„Jestem dinozaurem i nic na to nie poradzę” – wywiad z Innoticiem

12369647_1031907136875899_482138221_oInnotic to taki gość, którego od zawsze podziwiam za wiedzę. Przekopał tony winyli, przesłuchał z milion płyt, a mimo tego pozostaje skromnym facetem i nie ma żadnego parcia na fejm. Dopiero niedawno udało mi się zaistnieć: Asfalt Records wydało płytę Lajta i Tafla „Funky blunty”, którą Innotic wyprodukował. Oczywiście wyszła na kasetach – inaczej być nie mogło.

Mamy już prawie 2016 rok, a Ty dalej siedzisz w latach 90. – co Ci odwaliło, Adam, żeby robić tak niemodną muzykę?
Myślę, że o tym czy coś jest „modne”, czy nie, decyduje swojego rodzaju zbiorowy gust jakiejś tam rzeszy ludzi. A że ogół jest często głupi, to nie przykładam do tego żadnej wagi, zwłaszcza że osiągnąłem takie brzmienie, jakie mi się od początku marzyło.

Tyle wysiłku, a to jednak wciąż garstka słuchaczy. Niektórzy w jeden sezon zdobywają więcej odsłuchów.
To dobrze dla nich. Nigdy nie uważałem, że przez to jestem jakiś gorszy. Podoba mi się, że ludzie lubią moją muzykę i w zasadzie to jest dla mnie w tym wszystkim najlepsze. Robię bity, bo mi się to zwyczajnie podoba.

Nie łatwiej byłoby iść z duchem czasu? Albo inaczej: czy nie byłoby to bardziej dochodowe?
Gdy teraz o tym pomyślę, to nie, miałbym problem robić teraz np. trap czy przejść na inną stylistykę. Wielokrotnie łapię się na tym, że robiąc – a raczej próbując robić – bit w innym stylu, przemycam do niego jakiś jazzowy smaczek czy skądś tam wyciętą trąbkę…

Próbuję z tym trapem, bo mocno jaram się tym odłamem, ale tylko w jej instrumentalnej naturze – nie trawię większości raperów na tych bitach. A czy byłoby bardziej dochodowe? Myślę, że w dużym stopniu decyduje poziom, jaki prezentujesz: kiepskiej muzyki nie sprzedasz po dobrej cenie niezależnie, czy to będzie rap, trap czy cos jeszcze innego.

Bazując na Twoim doświadczeniu – w której stylistyce łatwiej jest zrobić podkład?
Pytanie stare jak nasze forum Rapgram. (śmiech) Ja się nie wypowiadam, bo i jeden drugi wymaga innego podejścia i innego spektrum umiejętności, a zwykle każdy i tak chwali swoje. Powiem bardziej obrazowo – potrafię rozdziawić japę zarówno słysząc trapowe uderzenie, jak i umiejętnie pocięty jazzowy sampel.

Kontynuując wątek robienia bitów, myślisz, że polscy słuchacze są świadomi tego, ile pracy musi włożyć w pracę nad podkładem?
Uważam, że nie są świadomi, ile wymaga zrobienie dobrego, samplowanego bitu, dopóki sami nie zainteresują się tematem. Sam kiedyś myślałem że to hip-hop-siup i już. Tak naprawdę, teraz wszystko jest łatwiejsze i to nieco ujmuje tego kunsztu bitmejkerom. Bit, który 20 lat temu robiło się kilka godzin na archaicznych maszynkach typu SP-1200 czy pierwszych generacjach MPC, teraz można wyklikać w pół godziny. Maszyny są mocniejsze i szybsze, interfejsy przejrzystsze, a kto wygodniejszy bierze sample z YouTube. Cały proces jest usprawniony i ułatwiony, a wiele rozwiązań podanych na tacy w postaci tutoriali. Jednak sporo głów nadal opiera swoje produkcje o stare samplery, próbki zgrywane z wosków na dyskietki i sprzętowe efektory. Ma to swoją duszę, jednak kosztuje wiele poświęcenia. To jest właśnie praca i takim ludziom pokłony.

Teraz jednak wszędzie spotykam ludzi, którzy potrafią dodać perkusję do sampla, fałszujący bas i mianują się producentami. Absolutnie nie twierdzę, że to coś złego, bo każdy kiedyś zaczynał. Tylko że oni wołają za to jeszcze pieniądze, czasem niemałe. To zakrzywia ten obraz w bardzo niekorzystny sposób dla tych opisanych wyżej, którzy wkładają w to bardzo wiele. Pozdro Zone i Markowy!

Skąd w ogóle brać wiedzę o tworzeniu muzyki? Gdybym był zupełnym laikiem w tej kwestii, to od czego powinienem zacząć?
Ja już nawet nie pamiętam jak zaczynałem, mam kilka pierwszych bitów z 2007 jeszcze na dysku, ale tego pierwszego niestety nie. Moja przygoda zaczęła się na forum wtejgrze.prv.pl, gdzie mieliśmy, można powiedzieć, kółko wzajemnej adoracji. Każdy wrzucał tam swoje bity i było to fajne, bo mniej więcej każdy był na takim samym poziomie, i z lewa i prawa wypływały pomysły. Do wszystkiego dochodziło się samemu. Z początków mam fajną pamiątkę – kawałek z Revo, którego w efekcie pan z „Rozmowy kwalifikacyjnej” nigdzie nie puścił. Piękne czasy.

Wtedy najlepszym rozwojem były właśnie takie fora, na których przechadzały się raczkujące dzieci. Teraz jest masa tutoriali i branżowych portali, gdzie można znaleźć wszystko. Niedawno nawet natrafiłem na artykuł, w którym był od podstaw po aranżowanie składany jakiś bit z klasycznego albumu. Odpowiadając na pytanie: gdybym miał Ci polecić, od czego zacząć robienie muzyki, powiedziałbym, żebyś kupił sobie gramofon.

I co dalej – mam poświęcić się diggowaniu i szukaniu „czystych” dźwięków na starych winylach?
Niekoniecznie. Nieraz sam odtwarzacz to spory wydatek, a na początku nikt nie wie, jak sprawy się potoczą. Być może po tygodniu się zrazisz i olejesz zagadnienie. Ale jeśli zdecydujesz się na cięcie próbek zamiast wykręcania syntetycznej elektroniki, to pewnie stałoby się to prędzej czy później. Posiadanie tego urządzenia i odtwarzanie na nim nierzadko wiekowej muzyki ma w sobie to coś, że chce się tych płyt coraz więcej. To jak z wędkowaniem – teoretycznie wystarczy jedna wędka, jeden haczyk. Taki, o – bakcyl. Zakładając scenariusz, że przestanie Cię jarać robienie muzyki, może Cię zafascynować w takiej formie kolekcjonowanie jej.

W rapie siedzisz już długie lata, a dopiero teraz udało Ci – a raczej Wam – wydać album w poważnej wytwórni. Czym są „Funky blunty”?
Faktycznie długo to trwało. Jednak w tym biznesie (albo i nawet całym kraju) jest tak, że jak nie masz pleców. to nie zaistniejesz. No i tak też było w naszym wypadku – propozycję wydania płyty w Asfalcie dostaliśmy dzięki staraniom DJ-a Eproma, który podrzucił chłopakom nasze demo sprzed roku. „Funky blunty” były już „w drodze” – część bitów była gotowa, chłopaki mieli już teksty. Ten materiał to 12 kawałków na trzeszczących bitach. Lajt z Taflem nagrywają razem od dwóch lat, doskonale się już uzupełniają. Pytać się mnie o teksty, to jak ślepego o kolor namiotu, ale wciągnęliśmy w płytę kilka rodzajów słownych zabaw rodem z newschoolów, jak chociażby hashtagi. Kto będzie chciał, ten i tak sprawdzi – płyta jest do pobrania za darmo (STĄD). Po części dobrze się stało, że wyszło to teraz. Zaprezentowałem bity na poziomie, z których jestem w 100% zadowolony, tym bardziej że to pierwszy legal, a szansę na dobre pierwsze wrażenie każdy ma tylko jedną.

Asfalt to spełnienie marzeń?
Po części tak, jest to do tej pory moje największe osiągnięcie i jest to mega bodziec do dalszego działania. Trochę niedosyt, że nie ma póki co wydania CD, ale nie zapeszajmy – może kiedyś.

Płyta została wydana jedynie na kasetach. Dlaczego zdecydowaliście się na tak nietypowe wydanie?
Bo z czymże innym mógłby się kojarzyć rap z lat 90. jak nie z kasetami? Jako że mocno nawiązujemy do tego okresu, tak też się stało. Nie potrafię jednak wskazać osoby, która ten pomysł podsunęła. Jest też inny aspekt wydawania na taśmie – takiej kasety nie kupi byle kto, tylko ktoś mający właśnie wczutę w takie rzeczy. A w związku z tym, że kasety rozeszły się w ok. 3 godziny, to jednak są jeszcze fanatycy takiej muzyki.

A kompakty pewnie mogłyby nie zejść.
Tutaj nie wiem, jak dokładnie było, ale jedno wiem na pewno: to jest biznes jak każdy inny i jeśli coś jest nieopłacalne bądź niepewne, to się tego ryzyka nie podejmuje. Dlatego rozumiem, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Co więcej, szansa na wydanie materiału na płytach dalej jest, decydującym czynnikiem jest odbiór i zainteresowanie naszą płytą.

Mimo tego stażu, kojarzy Cię relatywnie niewielka ilość słuchaczy. Były momenty, kiedy chciałeś to rzucić?
Owszem, zdarzyło mi się kilka dłuższych przerw. Były też momenty, w których przez kilkanaście dni nie potrafiłem zrobić czegoś satysfakcjonującego i to faktycznie dołowało. Jednak nigdy nie na tyle, żeby wszystkim od razu rzucić w kąt. Przeciwwagą było do tego powiększające się grono słuchaczy i dobre słowa stąd czy stamtąd. To buduje.

Na blogu dustyroom.pl mówiłeś, że prawie zupełnie nie śledzisz sceny. Nie interesuje Cię kompletnie to, co tam się dzieje czy raczej to wszystko nie jest w Twoim guście?
I jedno, i drugie, i nie mam na to czasu. Jakby to zawrzeć w diagram kołowy, to „brak zainteresowania” i „nie trafione w gusta” miałyby po 10%, a brak czasu 80%. Kiedyś, gdy miałem luźniejszą robotę, to wrzucałem sobie przy pracy jakiś album i słuchałem od deski do deski. Teraz nie mam już takiego luzu i zwykle w chwili czasu odpalam gramofon w domu i słucham czegoś z czarnego, nieznanego mi krążka. Pewnie sporo na tym tracę, jeśli chodzi o rap, ale teraz nie wychodzi za dużo takich płyt, gdzie czuć ten przykurzony klimat złotej ery. Dlatego żyję w przekonaniu (być może niesłusznym) że wiele mnie nie omija, a gdyby coś było warte uwagi to ktoś mi podeśle bądź sam na to trafię.

Z lat ’90 zapewne przesłuchałeś już wszystko, co się dało.
Zdziwiłbyś się, jakie mam zaległości. W tamtym okresie wyszło tyle płyt, że ciężko wszystko ogarnąć. Oczywiście – jedne lepsze, drugie gorsze. Dla mnie najbardziej liczą się w tym wszystkim bity i nawet albumy słabe lirycznie mają szansę zagościć u mnie na długo w słuchawkach. YouTube otworzył przed takimi jak ja wielką skarbnicę pozgrywanych kaset czy winylowych singli, na których roi się od wszelkiego rodzaju remixów i niepublikowanych kąsków. Jestem dinozaurem i nic na to nie poradzę.

Myślisz, że będąc dinozaurem uda Ci się jeszcze wyciągnąć z muzyki jakieś porządne pieniądze?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jakaś kasa z bitów zawsze wpada i staram się swój muzyczny rozwój finansować właśnie w ten sposób. Będąc dinozaurem, można natomiast zaobserwować że newschool się powoli słuchaczom przejada. Chyba jest tak, że młode pokolenie chce zmiany na coś innego, stawiając dajmy na to na stary styl. Jak ta generacja z rapu wyrośnie, to dojdzie do głosu kolejna, podobnie szukająca odskoczni. Coś jak w „Seasons” Cunninlynguists.

Kolejny projekt znowu z Lajtem i Taflem?
Trudno mi powiedzieć – mamy kilka zaczętych kawałków, które nie weszły na płytę, ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji, co dalej z nimi. Póki co, to robię po nocach nowe rzeczy i szlifuję już gotowe. To ułatwia mi sprawę później, bo mam „zapasy”, żeby z kimś coś stworzyć, coś komuś zaoferować.

Zatem rozumiem, że można do Ciebie pisać z prośbą o bity?
Pewnie, że tak. Jestem w stanie oddać nawet te słabe w moim mniemaniu bity. Tak naprawdę nic mi po nich, skoro będą leżały odłogiem na dysku. Zwykle do nich wracam, poprawiam co umiem lub całkiem usuwam.

Na moim blogu Innotic zamieścił też artykuł o „Teorii równoległych wszechświatów”: http://blogmateuszaosiaka.pl/starocie-z-gramrapu/teoria-rownoleglych-wszechswiatow-atom-po-atomie-cz-1/

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.