odszczekać to wszystko, co o nim mówiłem. Z numerów wylała się charyzma, bity hulały jak trzeba, a tekstu choć odległe mojemu światopoglądami, to naprawdę dobrze napisane. Co ostatecznie zawiodło? Monotematyczność. Gdzieś w połowie materiału wszystko zaczyna się zlewać w jedno. Można byłoby odchudzić „Źródło” o kilka numerów, ale mimo wszystko to porządny album, a ja w ramach pokuty odświeżę wcześniejsze krążki Kaza i być może zrewiduję swoją opinię jeszcze bardziej.


Quebonafide x 2sty „Elektryka (blendtape)”
Blendy jak to blendy – można posłuchać, ale po co? Ich jedyną zaletą może być zaskoczenie – znacie to z blendtape’u „Kilka blendów o hajsie, jointach i dupach”, gdzie Peja rapował pod Britney Spears, a Mes nawijał z Kasią Wilk. Pierwszym problemem „Elektryki” jest właśnie brak szokujących połączeń: ot, wokale Quebonafide i jego kompanów zostały podłożone pod znane radiowe piosenki Justina Biebera, Avicii czy Seleny Gomez. Wszystkie brzmią tak samo, więc przy piątym numerze zaczyna być nudno. Drugi – znacznie poważniejszy – zarzut, jaki można postawić temu blendtape’owi to gospodarze i ich dialogi pomiędzy kawałkami. Dawno nie słyszałem czegoś równie nieśmiesznego. To poziom polskich kabaretów albo i niższy, całkowicie odstraszający od głośników. Krótko mówiąc, nie ma żadnych powodów, żeby odpalić ten blendtape po raz drugi.

PS Jak chcecie większych kombinacji, to odpalcie sobie Xenoidy.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony albo po prostu wyłącz AdBlocka i daj zarobić z AdSense. Będę wdzięczny. :)

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • アドリャヌ

    Z Elektryka jest taki problem ,że chcieli pójść tym samym utartym schematem co na Erotyce z Krzy Krzysztofem i Sławami ,a nie dość że hosting za długi i za debilny i nie śmieszny