„Lubię być jednocześnie wizjonerem i rzemieślnikiem” – wywiad z Homexem

HomexwywiadHomex odszedł z Fandango Records i własnym sumptem wydał zdecydowanie różniące się od debiutu „HX”. Z tym raperem i producentem porozmawiałem o jego nowej płycie, konflikcie z Miuoshem oraz o tym, jak rozkręca się własne studio.

Mateusz Osiak: Można powiedzieć, że z nową płytą doczekaliśmy się też nowego Homexa.
Homex
: Można tak powiedzieć. Na pewno czuję się kilka leveli wyżej niż na „Homework” – zarówno jako MC, jak i jako producent, i chyba tylko ktoś głuchy mógłby to kwestionować. Oczywiście pomijam kwestię gustów, bo zewsząd spływają bardzo pozytywne opinie, jak i te, które gloryfikują poprzednią płytę jako tę bardziej klimatyczną. Niemniej, nawet ci, którzy lubią wyłącznie klasycznie brzmiące klimaty też bardzo szanują i doceniają – niezmiernie mnie to cieszy!

Skąd ta decyzja na niemalże kompletną zmianę stylu?
Po prostu lubię nowe wyzwania i źle czułbym się robiąc klimatycznie znów taki sam album. Poza tym wydaje mi się, że MC kompletny powinien mieć szerokie spektrum umiejętności i potrafić przypierdolić dobry benger na cykaczach, jak i klasyczny sziet na mocnym bicie. Ważne, żeby zachować w tym samego siebie i nie wypinać dupska małoletnim, pragnącym rozlewu krwi fanom. Jeśli robisz to w zgodzie z samym sobą – w moim przypadku bez chamskiej dyskoteki i zachowując treść na wysokim poziomie – to wszystko pasuje do siebie i nie sprawia wrażenia sztucznego. Nie zapominajmy, że mam też ten plus, że jestem bardzo aktywnym producentem i tak naprawdę skakanie po klimatach to dla mnie czysta przyjemność z racji tego, że nie zamykam się na żaden gatunek. Kolejny album już zacząłem produkować i będzie to niesamowita hybryda tego wszystkiego od old przez tru aż do new. Zresztą pieprzyć szufladki, niech muza robi swoje bez zbędnego nazewnictwa.

Jaką rolę w tej zmianie odegrały obecne trendy?
Nie odegrały żadnej, jeśli pytasz pod kątem tego, czy dlatego zrobiłem taki, a nie inny album. Zauważ, że tak naprawdę to wszystko zatacza koło i ludzie są już zmęczeni tym cykającym gównem i chcą brudnych bębnów z wajbem ala ’90 golden age. „HX” ma jednak zajebistą cechę, bo wydaje mi się, że zrobiłem album, który mimo nowego wydźwięku nie męczy i dojeżdżasz z nim spokojnie do końca. Ma w sobie całą tę estetykę obecnych patentów, ale zachowuje charakter i styl, który coraz bardziej krystalizuje się jako ten mój „Homexowy”. Zapierdalam na tej budowie stylu i mojego własnego klimatu już parę dobrych lat i ciągle go ulepszam. Kiedyś go skończę i nawrócę wszystkich #SegradaFamilia (śmiech). Podsumowując, to nigdy nie podchodziłem do muzyki konformistycznie i jako idealny przykład posłużę się wydanym w 2014 wspominanym wcześniej albumem „Homework”, kiedy to na autotune, przyśpieszenia i całą resztę tych smaczków był mega boom, a ja nagrałem wtedy album brzmieniowo meeeeega niemodny, co zresztą trafnie ująłeś w recenzji u siebie.

„Homework” jednak nie trafił  do tłumów. Tworzenie do mniejszej ilości osób nie podcina skrzydeł?
Tworzenie dla mniejszej ilości osób jest zajebiste, bo mam wrażenie, że żaden słuchacz nie wiąże się z twoją muzyką przypadkowo. Nie robię numerów, które są gumą do żucia dla uszu i możesz sobie puszczać to gówno w samochodze grzebiąc w nosie i stojąc w korku. Moje jointy nie są proste w odbiorze, trzeba się zaangażować jako słuchacz, żeby wyczaić wszystkie smaczki, jakie wplatam w wersy. Dzisiejsi słuchacze to niestety taśmowa produkcja ludzi, którzy boją się mieć swoje zdanie i gust. Zauważ, że musi wbić moda na twoją ksywkę żeby tłumy poszły za tobą. To ten klasyczny „lajk w ciemno” – musi nadejść, żebyś złapał odpowiedni zasięg odbioru. Dzisiaj dzieciak X rozkminia, co wrzucić na swoja tablicę, żeby nakarmić swoje ego ilością łapek pod postem. Żyjemy w pojebanym świecie pełnym aktorów i więźniów swoich kompleksów. Miliony ludzi, którzy duszą się w sosie własnym opakowani we własne ciała. Brzmi to jak scenariusz filmu science-fiction, ale musimy pamiętać, że kiedyś też w filmach tego typu była abstrakcja jak komputer i telefon komórkowy.

Większość nowej płyty – tak jak poprzedniej – wyprodukowałeś sam. Które podkłady łatwiej było wyprodukować?
Według mnie zrobienie dobrego, brudnego skurwiela jest trudniejsze niż chłodnego i krystalicznego cykacza, a już arcymistrzem jest połączenie tego wszystkiego w nową jakość i nad tym właśnie obecnie pracuję w swoim laboratorium – Homerun Studio. W tych nowocześnie brzmiących produkcjach to dobra harmonia, tłuste 808 basslines i drums plus jakaś chwytliwa melodia ewentualnie do tego „one shot vocal” jakiejś kobitki czy innej Madonny na długim czasie pogłosu i bit gotowy. Jako ciekawostkę mogę ci zdradzić, że większość bitów-pętli pod nagrywkę na „HX” nie robiłem dłużej niż 30 minut. Nie zapominajmy jednak, że kwestia aranżu i efektów jest według mnie najważniejsza i tutaj angażowałem naprawdę mnóstwo godzin. Z klasycznym bitem, żeby grał jak trzeba jest większy problem, gdyż zazwyczaj do jego wyprodukowania używamy starych sampli i odpowiedni balans brzmieniowy jest kluczowy do osiągnięcia dobrego wrażenia u odbiorcy. Coś w stylu: „Jebany tak to zrobił, że wszystko sprawia wrażenie, że jest w odpowiednim miejscu” jest cięższe do osiągnięcia.

„HX” nie wyszło jednak w żadnej wytwórni, tylko wziąłeś sprawy w swoje ręce.
Homerun Baby w ręce majk, nie bejsbol! Jeszcze będzie o nas głośno, obiecuję!

Mówisz „o nas”, czyli zamierzasz rozkręcić Homerun Baby. Myślisz, że jakieś perełki na scenie jeszcze się uchowały?
Homerun Baby póki co raczkuje, ale plany są naprawdę duże. Cały czas rozwijam studio i inwestuję w sprzęt video. Rozkręcam też coraz bardziej markę odzieżową „Homerun”. Wszystko rokuje świetnie. Ciągle szukam ludzi do zwartej drużyny, bo sam niestety nie zorganizuję wszystkiego na najwyższym poziomie – umówmy się, że do tego trzeba mocno zaangażowanych ludzi z pasją, a niestety teraz większość chce wszystko na „już”, a jeśli chodzi o włożenie czegoś od siebie to większość uwielbia filozofię „zaraz” albo „jutro”. Kto mnie zna, ten wie, że lubię planować i być jednocześnie wizjonerem i rzemieślnikiem. Mój ziom kiedyś mi powiedział, że jak zaplanuję lot w kosmos to pisze się na to ze mną, bo wie, że to dojdzie do skutku (śmiech). Nigdy nie byłem zwolennikiem rozmieniania się na drobne, dlatego cały czas mimo szerokiego spektrum moich działań oscyluję wokół muzyki. Studio, bity, odzież, klipy – to nie jest rozbieżność jak składanie długopisów i bycie szewcem. Pytałeś o perełki. Uważam, że jeśli stworzę twardy fundament i wszystko będzie dobrze trybić to perełki się znajdą i akurat o to się nie martwię. Ciągle bliżej mi do muzyka niż biznesmena i lubię zarażać ludzi zajawką.

Poprzedniemu wydawcy,  czyli Miuoshowi i jego wytwórni poświęcasz kilka wersów w „Pocztówce z wojny”. Liczysz, że coś wyniknie z tych zaczepek?
No nie bądź śmieszny. Jak on na całe numery chłopaków nie odpowiadał, to odpowie na cztery wersy? Odróżnijmy świadomego MC od dobrego marketingowca i biznesmena, który ma spory wpływ na płaczące, młode niewiasty. Nie chciałem poświęcać więcej niż cztery wersy dla tego gościa i jego kolegi menadżera, który już chyba nie jest jego kolegą i uważam, że w nich jest ujęte wszystko. Wiesz, gdybym ja tam się dobijał, żeby wydać ten album to machnąłbym ręką i pomyślał: „Jebać to”. Jednak to ten skurwiel dzwonił, naobiecywał, powysyłał listę, co oferuje kontrakt i co zrobimy, a ciężko mu było nawet wpaść do mnie czy nawet zadzwonić, kiedy grał w Rzeszowie i pogadać o planach promocyjnych, pracach nad płytą etc. Tak się zachowuje poważny wydawca? To ja musiałem jechać do niego i z tym też było ciężko, bo kilkanaście godzin przed wyjazdem zadzwonił, że jest chory i nie możemy się spotkać. Do spotkania finalnie doszło, wyciągnął swojego Iphone’a i zapisywał, że będą klipy z budżetem trzy koła wzwyż, wywiady, telewizja, prasa, koncerty, sponsorzy etc.

Wiele z tego nie wynikło.
Doczekałem się dwóch klipów niskobudżetowych (pozdrawiam Paweł, skręcimy coś jeszcze, wierzę!), wydania płyty w liczbie 2000szt i sporo nerwów, bo mieli problem nawet z wrzuceniem gotowych plików video czy terminowym publikowaniem serii „Homework” i klipów. Na deser tona ignorancji i zwalania wszystkiego na mnie oraz mojego przyjaciela, który robił okładkę. Okładkę finalnie przerobili po swojemu bez zgody autora i mieli dym, że mamy jakieś problemy. W końcu nie mieliśmy nic do gadania i poszła ich wersja, która, szczerze mówiąc, mi się podoba, ale jest efektem zerżnięcia i przerobienia pracy mojego przyjaciela, który ostatecznie zrezygnował z podpisania się pod tym. Oczywiście kontraktu, drogich klipów i całej tej reszty, jak i choćby jednej złotówki za płyty mimo wcześniejszych zapewnień się niestety nie doczekałem. Serio, mógłbym napisać o tym książkę „Niecały rok w Fandango Records” jako poradnik dla innych, którzy mają dołączać do tej wytwórni, ale potraktujmy odpowiedź na twoje pytanie jako ostatnie publiczne wypranie brudów. Nie chciałbym oczywiście oczerniać innych członków tej wytwórni, mówię tylko stricte o relacji na linii ja-pani z Katowic.

Wróćmy zatem na „HX”. Ponownie nie zaprosiłeś na krążek żadnych gości.
Dwóch gości miałem wstępnie dogadanych. Następnie jeden nie znalazł czasu i weny, a drugi nie dał znaku życia. Później już jakoś nie znalazłem na to czasu.

Zdecydowałeś się natomiast na kilka bitów od innych producentów. Nie wierzyłeś do końca w swoje możliwości?
W możliwości swoje wierzę zawsze, ale kilka bitów po prostu naturalnie wbiło na krążek z racji nawiązanych znajomości. EM Beatz i Korzeń wbili do studia i zrobiliśmy fajny numer, Gibbs podesłał paczkę i sieknąłem z nim pierwszy singiel, a z Loko to współpraca długoterminowa, bo coś tam knujemy na temat jakiegoś projektu.

Dosłownie kilkanaście dni temu wziąłeś  ślub, jak to wpłynęło na ten krążek? Tematy damsko-męskie przewijają się na „HX” w wielu miejscach.
Oddzielam życie prywatne od muzyki także nie wpłynęło to w jakimś znaczącym stopniu na krążek. Muszę tylko powiedzieć, że moja żonka jest zawsze pierwszą osobą, która słucha nowych numerów i musi znosić moje analizy pod kątem treści, brzmienia bitów, różnych patentów, etc., kompletnie się na tym nie znając. Fajnie to wygląda, kiedy ja gadam przez pięć minut i tłumaczę, dlaczego tutaj jest tak, a tam jest inaczej, a ona kwituje to tym swoim: „Zajebiście”! To najważniejsza osoba w moim życiu. Amen.

Wspominałeś już o tym, że zacząłeś pracę nad następnym materiałem. Wystarczy już promowania „HX”?
Promocja „HX” tak naprawdę się jeszcze nie zaczęła z racji mnóstwa innych obowiązków związanych z moim nowym stanem cywilnym i przeprowadzką w nowe miejsce. Teraz już nie będę mieszkał w studiu, a do niego dojeżdżał, zatem muszę się dobrze zorganizować. W nowym mieszkaniu urządzam właśnie małe studio produkcyjne, więc niebawem ruszam z nowymi rzeczami. Poza tym Homerun Studio jesienią jest zawsze mocno oblegane z racji tego, że mnóstwo osób zaczyna bądź kończy swoje projekty, dlatego fajnie jakby mój zegarek miał jeszcze kilka godzin dorzuconych do jednej doby. Promocją zajmuję się głównie sam i, wracając do pytania, to mam kilka pomysłów – pewnie wjedzie jeszcze jakieś video na kanał związane z tym projektem, ale wszystko zależy od możliwości czasowych, bo, widzisz, utrzymuję się z muzyki z tą tylko różnicą, że robioną dla innych. Sztuka cierpliwości i kompromisu. Czekam sobie spokojnie na mój czas.

Mówiłeś też, że następne rzeczy mają być szalenie eklektyczne, dlaczego akurat taką drogę wybierasz?
Hmm… czy eklektyczne to nie wiem, bo cały czas szukam jednak swojej drogi i wydaje mi się, że nawet jak dookoła będą mówić, że mam już wypracowany swój własny, unikalny styl to ja wciąż będę kopał i odkrywał nowe karty, czując się ciągle na początku tej drogi. Także bardziej celowałbym w tworzenie czegoś nowego na bazie świeżych horyzontów. Wiesz, być może to tylko moja jazda i ktoś słuchając nowych rzeczy będzie myślał, że pierdolę głupoty, bo wszystko brzmi tak samo, wszystko zależy od punktu widzenia i słyszenia odbiorcy. Niemniej jednak uwierz, że głowię się nad stworzeniem własnego stylu i brzmienia w dobie świetnych wykonawców za to słabych artystów. Tak swoją drogą , to oprócz muzyki jaram się mocno robieniem video i ciuchów i nie wykluczam, że kiedyś bardziej odbiję w tym kierunku. W przyszłym roku chcę zainwestować w sprzęt video, marzy mi się też własna szwalnia odzieży. Cała moja działalność jednak jak pisałem wyżej wciąż oscyluje wokół muzyki i to ona jest kręgosłupem moich ruchów.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.