„Dobrze wbita szpila ma szansę przebić odpowiedni balonik” – wywiad z Szesnastym

szesnastywywiad

Wydany w QueQuality mixtape „Tego Pan nie poskłada” sprawił, że ksywka Szesnastego coraz częściej gości na językach słuchaczy. W wywiadzie raper z Suchowoli opowiada o swoim najnowszym materiale, współpracy z Quebonafide i newschoolu, na który moda może wkrótce przeminąć. 

Czy jest w tym kraju ktoś, kto Cię nie denerwuje?
No i proszę, pierwsze pytanie, a ja już czuję się jak frustrato-hejtero-malkontent… dzięki. Oczywiście! Ludzie, którzy mnie denerwują należą do mniejszości. Zdecydowanie. A jak już się komuś obrywa, to raczej nie konkretnym ludziom, a ich określonym postawom.

Obrywa się niemalże każdemu. Zaczepiasz prawilniaków, studentów i oczywiście innych raperów. Zdaje się, że wszystkim lubisz wbijać szpile.
Broniłbyś którejś z zaczepionych grup uważając, że niesłusznie im się oberwało? Może coś w tym jest, wiesz, z tym wbijaniem szpili. Może to ma sens, może zwyczajnie jestem wredny z natury. Ale raczej to pierwsze. Wierzę, że dobrze wbita szpila ma szansę przebić odpowiedni balonik.

Krążek „Tego Pan nie poskłada” wyszedł w QueQuality. Kto kogo znalazł?
To ważne pytanie, bo dostaję dużo pytań na FB w stylu: „Ryju, jak wbić się do QQ? Dzięki, ryju”, a teraz będzie okazja, żeby odpowiedzieć hurtowo: nie mam pojęcia, jak się tam dostać. Nigdzie się nie wbijałem. To było tak, że Que w zeszłe wakacje poprosił ludzi, żeby podlinkowali coś ciekawego z podziemia. Tam ilość komentarzy szła w setki, jak później sprawdziłem. Ktoś wrzucił jeden z moich trzech, na wtedy, solowych tracków. Następnego dnia dostałem wiadomość na FB z prośbą o mój numer telefonu od gościa, co podpisał się jako Quebo. Zlałem to trochę myśląc, że prowo. Jak się okazało jeszcze tego samego wieczoru nie była to żadna prowokacja, a Esteban Cambiasso to faktycznie Kuba. Zaproponował mi pomoc w promocji, mówiąc, że się jara. Później miałem całkowicie wolną rękę w tym, co i na kiedy powstawało. Wszystko szło swoim tempem.

Twój materiał zyskałby taki rozgłos bez tej współpracy z Que?
Nie. Nie czarujmy się, te kilkadziesiąt tysięcy subskrybentów to pokaźna widownia, której możesz zaprezentować, co stworzyłeś. Jeśli to coś godnego uwagi, zostaną z tobą i będą śledzić twoje poczynania, ale jeśli to, co robisz jest słabe albo przeciętne – bo w zasadzie dzisiaj przeciętne oznacza już słabe – to będziesz raczej ciekawostką. Wpadnie parę wyświetleń, parę lajków, ale słuchacze nie podążą za tobą.

Jak długo powstawał ten projekt? Słuchając płyty można odnieść wrażenie, że niektóre numery powstały sporo wcześniej.
Wcześniej powstała „Ballada pod monopolowym” i „Stolik nr 21”, reszta to okres od września do końca kwietnia, czyli jakieś siedem miesięcy.

Suchowola coraz bardziej zaznacza się na polskiej rap scenie. W zeszłym roku wypłynęły Flaszki i Szlugi, teraz Ty – skąd taka moc w tym małym mieście?
Myśmy chyba jeszcze nie wypłynęli, a raczej tylko zaznaczyli swoją obecność, ale i tak jest dobrze.

To takie typowe lokalne środowisko, w którym każdy zna się od lat?
Zdecydowanie tak. Tutaj każdy zna każdego, a twórczością Flaszek i Szlugów jarałem się, jak jeszcze chodziłem do podstawówki. Oczywiście wiedziałem już wtedy, kto tworzy ten skład, bo ciężko się nie znać w tak małej miejscowości jak Suchowola. Wtedy dzięki chłopakom załapałem, że… ej, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy postanowić i nagrywać. Ich pierwsze płyty sprzed dekady krążą po Suchowoli do dziś.

Sporą część Twojej płyty stanowią storytellingi. W życiu prywatnym też lubisz opowiadać historie?
Tak. Łatwo przychodzi mi opowiadanie historii znajomym. Bywa nawet, że kogoś tym zainteresuję.

Nie masz obaw, że po jakimś czasie te opowieści mogą znudzić się słuchaczom, którzy odpłyną gdzieś indziej?
Szczerze to ktoś mi nawet już na to zwrócił uwagę. Ktoś ze znajomych mówił mi, że to jest dobre na jeden odsłuch, a jak poznaje się pointę, to nie ma powodu do tego utworu już wracać. W zasadzie nie dbam o to i kiedy coś piszę nie analizuję tego w sposób, ile razy ktoś do tego wróci. Liczby pokazują, że ludzie wracają do tego chętnie i cieszy mnie to. Znam kilka storytellingów, do których sam wracam często z chęcią, szczególnie jeśli są ciekawe i niosą ze sobą coś więcej niż tylko opowiedzenie historyjki. Dwa skrajne przykłady: Szuwar „Zwykła historia za jednym razem” i Buka „Pierwsza miłość”. Oba na słuchawkach były długo. W zasadzie dlaczego niestorytellingi miałyby przyciągać na dłużej? Bo są bardziej uniwersalne? Technicznie można dobrze wykonać to i to, smaczki można upakować i tutaj, i tutaj. Odpowiadając w skrócie: nie, nie mam obaw.

Jednym z najciekawszych storytellingów są na pewno „Trzy litery”. Jak wyobrażam sobie tę historię rapowaną przez innego MC, to słyszę smutno plumkające pianinko albo skrzypce – u Ciebie wjeżdża dyskotekowa wixa. Skąd taki zamysł?
Ten bit i ta, jak to słusznie nazwałeś, dyskotekowa wixa to celowy zabieg. To takie troszkę muzyczne opisanie naszych czasów. Ma być wixa, wszyscy mają się dobrze bawić, ma być głośno, szybko, mocno, intensywnie, trochę plastikowo. Ten numer akurat powstał tak, że najpierw usłyszałem ten bit i od razu wiedziałem, co pod to powstanie. Usiadłem, zaaranżowałem bit, wiedziałem, o czym chcę na nim opowiedzieć oraz jak ma kończyć się każda szesnastka – chodzi o ostatni wers – i wiedziałem, że musi w tym wszystkim być ten dyskotekowy akcent. Później zacząłem pisać i właściwie poszło już samo.

Z kolei w „Akademii Pana K.” obśmiewasz starą szkołę, a chwilę potem zamawiasz „truskulowy befsztyk”. Jak to jest – całkowicie odrzucasz oldschoolowy rap i idziesz z duchem czasu?
Nie obśmiewam starej szkoły. Obśmiewam odcinanie kuponów i lot na tym samym patencie przez cały czas tak, żeby dzieciaki kupowały płyty. Konformizm, monotematyczność, swoiste „pilnowanie stołka”.  Ale…  jest popyt – jest podaż, więc może w złą stronę kieruję linijki… Nie boli mnie to jakoś mocno, chciałem tylko zwrócić na to uwagę. Na tzw. starej szkole się wychowałem. Nie odrzucam niczego. Ja bym to wszystko podzielił tak: albo coś jest dobre, albo nie. Nie ma znaczenia, czy jest na nowoczesnym bicie, czy na starych bębnach 90bpm. Drzewo musi mieć korzenie, żeby ładnie rosnąć. Ładne, mądre zdanie powiedziałem?

Co do tego obśmiewania – w przyszłości dalej zamierzasz punktować irytujące zachowania?
To wychodzi naturalnie. Samo. Wydaje mi się więc, że tak zostanie. Uważam, że lepiej trafnie punktować rzeczywistość niż rzucać najpiękniejsze i najlepiej przekminione punch-linijki w powietrze. Co a propos nowej szkoły jest teraz mocno na czasie, nie uważasz?

Jasne, i tak jak dinozaury odcinają kupony w boombapie, tak nowi gracze dołączają do fali przyspieszeń, giętkiego flow, gubiąc po drodze treść. Ten balonik newschoolu w końcu pęknie?
„Gubiąc po drodze treść” – właśnie trafnie wypunktowałeś rzeczywistość (śmiech). Pęknie. Ludzie są już tym zmęczeni. Wszystko musi zataczać koło. Historia i rap też. Mam wrażenie, że scena będzie wracała teraz do starszych brzmień i kładła większy nacisk na to, co mówią, a nie tylko jak mówią. Wydaje mi się, że pojawił się już na scenie człowiek, który poprowadzi tę nową falę i za którym podążą ludzie. Ale… ej, nie uwierzysz – mogę się mylić. Bardzo ważne jest to, że ta scena potrzebuje i starych, i nowych brzmień, ludzi, którzy opierają swój styl na punchline’ach oraz tych, którzy niosą inne treści, tylko, do cholery, trzeba to i to robić dobrze! I wtedy to ma sens.

Żałujesz, że nie ma Cię w gronie Młodych Wilków Popkillera?
Szczerze mówiąc,pojawiła się myśl, że może się odezwą, bo materiał przyjmuje się tak dobrze, ale nie mam nawet najmniejszego żalu. Świetne jest to, że mogłem w ten sposób w ogóle pomyśleć! Widzisz to? Poprzednie edycje były dla mnie nieosiągalne, a na ludzi np. z pierwszej edycji patrzyłem w pewien sposób jak na idoli, a przy tej mogłem sobie pomyśleć, że jest szansa być na niej teraz. Fajne uczucie. Widziałem, jak wiele osób wszędzie typowało moją ksywę. To mi wystarczy. Poza tym Młode Wilki niczego nie gwarantują. Możesz tam być i zniknąć, a może cię nie być i się wybijesz. Ale z pewnością są świetną opcją na promocję i kilka ksyw wypłynie po tej edycji, bez dwóch zdań. I bardzo fajnie, trzymam kciuki.

Na koniec nieco głupkowate pytanie, ale bardzo mnie to intryguje: ksywka to odpowiedź na 15 marnych MCs, o których rapował kiedyś Trzeci Wymiar?
Po części tak. „Piętnastu MC chwyta za mikrofony! 15 MCs są do siebie podobni jak klony!”.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.