Akumulatory wiary

Miałem to szczęście, że o wyborze nowego Papieża dowiedziałem się podczas Mszy Świętej. Najpierw pojawiła się informacja, że widać biały dym, później modliliśmy się za Papieża Franciszka i dopiero pod koniec Eucharystii dowiedzieliśmy się kim jest następca tronu świętego Piotra Jorge Mario Bergoglio. Fantastycznie było patrzeć na szczęśliwe twarze wiernych zgromadzonych na Mszy, kończącej rekolekcje wielkopostne.

Bardzo wymowne i przemawiające rekolekcje skłoniły mnie do napisania tego posta. W zasadzie już pierwszego dnia po wejściu do kościoła zacząłem się reflektować, że stanowczo za mało piszę o Bogu i wałkuję wciąż muzyczne tematy. Powody są oczywiście najprostsze z możliwych: o muzyce pisze się o wiele łatwiej i więcej mam do powiedzenia. nie lubię strugać też dewota – wiara jest u mnie mocna, ale potrafię siarczyście zakląć i głośno podenerwować się na lewaków, dlatego robienie z siebie autorytetu byłoby zupełnie nieszczere.

Jednak zdarzają się tez chwile – jak ta w kościele – kiedy zastanawiam się, czy nie warto trochę zbastować. Słuchanie hip-hopu i mocna wiara wiąże się z tym, że znajomych mam z dwóch, czasami zupełnie odmiennych środowisk. Wiary nigdy się nie wstydziłem, dlatego gdy wrzucam na Facebooka artykuły z Gościa Niedzielnego czy lubię posty udostępniane przez Radio Maryja to nie myślę o tym, co pomyślą hip-hopowe głowy. Już bardziej wstyd mi, że moi znajomi z pielgrzymki muszą czytać moje głupie statusy i komentarze często z najniższym i najbardziej żenującym humorem.

Wychodzę z założenia, że każdy z nas ma w sobie akumulatory wiary. Mogą być pełne, mieć średnie napięcie albo być kompletnie rozładowane. Cotygodniowe Msze pozwalają mi jedynie utrzymać panujące w nich napięcie. Pielgrzymka, rekolekcje czy samodzielne studiowanie Pisma Świętego wzmaga ich moc, dlatego właśnie po takich duchowych przeżyciach mam najwięcej siły do ewangelizowania. I wtedy pojawiają się wpisy takie, jak ten. Niestety, zazwyczaj przepadają w gąszczu recenzji i statystycznie są kilka razy rzadziej odwiedzane. Wierzę jednak, że warto. Jeżeli nawet nie z potrzeby krzewienia wiary to dla swojego samooczyszczenia.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.