„Jestem gotowy, żeby nagrać solowy projekt wokalny” – wywiad z Kayem


Najbardziej niedoceniany członek składu B.O.K, a także frontman RETROspektu – Kay – opowiada w wywiadzie o studiach w Anglii, swojej aktywności w B.O.K, a także o nadchodzących projektach.

Kiedy Kay dojedzie z UK na koncertu B.O.K?
Jak znajdą się sponsorzy. (śmiech) A tak serio – niedawno skończyłem studia i zastanawiam się gdzie teraz postawić kolejny krok. Myślicie, że warto wracać do Polski?

Oczywiście! Nie czujesz, że przez to, że mieszkasz w Anglii omija Cię początek wielkiej przygody B.O.K-u, który z mało znanego zespołu stał się składem, na którego koncerty chodzą setki ludzi?
Zdecydowanie, niestety tak. Brakuje mi moich BOKowych Braci i wspólnego grania.

Co tak właściwie studiowałeś na Wyspach?
Studiowałem dwa kierunki – najpierw Bachelor in Music Technology and Popular Music, a potem Master of Science in Music Technology. Zacząłem od licencjatu z Technologii Muzycznej (albo produkcji dźwięku) i Muzyki Popularnej, a potem zawęziłem specjalizację do magisterki w technologii muzycznej. Wtedy też wykładałem produkcję dźwięku do filmu – kręci mnie trochę ta tematyka.

A samo studiowanie w Albionie polecasz Polakom? Miałeś tam jakieś problemy z aklimatyzacją?
Bardzo polecam. Fajne w uczelniach brytyjskich jest to, że nastawione są na Twój samodzielny rozwój. Masz dostęp do wielu pomocy naukowych: nowoczesnego sprzętu, bibliotek z dostępem do najnowszych publikacji oraz mega zaangażowanej kadry naukowej, która często ma również doświadczenie zawodowe w swojej specjalizacji. Nastawienie jest też zdecydowanie bardziej na praktyczne zastosowanie nauki.

Co do aklimatyzacji, myślę, że było wręcz przeciwnie – na uniwerkach studiujesz z ludźmi z całego świata. Nawiązałem wiele przyjaźni – zarówno z ludźmi z Polski, UK, jak i z innych krajów. Byłem też w dobrej sytuacji, bo na mojej uczelni studiowało ze mną kilku moich najbliższych przyjaciół z Polski (między innymi jeden z moich BOKowych braci) – to również dzięki nim ten czas studiów był tak rozwijający i kreatywny. Dla nich z tego miejsca: Wielkie dzięki!

Na „W stronę zmiany” byłeś tylko w niektórych kawałkach i to jedynie w refrenach, czy coś się zmieni na nowej płycie B.O.K.?
Myślę, że tak. Dotychczas każdy BOKowy materiał nagrywaliśmy w jakimś sensie „na odległość” – i tak np. w „BHH”, Biszu musiał dosyłać nam swoje wokale do Anglii. Podobnie było z Paulo, który wtedy właśnie zaczynał współpracę z nami i dorzucał do albumu trochę swoich „smaczków”. Na ostateczny kształt płyty (dogrywanie końcowych pomysłów, zmiana brzmień) główny wpływ miał Oer, ale ja też byłem częścią finalizowania brzmienia materiału, jako że studio znajdywało się w naszym domu i mogliśmy sobie pozwolić na więcej wspólnego działania na co dzień.

Podczas nagrywania „W stronę zmiany” ja zaczynałem właśnie magisterkę w Anglii, a reszta zespołu była już razem w Polsce. Parę razy udało mi się przylecieć specjalnie na sesje nagraniowe, ale nadal większość kawałków powstawała na odległość. Proces nagraniowy był bardzo spontaniczny i wiele „tworzenia” odbywało się w studio podczas ostatnich nagrywek. Stąd też często, gdy kawałki nabierały końcowego brzmienia, moje nagrane wcześniej wokale nie pasowały już do tematu czy klimatu. Dodatkowo, cztery numery powstały spontanicznie tuż przed oddaniem płyty do tłoczenia i czasowo nie miałem szansy się do nich dograć.
Jeśli będzie taka szansa i możliwość podczas kolejnych nagrywek, super byłoby się znaleźć w studio we czworo (i więcej). Z takiej wspólnej pracy mogłoby wyjść wiele zarąbistej muzyki… i wiele mega wspomnień.

A będziesz miał też swoje zwrotki albo nawet całe kawałki?
Myślę, że co do zwrotek to raczej tak – zwrotki albo break-down’y, bridge’a, intra itp. Wstępny plan to zamknąć się w studio i nagrać całość przez kilka(naście) dni – wspólnie tworząc całokształt, choć możliwe, że jakieś pomysły na muzykę czy teksty/tematy będą już istniały wcześniej.

Co do całych kawałków – nie wiem, czy ma to sens na płycie zespołu. Co innego numery, gdzie zmienimy balans naszego wkładu, np. gdy większość będzie zaśpiewana przeze mnie, zaskreczowana przez Paulo, albo gdy Bisz będzie rapował, a my stworzymy do tego klimat muzycznie i wokalnie. Chodzi o to, żeby zrobić dobrą muzę, w której wszystko współgra, a nie kto, co i ile.

Nie czujesz się „tym czwartym” – najmniej znanym i najmniej ważnym elementem zespołu?
Przy tej ilości maili, które dostaję od ludzi, próśb o featy, komentarzy od słuchaczy i zapytań o przyszłe projekty nie mogę narzekać, że o mojej muzyce jest cicho. Myślę, że to bardzo pozytywne, że śpiew w hip-hopie rozwija się coraz bardziej w Polsce i mogę być tego częścią.

To prawda, że nie ma mnie na koncertach i tak jak mówiłem, przy ostatniej płycie trudniej było nagrywać na odległość, ale to nie znaczy, że jestem piątym kołem u tego wozu czy „tym czwartym” – „jestem częścią”. Nasze brzmienie to nas czworo – każdy dąży do tego, aby być mistrzem swojego rzemiosła i w B.O.K pakujemy po trochu z każdego świata, tworząc coś nowego. W tej miksturze jest siła tego projektu.

Na „Balladach, hymnach i hitach” w kawałkach, w których nie śpiewałeś, dużo grałeś na różnych instrumentach, a na „W stronę zmiany” nawet to porzuciłeś – dlaczego?
Trochę mniej, ale coś tam też pograłem (śmiech). A mniej chyba głównie dlatego, że nie było mnie podczas tworzenia beatów na „W stronę zmiany”, podczas gdy muza do „BHH” powstawała, gdy mieszkaliśmy pod jednym dachem i pracowaliśmy wspólnie nad projektem od początku do końca. W takim ciągłym kontakcie i tego typu pracy powstaje wiele smaczków, które trudniej jest stworzyć na odległość.

Planujesz jakąś solówkę? Jeżeli tak, to w którą stronę zamierzasz iść w swojej twórczości? W rap czy bardziej w śpiewanie?
Myślę, że jestem gotowy, żeby nagrać solowy projekt wokalny i zrobić trochę zamieszania w polskim Neo Soul/R&B. Bardzo chciałbym, żeby to była kolaboracja z kilkoma polskimi wokalistami, raperami i producentami, których bardzo cenię. Myślę, że w polskim R&B jest jeszcze wiele do zrobienia i jestem bardzo podekscytowany, że mogę być częścią tego ciągle rozwijającego się w Polsce nurtu.

W Londynie przygotowuję się do tych przyszłych projektów czerpiąc z bogatych soul’owych korzeni tego miasta. Chodzę na kursy wokalu i poznaję nowe techniki śpiewania – co mnie jeszcze bardziej motywuje, by zrobić coś swojego wokalnie.

Po refrenie w „Ziarno do ziarna” kilka osób nazwało Cię polski Mayerem Hawthornem. A poza Mayerem kim się inspirujesz?
Ciekawe, pierwsze słyszę. Szczerze – do dziś nie znałem tego pana, ale jak sprawdziłem parę jego kawałków to słyszę u niego duży wpływ starego Motown – Temptations, Supremes itd. – ciekawy klimat, uznam to więc za komplement (śmiech).

Mnie bardziej jara ciut późniejszy Motown – jak Motownowy Michael Jackson albo Stevie Wonder. Wciąga mnie wiele gatunków muzyki – wokalnie wszystko od hip-hopu przez 90’s R&B i (neo)soul do jazzu i gospelu. Rzucę tutaj tylko kilka nazwisk artystów, których uwielbiam, żeby nie zajmować paru stron: Jill Scott, D’Angelo, Al Jarreau, Frank McComb, James Fortune & FIYA, Musiq Soulchild, Andre 3000, 112, Pedro Aznar w Pat Metheny Group, a ostatnimi czasy – Jose James. Sprawdźcie go: 

Słyszeliśmy w ubiegłych latach kilka Twoich gościnnych wystąpień, między innymi u chłopaków ze Starszego Brata. Nie myślałeś, żeby iść za ciosem i wytworzyć wokół siebie większy hype?
To prawda, cały czas aktywnie działam na polskiej scenie muzycznej, mimo że mieszkam i studiuje za granicą. Podczas kończenia studiów trudniej było mi zaangażować się w pełni w ten hype, ale teraz poważnie rozważam powrót do Polski i jakiś większy projekt muzyczny: tak własny, jak i z moimi BOKowymi braćmi. Ta iskra tli się we mnie już bardzo długo, więc chciałbym wreszcie rozpalić jakiś „kay’owy pożar” na polskiej scenie muzycznej.

Sporo osób uważa Cię za najsłabszy element B.O.K-u. Jak się do tego odnosisz – przyjmujesz tę krytykę czy uważasz, że to nie Twój problem, tylko ludzi zamkniętych na właśnie taki męski wokal?
Jeśli taka krytyka się pojawia, to nakręca mnie tylko jeszcze bardziej pozytywnie. Pamiętasz jak 10-15 lat temu wielu ludzi odnosiło się do rapu? A teraz wyrobił sobie w Polsce renomę szanowanego gatunku muzycznego, który DJ-e puszczają w radio obok jazzu czy rocka.

Soul, R&B albo funk, zwłaszcza w wydaniu męskim, mają jeszcze wiele do pokazania polskiej publice. Szkoda, że czasem zapominamy jak bardzo hip-hop wywodzi się z tych gatunków i jak bardzo one są jego częścią. W Polsce jest kilku artystów obracających się w tych gatunkach i zaczynają udowodniać muzyczną jakość, groove i warsztat. Niesamowite być częścią tego nurtu, kiedy dopiero buduje swoją renomę i fanów. To tak jak niesamowicie było być częścią początku polskiego hip-hopu w latach 90-tych.
Trochę tych wiernych fanów już jest i wiem, że ludzie jarają się dobrymi hookami i wokalizami na poziomie. To też przyciąga ich do B.O.K, którego unikalne brzmienie to rap, beaty, scratche i męskie śpiewane wokale.

A wstydzisz się jakichś swoich utworów?
Na szczęście raczej nie. Staram się podchodzić do wielu starszych numerów z dystansem i patrzę na nie z perspektywy czasu i rozwoju. Gorzej jest z nowymi kawałkami, bo często chory perfekcjonizm blokuje je zanim się jeszcze do końca narodzą. Co do tych starszych numerów, których mógłbym się powstydzić, to działa tu bardziej sentyment niż krytyka – zwłaszcza że swoją muzykę zacząłem nagrywać jako dzieciak gdzieś w 1999-2000.

Gdzie teraz będziemy mogli Cię usłyszeć?
Niestety od dłuższego czasu walczę z dość ciężką „kontuzją” gardła, stąd mniej nagrywałem. Pojawię się na pewno na najnowszym singlu Zaginionego „W ogień”. W planach jest też wypuszczenie jako singiel kawałka „Każda doba” z płyty Aloha 40% .

Propozycje featów nie ustają i pomimo że niestety ciągle brak czasu, parę konkretnych numerów na pewno niedługo ujrzy światło dzienne. Poza tym, jako producent i instrumentalista – KAYOZZ, pracuję nad moim alternatywny projektem KAYOZZ THEORY. Możecie go sprawdzić w sieci: www.kayozz.weebly.com

Co powiesz wszystkim ludziom (na dzień dzisiejszy to ponad 300 osób), którzy polubili Twój fanpage?
Wielkie dzięki prosto z serca za wspieranie tego, co robię – to bardzo motywuje i dodaje niesamowitej wiary w siebie i we własną pracę! Nie spodziewałem się takiego spontanicznego działania z Waszej strony. Dzięki za to, że jesteście!

Odsłuch płyty RETROspekt „0106” TUTAJ

[Wywiad został przeprowadzony wspólnie z Marcinem Półtorakiem, autorem bloga Producencki punkt widzenia. Został opublikowany na portalu Kollabo 29 maja 2013 roku]. 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.