„Marzę o recenzji Wawrzyna Kowalskiego na Porcysie” – wywiad z Palmer Eldritch i Justyną Sylwią

Od lewej: Raph, Justyna Sylwia, Michał Biel, digan.
Jeszcze nie zdążyliśmy zapomnieć o „Nagraniach dla Androidów”, a duo Palmer Eldritch wypuszcza następny materiał. W przyszłym tygodniu usłyszymy „Night and Day”, czyli kolejny projekt z wokalistką Justyną Sylwią. Zapraszam do wywiadu z całą trójką, w którym dowiecie się, w jakim miejscu dobrze jest słuchać nowego materiału, a Raph wytłumaczy się z głosowania na Ruch Palikota.


Czy Wy kiedykolwiek się wybijecie albo przynajmniej zaczniecie zarabiać na muzyce?
Raph: Nie liczę na to, nawet niespecjalnie o tym marzę. Jeżeli zaczniemy zarabiać na muzyce, to najwyżej nagrywając soundtracki. Zastanawiałem się kiedyś, czy nie sprzedawać swoich bitów, ale pod swoim pseudonimem nie ma co marzyć, bo nie chciałbym być utożsamiany z falą raperów, których stać, a z którymi niekoniecznie się utożsamiam pod jakimkolwiek względem. Poza tym, jednak muzyka to wytchnienie, sfera pasji. Nie wiem, czy zarabianie by tego nie zabiło. Później trzeba by było gromadzić gości na płycie z kalkulatorem w ręku jak na piątej części pewnego składaka na K. 

digan:
Życie po raz kolejny mi pokazało, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeszcze pół roku temu wydawało mi się, że utrzymywanie się z muzyki było jedynym ciekawym scenariuszem który mógł mnie spotkać. Teraz, kiedy zacząłem generalnie wygrywać w życie, a nawet zaliczać etapy specjalne, nie mam już na to takiego ciśnienia. Stała praca, dziewczyna i tak dalej dają odpowiedni dystans do spraw.
Sam nie wiem, czy to źle, czy dobrze. Cały Skwer funkcjonuje według tego schematu, że muzyka  jest trochę z boku, ale na pewno po swojemu. Zawsze miałem mieszane uczucia co do tego, bo w końcu jak coś robić, to do końca. Z drugiej strony – jeśli teraz mi strzeli do głowy, że nagram sobie płytę ambientową na taśmowych loopach, to nie muszę się zastanawiać „kto to kupi”. Jest to centralnie obojętne z punktu widzenia procesu twórczego. To zmiana, bo jednak ostatnio gdzieś-tam się pojawiała we mnie ta myśl, że może jednak trzeba wyjść ludziom naprzeciw. Nie trzeba.
Hobby, zajawka, ja to wszystko rozumiem, ale z drugiej strony – ile można na to wydać pieniędzy czy włożyć w to serca? Nagrywacie projekt za projektem, a fani wciąż ci sami, informacje o Was na tych samych portalach, piszą o Was znajomi dziennikarze…  Czy to Was jednak trochę nie denerwuje?
Raph: Jeśli zajmujesz się produkcją, musisz się liczyć z tym, że wydasz na to trochę pieniędzy – dążenie do idealnego brzmienia jednak kosztuje. Popatrz też, że większość bardziej znanych producentów ma już dobrej jakości sprzęt zanim się jeszcze wybiją. Na przykład mój serdeczny kolega, Homex, który wydał w tym roku album „Homework” w Fandango Records. Oczywiście, pozdrawiam Adriana. W muzykę trzeba inwestować, a jeśli ktoś ma z tym problem, najpewniej nie jest gotów do poświęceń związanych z tworzeniem. Te same portale, znajomi dziennikarze… póki piszą dobrze, nie mam nic przeciwko (śmiech). Ale jeśli chodzi o fanów to, mimo wszystko, „Nagrania dla Androidów” przysporzyły nam dużo nowych odbiorców. Już słyszę w głowie Jeżozwierza, mówiącego: „Kogo?” (śmiech). Nawet jeszcze przed tym albumem zdarzało się, że na koncertach znajomych ze Skweru ktoś obcy do nas podbijał i mówił, że się jara naszą muzyką. Można by ponarzekać oczywiście, że to wciąż funkcjonuje w tym samym kręgu odbiorców, ale myślę, że takie „podbicia” z zaskoczenia to bardzo przyjemne uczucie. Piotrek, you know that feel, bro?

digan:
Średnio pamiętam ten moment. Tak czy inaczej – jasne, ten sam krąg odbiorców i tak dalej, nie ma się co wczuwać. Wiesz, z czysto racjonalnego punktu widzenia to jest jakiś totalny absurd. Wywalenie kilku grubszych kafli na sprzęt, zarywanie nocy, odpuszczanie spotkań towarzyskich. Co do tego informacyjnego pata, to się głowiłem swego czasu jak go złamać. Może wydanie jakiegoś projektu pod innym szyldem? Może większy upór? Może brak poczucia obciachu, tak jak kilku innych kolegów po fachu, którzy nie mają oporów, żeby pchać się ze swoją muzyką do jakichś lokalnych gazet?  I znów: teraz to już mi jest trochę bardziej obojętne. Naprawdę, to jest jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w życiu, kiedy słuchasz swojego numeru 20 raz i on wciąż ci daje radość. Idziesz ulicą i wiesz, że masz coś, czego doświadcza może kilka tysięcy ludzi w kraju. I wolę się skupiać na takich rzeczach, a nie na tym, czy Mateusz z Grudziądza polubi nasze nagrywki.

Na dniach premiera nowej płyty  – ponownie z Justyną Sylwią. Co to będzie za album?
Raph: „Night and Day” miał być bardziej „white” niż „black”. Ale chyba nie do końca nam wyszło, prawda?

Justyna:
Myślę, że wyszło. Jest dużo bardziej „white”, jest spokojniejszy.

Raph:
Nie wiem, czy „Lost Forms” jest takie „white” (śmiech). Trzeba koniecznie wspomnieć, że oprócz naszej trójki kluczową postacią na nowej płycie jest Michał Biel, który zagrał na wielu niecodziennych instrumentach. Śpiew gardłowy, który słyszysz na płycie, też nie jest samplowany, wszak Michał jest wielozadaniowcem. Niestety, mój kochany zespół nie poprosił mnie, bym growlował i tym razem.

digan:
Też myślę, że ta płyta jest o wiele bardziej „white”, o wiele bardziej spokojna, ale też przemyślana i przepracowana. „Black to White” napakowana była jakąś neurozą, podejrzewam, że niezbyt czytelną dla słuchacza. Ja lubię wracać do tamtej płyty, bo mi się dobrze kojarzy, jest zapisem jakiegoś-tam czasu. Jakie jest „Night and Day”? Jest na pewno trip-rockowe, ma ciekawe instrumentarium, które zawdzięczamy Michałowi Bielowi. Jest o wiele bardziej melodyjne i myślę, że o wiele bardziej przystępne dla przeciętnego odbiorcy.

Justyna:
Dla mnie biorąc pod uwagę warstwę tekstową i wokalną to album bardziej osobisty niż „Black to White”. Przy pisaniu niektórych fraz łezka kręciła mi się w oku. Przy tekstach do „Black to White” to bardziej był mrok, teraz nostalgia. Poza tym myślę, że jest naprawdę niezły do prowadzenia auta (śmiech). Może dlatego, że powstał częściowo w samochodzie, którym przebijałam się do digana przez pół Krakowa na nagrywki.

Justyna, po „Black to White” spadło na Ciebie trochę głosów krytyki. Czy miały one jakiś wpływ na Twoja twórczość? Jak przez ten czas próbowałaś się rozwijać? Palmery – dlaczego właśnie Justyna?
Justyna: Konstruktywnej krytyki specjalnie dużo do mnie nie dochodziło, więc nie miało to większego wpływu. Na pewno znaczenie miał czas, bardziej świadome spojrzenie na pewne sprawy. To odbiło się na warstwie tekstowej i wokalnej. Co do prób rozwoju – mam nadzieję, że nie tylko próbowałam… (śmiech) Pomiędzy obiema płytami dużo się u mnie zmieniło, rozpoczęłam współpracę z nowymi osobami, co było jednocześnie wynikiem i skutkiem pewnej ewolucji, ale o tym nie tutaj.

Raph:
Z Justyną doskonale rozumiemy się na polu muzycznym i doskonale odczytujemy swoje intencje. Justyna trafiła na nas akurat w takim momencie, że chcieliśmy spróbować czegoś nowego, czegoś z wokalistką. That’s it.

Justyna:
To musi być coś, bo inaczej na polu osobistym już dawno byśmy się z diganem pozabijali (śmiech).

digan: Jak na to patrzę z perspektywy skończonej płyty, to widzę, że naprawdę dobrze nam się współpracuje z Justyną. Wbrew jej morderczym zapewnieniom.
Justyna to osoba otwarta na nową muzykę, chętna do kombinowania, ciągnęła ten projekt razem z nami, naprawdę bardzo przyjemna odmiana po rozwleczonym powstawaniu „Nagrań…”. Z Justyną jest o tyle fajnie, że generalnie nadąża za naszymi dziwnymi zajawkami. Po prostu – odbieramy na podobnych falach i już.

Czy nie wpisujecie się teraz nieco w popularny schemat producenci/wokalistka? Wydaje mi się, że sporo ostatnio takich konfiguracji.

Raph: Mógłbyś wymienić jakieś inne konfiguracje? Oprócz Yes Alexander na bitach Blue Sky Black Death sprzed sześciu lat niespecjalnie sobie coś przypominam.

Justyna:
Ja nic o tym nie wiem, ale ostatnio rzadko wychylam się poza muzykę klasyczną, Bjork i Cohena.

digan:
Najświeższa epka Ailo jest w całości wyprodukowana przez jednego człowieka. Nie wiem, ja tam bardzo lubię schemat wokalistka/producent, czy tam producent/wokalistka, jak w naszym przypadku. Wokalista, który sam śpiewa do swojej muzyki to narcyzm, wokalistka śpiewająca do czyjejś muzyki do przyjemna kolaboracja.

Raph:
Ja tam bym śpiewał i do swojej.

Gdzie wyjdzie “Night and Day”?
Słyszałem, że chcieliście wydać to gdzieś indziej niż w Skwerze.
Raph: Ostatecznie jednak w Skwerze. Próbowaliśmy, co prawda, przepchać się gdzieś dalej, ale wytwórnie niespecjalnie odpowiadały na nasze wiadomości lub pisały, że obiektywnie dobrze, ale nie pasuje do ich profilu. A jeśli chodzi o fizyki – planujemy wydać w limitowanym nakładzie. I na pewno pójdzie to szybciej niż „Nagrania dla Androidów”.

digan:
To prawda, wytwórnie, do których się odezwaliśmy obiektywnie mierzyły jakość płyty obiektywną linijką i wychodziło im, że bardzo dobre, ale że nie wydadzą nas, bo generalnie nie jesteśmy wystarczająco ciekawą inwestycją. Nie wygenerujemy ani fejmu, ani hajsu. Fizyki oczywiście będą, bo są fajne, fajnie jest mieć co postawić na półce, choćby u siebie. A jak ktoś jeszcze chce je kupić albo wygrać to już w ogóle, sama przyjemność. Poza tym wydawanie samego siebie ma bardzo ciekawy element sprowadzania na ziemię, ale takiego miłego. „Nagrań…” poszło na sprzedaż 30 kilka sztuk i w sumie nie przestrzeliliśmy specjalnie z szacunkami podczas druku. Więc – cóż, po takim nakładzie nie ma się co specjalnie dziwić różnym wydawnictwom, że nie chce im się w nas inwestować.

Raph:
Chociaż – co jest bardzo miłe – wciąż dostaję od czasu do czasu pojedyncze maile z pytaniem o możliwość zamówienia „Nagrań…”. Niestety, cały nakład został wyczerpany, ale to oznacza, że prawdopodobnie jakoś się to opłaca.

Emocje po „Nagraniach dla Androidów” już opadły. Jak oceniacie odbiór – sukces czy jednak liczyliście na coś więcej?
Raph: Ja tam jestem rozczarowany, bo Kiddoń wciąż mi wisi wypłatę za Nagrania (śmiech). Odbiór był w większości taki, jak przewidzieliśmy, więc nie było specjalnie na co narzekać. Nie wiem co więcej dodać, może Piotrek się wypowie?

digan:
Też jestem rozczarowany, z drugiej strony – znów aż tak nie płaczę nad tymi Androidami. Nie jest to płyta, do której wracam najczęściej z naszego dorobku, nie jestem też z nią jakoś niezwykle mocno związany emocjonalnie.  Nie wiem, często jest tak, że czegoś człowiek próbuje i właściwie tylko może sam sobie powiedzieć: „Czego ty się właściwie spodziewałeś?”. Czy naprawdę się spodziewaliśmy, że rap o Stalkerach, że spoken-word nagle oderwie dzieciaki od kolejnego dzieła o bluzach, szesnastkach, samplach i byciu sobą?

Sam osobiście liczyłem na więcej – goście z różnych środowisk, wiele znanych ksywek, nie schowaliście się w jednej muzycznej szufladzie, więc można było liczyć na to, że nazwa Palmer Eldritch zacznie być rozpoznawalna, a okazało się, że słuchacze chyba dalej nie są gotowi na coś innego niż klasyczny rap.

Raph: Było kilka planów co do większych, głośniejszych ksyw, ale problemy z komunikacją skutecznie zrewidowały nasze plany. Najbardziej się jaram, że udało nam się dograć Jeża, ale z Jeżem jednak się znamy – jak to pisał na swoim fanpage’u: „Piliśmy razem wódę, więc co w tym dziwnego?”. A tu taka ciekawostka dla naszych słuchaczy: Jeżozwierz nagrał swoje wokale dwa tygodnie przed premierą płyty. To ostatni numer, który zrobiliśmy z myślą o tym krążku.

digan:
Z tymi szufladkami to w ogóle ciekawa sprawa, bo oberwało nam się w kilku recenzjach, że do dupy z tym eklektyzmem, czemu nie ma jednego klimatu. Mnie osobiście bawi najbardziej w muzyce różnorodność i fajnie, że na tej płycie też to było. Nie wiem, może za dużo hipsterstwa w siebie wciągnęliśmy, może jesteśmy już za bardzo odchyleni i coś, co dla nas jest normalną muzyką dla innych jest jakimś szalonym eksperymentem.

Skwer kojarzony jest z niesieniem dość lewicowego przesłania. Na Waszej płycie znajdziemy m.in. Wyraza, który przekazuje jakąś część swoich politycznych poglądów. Rafał przyznawał, że głosował w wyborach na Ruch Palikota. Staracie się w swojej twórczości w jakiś sposób akcentować swój światopogląd?
Rafał: A przyznawałem się później, że żałowałem? (śmiech) Tak poważnie to żałuję, ale z drugiej strony nie widziałem wtedy innej alternatywy. Poza tym, mówimy o czymś, co miało miejsce trzy lata temu. Odcinam się od tamtej wypowiedzi całym sercem. Człowiek mądrzeje z wiekiem, a Ruch Palikota był wtedy świeży i można było spodziewać się trochę czego innego niż nastąpiło. Liczyłem na konkrety zamiast epatowania tym, kto teraz w naszej partii najbardziej oddala się od, nazwijmy to, przyjętej powszechnie w społeczeństwie „normy”. Szczególnie że coś takiego w rzeczywistości szkodziło mniejszościom. Raz zastanawiałem się nawet, czy nie napisać do Axuna, który przeprowadzał tamten wywiad, by usunął tę wypowiedź. Eldo też kiedyś chciał uścisnąć rękę Kwaśniewskiemu – i to bez miażdżenia, o dziwo. Myślę, że utożsamianie Skweru z lewicowym przesłaniem jest dość krzywdzące. Nie jesteśmy ekipą politykującą – jeśli pojawiają się jakieś elementy, to głównie wynikają z jakiejś umiejętności obserwacji tego, co dzieje się wokół nas, a nie tak, że nagle ktoś wpadnie na pomysł „o, napiszę numer polityczny”. Sam nigdy ukrywałem, że światopoglądowo idę trochę na lewo, ale przyznawanie się do tego prowadzi do szeregu stereotypów, co sprawia, że od dłuższego czasu na dysputy o polityce odpowiadam jedynie „polityka to gówno”. Jak można ufać partiom, które uważają Jaruzelskiego za bohatera i czerpią garściami z dziedzictwa komunizmu? To przecież gówno, a nie lewica. Ba, to przecież gówno, a nie cokolwiek. Zresztą, w polskiej polityce wszystko jest na opak. Partie prawicowe często posługują się hasłami, które – wydawałoby się – charakterystyczne są dla lewego skrzydła. Polityka ma w sobie ten problem, że stoją za nią ludzie. Ludzie nigdy nie są doskonali. W polityce nigdy nie chodzi o realizację programu. W polityce chodzi o władzę. Jeśli zaś chciałbyś zapytać o tegoroczne wybory do Europarlamentu – nie głosowałem, bo nie było mnie w rodzinnych stronach, a na pomysł, by wziąć sobie tę słynną karteczkę z upoważnieniem wpadłem zbyt późno. Ale nawet jeżeli bym był, to pewnie bym nie głosował. I to nie z jakiejś ignorancji. Po prostu nie widzę nigdzie reprezentantów mojego nurtu – nazwijmy to – myślowo-światopoglądowego. Trochę się rozgadałem, ale powracając do pytania. Czy akcentujemy? Nie. Wiesz, kompletuję sprzęt i powracam na stałe do rapowania. Gdy poczuję się pewny ze swoimi umiejętnościami, co może potrwać nawet kilka lat, to pewnie nagram nawet jakąś solową epkę. Mogę obiecać ci jedno – nie usłyszysz ode mnie ani słowa o polityce. Sole z Anticonu nagrał ostatnio całą serię płyt o mocnym zabarwieniu politycznym. Zdecydowanie idzie na lewo, ale większości tych numerów nie mogę słuchać.

digan:
Poruszyłeś strasznie rozległy temat i nie wiem jak go ugryźć nawet… Trudno akcentować swój światopogląd gitarą. Przez trzy lata nagraliśmy jeden stricte polityczny numer, z Wyrazem, i bardzo go lubię, szkoda, że nie mieszkamy bliżej siebie, bo z chęcią skręciłbym taki rapcore’owy projekt w starym stylu. Po drugie, jak mawia Kidd, Skwer to nie harcerstwo, żeby się do niego zapisywać i mówić, że Skwer to to, a inni to tamto. Nie wiem, na stronie Skweru leżą też płyty od ludzi, którzy mają inne poglądy niż ja, Rafał czy Wojtek.  Myślę, że kilka rzeczy nas na pewno łączy, choćby elementarna empatia, która nie pozwala nam nazywać Niemców szkopami, mniejszości seksualne zbolami i tak dalej. Ta sama empatia pokazuje nam, że raczej do dupy z systemem, w którym biedni w kółko obrywają po głowie de facto za to, że są biedni. Z trzeciej strony, cóż, nic co nawinął Cruz czy Kidd nie brzmi dla mnie szczególnie skrajnie. Ot, głos trochę bardziej rozgarniętych obserwatorów.
Zostawmy już tę politykę, a wróćmy do muzyki. Justyna, wspomniałaś wcześniej, że rozpoczęłaś współpracę z nowymi osobami, czy to znaczy, że usłyszymy Cię również na innych projektach?
Justyna:  Mam taką nadzieję. Na razie jest zbyt wcześnie, żeby przedstawiać konkrety.
A wy, chłopaki, co planujecie? Była mowa o kolejnym projekcie z Estragonem, a pewnie już pracujecie nad czterema innymi materiałami.
Raph: Projekt z Estragonem jest w fazie nagrywania. W tej chwili mamy skończone trzy utwory. Bogatsze aranżacje plus – jak zwykle – świetne teksty Grzesia. Oprócz tego oczywiście projekt z Kecajem i Wyrazem jako Omgimbus.

digan:
Płyta gadana, płyta rapowana. Potem może płyta instrumentalna, a może sobie zrobimy solo rzeczy. Się okaże. A może płyta z Justyną, czas pokaże.

W takim razie czekamy na „Night and Day”. Powiedzcie jasno, czego oczekujecie po tej płycie. Koncertów, podwojenia lajkujących na fanpage’u, recenzji na Porcysie?
Raph: „Nagrania dla Androidów” podwoiły nam dość mocno lajki, ale nie obraziłbym się na więcej. Jeśli chodzi o koncerty, jak najbardziej. Mamy nawet skompletowany skład koncertowy i – co więcej – graliśmy kilka prób. Mieliśmy grać w tamtym roku na Fugazi Festiwal, który, jak pewnie wszyscy wiedzą, ostatecznie został odwołany z powodu licznych niedopatrzeń.  Ale tak, zgadłeś. Najbardziej marzę o recenzji Wawrzyna Kowalskiego na Porcysie, zdecydowanie. Im bardziej surrealistyczna z widocznymi naleciałościami naturalistycznymi, tym lepiej.

Justyna:
Ja liczę na to, że płyta okaże się potrzebna nie tylko twórcom, ale komuś jeszcze –  choćby to była jedna osoba. Wtedy będę miała pewność, że nasza praca nie poszła na marne.

digan: Chciałbym, żebyśmy byli zespołem, o którym się mówi. Nie spodziewam się nie wiadomo czego, ale fajnie, gdyby wśród ludzi trochę bardziej śledzących muzykę nazwa „Palmer Eldritch” nie była całkiem anonimowa.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.