„Freestyle nie nauczy pisania dobrych numerów” – wywiad z Flintem

flint2

Flint zawsze był niedocenionym raperem. Jednak od „Starego, dobrego Flinta” zaczęto go nieśmiało propsować, „Talent nie istnieje” zwiastował, że warszawski raper nabiera rozpędu, a „Zła sława” to zdaniem wielu największe tegoroczne zaskoczenie. Co do powiedzenia ma Flint odnośnie swojej nowej płyty?

Mateusz Osiak: Chciałoby się powiedzieć: „W końcu”. Po wielu płytach i latach koncertowania doczekałeś się pozytywnych recenzji, wywiadów i nakręconego hajpu.
Flint: Nie wydaje mi się, żeby tak było. Recenzje i opinie rzeczywiście są podejrzanie pozytywne, ale to nadal niszowa akcja, więc daleko mi do powiedzenia: „w końcu”. Może potrzeba czasu, aby płyta dotarła dalej, ale ciągły brak moich albumów na OLiS, absolutny brak koncertów po wydaniu płyty czy liczba wyświetleń kawałków to dla mnie przygnębiająca sprawa i nie sądzę, żeby tak wyglądał „hype” na kogoś.

„Zła sława” od innych płyt różni się przede wszystkim tym, że z wielkim dystansem patrzysz na to, co dzieje się wokół Ciebie. Słuchając jej, odnosi się wrażenie, że masz już dość walki o pozycję oraz docenienie i zaczynasz się śmiać z tej sytuacji. I to najbardziej przyciąga.
No tak, ludzie chyba nie lubią słuchać o sukcesie, ale to dobrze się złożyło, bo po wygraniu tylu bitew i zdobyciu kontraktu faktycznie nic pozytywnego się u mnie nie wydarzyło przez ostatni rok, dlatego taki jest ten album. Gdybym nie był pewny swoich umiejętności i poziomu, jaki trzymają moje produkcje, to nie nagrałbym tak krytycznej płyty, ale niech źle czują się słuchacze, którzy mnie nie docenili, kiedy był na to czas.

Szczery uśmiech wywołują też takie numery jak „Mój pies”. Posiadanie czworonoga rzeczywiście aż tak wpływa na życie?
Tak mi się wydaje. Posiadanie zwierzęcia domowego w dzieciństwie kształtuje takie cechy jak odpowiedzialność czy empatia i pokazuje w uproszczony sposób, na czym polegają relacje z innymi ludźmi. Nie pokazuje tylko tego, że miłość i wierność, jaką okazuje nam pies są bezwarunkowe i bezinteresowne, czego raczej nie doświadczymy w dorosłym życiu od żadnego człowieka z wyjątkiem własnej matki.

W ogóle tematyka na „Złej sławie” jest bardzo różnorodna i podejmujesz sporo nowych tematów. Do wspomnianego kawałka o psie, możemy dołożyć „Zyrtec” o alergii, numer o pierwszej groupie czy nabijanie się z korporacji. Tego na co dzień nie słyszymy w polskim rapie.
Jakoś specjalnie się nie nakręcałem na oryginalne tematy, po prostu podszedłem do tego szczerze i nie powielałem mainstreamowych treści, które w ostatnim czasie są kretyńskie i wyjątkowo mi dalekie.

Śmiejesz się z tego, że cały czas występujesz jako support, ale irytuje Cię też organizacja tych koncertów, o czym wspominasz na poprzedzającym płytę mixtapie, gdzie wraz z Solarem nagrałeś numer „Charytatywka”.
Tak, wcześniej nagraliśmy też kawałek „Chałtura”. Taki chleb.

Odstrzeliłeś niedawno trzech pismaków. Kto będzie następny?
To nie ja, to morderca pismaków, także nie wiem, kto będzie następny… Patrząc po nagłym przypływie dobrych recenzji mojej płyty, jeżeli syndrom sztokholmski zadziała również u innych „grup zawodowych” to może następni powinni być organizatorzy koncertów?

Ten numer, choć ironiczny, to celnie punktuje wymienionych tam dziennikarzy. Poziom pisania o rapie w Polsce jest aż tak niski?
Nie jest niski. Szanuję pracę każdego z trzech wymienionych dziennikarzy, ale mają swoje grzechy, a morderca postanowił wymierzyć sprawiedliwość, bez względu na moje osobiste odczucia i zdrowy rozsądek.

O ile dobrze pamiętam, jeszcze na „Starym, dobrym Flincie” prosiłeś Muflona, żeby w zwrotce nie używał hashtagów. Natomiast na „Złej sławie” już sam często używasz tego środka.
Tamtą sytuację należy traktować z przymrużeniem oka i rozpatrywać w kategorii żartu, bo sam nie wiem, co miałem wtedy na myśli.

O lata czynnego freestyle’u pytali Cię na RapGenius, a dopytywał Ematei, mówiłeś, że wstydzisz się tych czasów. Ale czy rzeczywiście jest czego się wstydzić? Zdobyłeś sporo tytułów, w tym WBW i zawsze byłeś postrzegany jako jeden z lepszych polskich wolnostylowców.
Teraz nawijam dużo lepiej niż wtedy, dlatego widząc swoje braki z tamtych czasów naturalnie się wstydzę. Freestyle zbyt często był dla mnie dobrą imprezą, żebym osiągał zadowalający mnie progres. To fakt, że byłem zawsze jednym z najlepszych, a w 2009 roku bezwzględnie najlepszym freestyle’owcem w kraju, ale i tak czuję duży niedosyt oglądając moje walki, szczególnie te bardziej znane, gdzie było dużo ludzi, świateł i kamer.

Co sądzisz o tegorocznym zwycięzcy WBW? Edzio jest obecnie najlepszym polskim freestyle’owcem?
Edzio jest bardzo dobrym punchlinerem i ma też całkiem niezłe flow jak na punchlinera tzn. proste, zrozumiałe, ale też nie męczące. Podczas wielkiego finału raczej nie był najbardziej błyszczącym zawodnikiem w przekroju wszystkich walk, ale w ważnych momentach nie wymiękał i odprawiał oponentów, aż w półfinale zmasakrował faworyta, a później pewnie zgarnął pas. Chyba był najbardziej kompletnym zawodnikiem i miał formę zwyżkową, co przy takim systemie rozgrywek jest bardzo ważne. Solidny zawodnik, doceniam i szanuję.

Freestyle’owcy wchodząc do studia mają trudne zadanie. Przyklejona łatka zdecydowanie przeszkadza, Ty już ją zwalczyłeś, ale słuchając np. płyt Czeskiego czy Pueblosa, od razu widać, że ma się do czynienia z freestyle’owcem.
Tu nie chodzi o łatkę. Coś faktycznie jest na rzeczy. Strumień myśli, do jakiego przyzwyczaja nas freestyle jest ciągiem skojarzeń, które wynikają z siebie wers po wersie i są ciekawe do posłuchania najwyżej kilkukrotnie i najlepiej na żywo, natomiast w rapie powinna być jakaś spójność, koncept obejmujący całe zwrotki i dużo świadomości muzycznej. Freestyle może dać Ci dobre wersy i pewność siebie, ale nie nauczy, jak pisać dobre numery, jak je aranżować i w ogóle o czym mają być. Ponadto freestyle’owcy wykonują swoje zajęcie spontanicznie bez jakiegokolwiek planowania czy przygotowywania, co w realiach rapowych jest niedopuszczalne. Trzeba dobrze planować, rozdzielać zadania, inwestować pieniądze czy też dbać o aspekty techniczne numerów.

Jesteś dość płodnym raperem. Po „Starym, dobrym Flincie” radzono Ci, żebyś zrobił sobie przerwę. Na szczęście nie posłuchałeś tych rad. Ale co w ogóle o nich sądzisz?
Nie jestem płodnym raperem, tylko po prostu jestem raperem i wykonuję swoje zajęcie tak, jak powinno być wykonywane. Rapuję, piszę kawałki, nagrywam zwrotki, gram koncerty, a jak trzeba to kręcę klipy. To jest na ten moment moja praca i źródło utrzymania i nie stać mnie, żeby w tym czasie błyszczeć, wywoływać skandale i pisać na Facebooku, że zrobiłem kupę. Jeżeli część fanów woli celebrytów a nie raperów, to mogą sobie sprawdzać mój co trzeci album, akurat raz na trzy lata, albo w ogóle mnie nie słuchać. Myślę o rapie 24h na dobę i jeśli kiedyś przestanę, to już nigdy do tego nie wrócę, tylko zajmę się czymś nowym. Poza tym przeskok jakościowy, jeśli chodzi o treść moich tekstów i podejście na nowym albumie świadczy o tym, że dla mnie wystarczająco inspirującą przerwą są dwa tygodnie na urlopie i nie muszę się ze sobą cackać przez kilka miesięcy, żeby mnie naszła wena, bo jestem facetem i jeżeli coś w moim życiu nie gra to myślę, co jest nie tak a później to naprawiam, albo wymieniam na nowe.

Co dalej – następna płyta znowu za rok?
Trzymajcie rękę na pulsie.

Sukces „Złej sławy” może sprawić, że zamiast „Jestem skończony”, będziesz nawijał: „Jestem spełniony”?
Nie. Jestem skończony.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Kuba Kukla

    W 2009 lepszym freestylowcem był 3-6. Pozdrawiam.