„Koneser na stu słuchających na pewno się znajdzie” – wywiad z Madziałem

Pochodzący ze Świdnicy freestyler Madział wydał niedawno album „Głęboka płytka” – już teraz można powiedzieć, że jest niedoceniony. Wierzę, że wywiad, w którym raper opowiada między innymi o złotej erze polskiego truskulu skłoni jeszcze kilka osób do sprawdzenia jego najnowszej płyty. Zapewniam, że warto.

Jak żyjesz, Maciek?
Kopię piłkę po pracy i piszę, a portfel chudnie.

A ogarniasz co tam się dzieje na polskiej scenie hip-hopowej?
Naturalnie, śledzę prawie wszystko, co wychodzi, ale teraz jest tego tyle, że naprawdę rzadko wracam do czegoś ponownie. Samo aktualne brzmienie kompletnie nie rusza moich synaps, są oczywiście wyjątki.

Pytam, bo Twoja płyta brzmi jakby została kilka lat temu – w czasach ery truskulu, kiedy w środowisku rządzili Smarki i Wankej.
To prawda. Nie jestem jakimś ortodoksyjnym truskulem ale uważam, że w latach 2004-2008 w polskim podziemiu powstały najlepsze projekty, często do nich wracam po inspiracje, bo to jest prawdziwy, bezinteresowny hip-hop. Cieszę się, że goście tacy jak Te-Tris, Bisz, Cira, VNM, Wudoe czy Ras wreszcie weszli na salony, bo naprawdę na to zasłużyli. Niektórzy odeszli – szkoda, ale ja pamiętam jak wertowałem polskie podziemie i trafiałem na te perełki, które zjadały dupą ówczesną scenę i myślałem: „Dlaczego nikt tego, kurwa, nie promuje?”. Po kilku latach wydawcy się kapnęli.

A jakie to wyjątki z ostatnich lat, do których warto wracać?
Ciężko mi sypać bezpośrednio ksywami, ale przy współczesnym natłoku materiałów to nawet tych wyjątków jest sporo. Tak na szybko to ze starej gwardii Hades, Pysk, Mes, który właściwie jako jedyny z tego pokolenia pionierów wciąż zostaje świeży jak skurwysyn. Z nowych stylówek KęKę, Buka, Szuwar i mocno Ras. Pierwsi, którzy wpadają mi do głowy.

Co znajdziemy na „Głębokiej płytce”?
Sporą porcję soulu lat 60-80 odświeżoną przez Melona, zbiór moich tekstów i nawijek z ostatnich dwóch lat. Materiał bardzo osobisty i życiowy, nie mam zamiaru ukrywać swoich emocji, bo chyba po to jest rap. Ja się jaram taką stylówą i takim brzmieniem, więc nie zmienię tego tylko dlatego, że jest to mało na czasie i średnio chodliwe. Dla koneserów przede wszystkim.

Materiał jest bardziej głęboki czy płytki?
To zależy od słuchającego. Pozornie nie ma żadnej koncepcji, ale po którymś przesłuchaniu zaczynasz wyłapywać, że jest kilka motywów, które przewijają się w każdym kawałku –  mniej lub bardziej. Poza tym płyta z założenia miała być bardzo spójna brzmieniowo i chyba się udało. Obecnie ciężko pomylić produkcje Melona z kimkolwiek. Ze swojej strony chciałem poukrywać parę smaczków w postaci follow-upów, poprzestawianych wielokrotnych czy innych tego typu zabiegów, choć zdaję sobie sprawę, że nieliczni to skumają. Te smaczki to głębsza część, ta płytsza to fakt, że jest to rap właściwie o wszystkim i niczym, ale mi to pasuje, bo sam nie lubię słuchać koncept albumów.

No właśnie, mało kogo obchodzą już te „smaczki”, wystarczą hashtagi i rapowanie o wygrywaniu życia. Ty celujesz w tych, którzy jarali się „Naturalnie” i „W strefie jarania i w strefie rymowania” – myślisz, że wielu takich słuchaczy jeszcze zostało?
Myślę, że tak, ale jak już mówiłem niedługo podaż przewyższy popyt w polskim hip-hopie i wychodzi tyle albumów na legalu, że kto by tam sprawdzał dzisiaj podziemie. Jest rzesza świadomych słuchaczy, ale trzeba odpowiednich środków, żeby do nich dotrzeć. Co do hashtagów, spoko, też je lubię, ale najlepsza zabawa z nimi to freestyle, co jakiś czas w kawałku, a nie non stop, bo to jedynie gra skojarzeń. Ciekawa, to fakt, ale nic wielkiego, na dobrą sprawę.

Te zabawy słowami i pancze, to pewnie efekt długiego freestyle’owania?
Pewnie tak, odkąd zacząłem pisać teksty równolegle zacząłem freestyle’ować, więc pewne naleciałości można wychwycić. Staram się rozgraniczyć pisanie i freestyle’owanie, bo ten projekt miał być bardziej życiowy niż panczlajnowy.

Jeździsz jeszcze po bitwach?
Na ostatniej byłem ze trzy lata temu. To dla mnie mega zajawka i zabawa. Nie muszę jeździć na żadne bitwy, żeby nawijać kilka razy w tygodniu. Freestyluję naprawdę dużo, ale nie czuję parcia na bitwy. Kiedyś chciałem coś sobie udowodnić, dlatego na kilkunastu byłem i styka. Szczerze, wolę luźne jamy czy cyphery, najlepiej gramofony/beatbox/żywy instrument i kumaci ludzie. Zdarzyło mi się nawet przez przypadek wbić na slam poetycki – dużo śmiechu, ale ciekawe doświadczenie.

A stosunki z wolnostylowcami masz dobre? Żadnego nie ma na feacie i jakiegoś promocyjnego wsparcia też nie udzielają.
Myślę, że tak, ale teraz wszyscy patrzą tylko na swój talerz i pierdolą wrzucanie na swoje profile cokolwiek, bo co oni z tego będą mieli? Szczerze, to nie dbam o to zbytnio, szanuję wszystkich, których do tej pory poznałem, ale raczej nie utrzymujemy kontaktu.

Nie zazdrościsz kolegom z walk tego, że mają o wiele większy odbiór niż Ty?
Może nie samego odbioru, a po prostu możliwości dotarcia do szerszego grona ludzi, którzy to sprawdzą i sami ocenią, czy im to siedzi. Wiem, że robię niszową muzykę, dlatego chciałbym, żeby docierała jak najszerzej, a jakiś „koneser” na stu słuchających na pewno się znajdzie. Freestyle to jak dla mnie najwłaściwsza droga zdobywania respektu jako MC, dlatego nie mam problemu z faktem, że wielu gości z bitew osiąga sukces ciężką pracą. Bardziej propsuję.

Mówisz o tym, że lubisz jamy i cyphery – takie rzeczy dzieją się w Świdnicy? Istnieje tam rozwinięte środowisko hip-hopowe?
Środowisko jak na 70.000 miasto jest fajnie rozwinięte, ale brakuje imprez stricte rapowych czy okołorapowych. Sami organizujemy takie rzeczy, często bardzo spontanicznie w weekend, ale zawsze znajdzie się ktoś z beatboxem, jakiś DJ albo inny instrumentalista. Jest z kim ćwiczyć, jest dobra energia, w taki właśnie sposób pojmuję kulturę hip-hop. Oldschoolowe podejście wcale mnie nie nudzi.

Co do promocji, to dlaczego nie starałeś się o wsparcie portali?
Nie lubię się narzucać i prosić o cokolwiek. Starałem się o wsparcie tylko jednego portalu, nie powiem którego, ale chyba jestem za mało ważny albo komuś się naraziłem, whateva. Włożyliśmy w ten projekt własne pieniądze od początku do końca i satysfakcja jest tego warta. W tych czasach nikt cię nie wypromuje „w ciemno”, musisz mieć po kilka tysięcy wyświetleń czy czegoś tam, kurwa, i wtedy mają pewność, że nic na tobie nie stracą. Jest jeszcze druga droga, czyli klepanie się po dupach, ale to zdecydowanie odpada.

Czemu na „Głębokiej płytce” nie ma gości?
Początkowo miał być jeden gość, z tego względu, że kiedyś robiłem projekt na jego bitach (który widziały tylko nasze szuflady), a że jest to rapujący producent, więc chciałem wyrównać rachunki. Nie poszło, a nie czułem potrzeby zapraszania kogoś jeszcze.

Sam też nigdzie gościnnie się nie udzielasz.
Uważam, że większość myślała, że jestem w stanie uśpienia. Nie chcę też na siłę dogrywać się do czegoś, co nie bardzo mi siedzi. Wiesz jak jest, zazwyczaj kończy się na wysłaniu próbki bitu, ja napiszę szesnastkę, później nagrywka, po czym projekt autora gaśnie. To tak z autopsji, ale ja jestem otwarty na kooperacje.

„Na cypherach od 2004”, ale to dopiero Twój drugi projekt, który ujrzał światło dzienne. Czemu tak mało wydajesz? Praca, obowiązki, lenistwo?
Prawda jest taka, że największą przeszkodą jest brak stałego dostępu do studia. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach się to zmieni, a sprzęt „pod nosem” znacznie przyspieszy cały proces. Poza tym nie mam parcia na fame, dużo piszę i nawijam i podejrzewam, że przez te ponad osiem lat uzbierałbyś z mojej szuflady przynajmniej cztery inne projekty. Dla mnie rapowanie ma największą wartość na żywo, między ludźmi, szkoda, że wiele ciekawych akcji nie zostało uwiecznionych, ale taka już magia tego sportu (śmiech).

Następne projekty też będą truskulowe czy spróbujesz czegoś innego?
Ciężko powiedzieć, lubię się sprawdzać na różnych brzmieniach treningowo i myślę, że hashtagowy newschool na ustawienie kilku może polecieć, żaden problem. Sprawa jest prosta, robię rap taki jakiego sam lubię słuchać, w większości jest to truskul, ale mam kilka szkiców, które mogą zaskoczyć. Niczego nie wykluczam, nie jestem zakutym oldschoolowcem.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.