„Muzyka, którą tworzę wciąż ma charakter niszowy” – wywiad z Roverem

Rover w ubiegłym roku wstrzelił się w gusta wielu fanów. Jego debiutancki album „Odźwierny” wydany w Step Records pozwolił mu zagrać koncert w niejednym polskim mieście. Z kieleckim raperem rozmawiałem już półtora roku temu, tuż po premierze „24”. Co zmieniło się u Rovera prócz tego, że z tysiąca fanów zrobiło się 40 tysięcy? Na pewno jest o wiele bardziej zajęty – poprzednim razem z miejsca odbyliśmy rozmowę na Gadu-Gadu (!), tym razem musiałem czekać nieco dłużej. Jednak czekać było warto.
 
Nasza ostatnia rozmowa miała miejsce półtora roku temu – tuż po premierze „24”. Spodziewałeś się, że po tak krótkim czasie Twoja twórczość zyska tak ogromną popularność?
„Ogromna popularność” – zalatuje pychą i nie jest to stwierdzenie zgodne z prawdą. Po prostu słucha trochę więcej osób niż wcześniej, co bardzo cieszy. Uważam jednak, że muzyka, którą tworzę wciąż ma charakter niszowy.

Zmieniłeś niszowy High Time na największą polską wytwórnię – Step Records. Momentalnie pojawiły się zarzuty o „sprzedanie się” – jak się do nich odnosisz?
W życiu mamy różne rozdziały i kończąc je rozumiemy, że to, co do tej pory mieliśmy już nam nie wystarcza. To naturalne prawo ewolucji. High Time to wspaniała przygoda, jednak nie miałbym w nim możliwości do wydania płyty, która znalazłaby się na sklepowych półkach – moje marzenie z dzieciństwa.

Sam Step to dość kontrowersyjna wytwórnia. Z jednej strony zapewnia świetną promocję, z drugiej – ma łatkę labelu, który przyjmuje do swoich szeregów wszystkich MCs i jest nastawiona tylko na zysk. Nie da się ukryć, że Ty zyskałeś wielu fanów, większość z nich to dość młode osoby – nie przeszkadza Ci to, jak zaczął wyglądać Twój fanbase?
W większości to ludzie w wieku 18-24 oraz starsi. Niemniej jednak czy jeśli ktoś ma 15 lat to oznacza, ze nie ma prawa czuć muzyki, czy też rozumieć jej przesłania? Kategoryzowanie jest złe, bo nie wiek się liczy a świadomość. Wierzę, że wśród młodych ludzi są osoby świadome, które nie podążają za trendami, a po prostu szukają – tak jak ja szukam swojej ulubionej muzyki na dany okres. Co do Stepu – nigdy nie patrzyłem na wytwórnie jak na miejsce, w którym jada się rodzinne obiady przy ogromnym stole. Nie bardzo mnie też interesuje, z czym dane wydawnictwo jest kojarzone. Liczy się tylko moja muzyka. A czy ona pod wpływem przejścia do Step Records się zmieniła? Nie sądzę. Na marginesie – w Stepie pracują naprawdę fajni ludzie.

W poprzednim wywiadzie mówiłeś, że czym innym jest granie dla publiki, a czym innym „pod publikę”. A na „Odźwiernym” znajdziemy wiele utworów, które są emocjonalne, ekstrawertyczne, słowem: na pewno ludzie je kupią. Czy to nie hipokryzja?
Emocjonalne, ekstrawertyczne – czy były w przeszłości inne? Poprzednim płytom nie można zarzucić nieszczerości czy odmówić emocji. Skoro na „Odźwiernym” wiele jest emocjonalnie mocnych utworów, to oznacza jedynie, że ta płyta właśnie taka miała być. Hipokryzja byłaby wtedy, gdybym zaprosił rapera X oraz rapera Y do nagrania utworu o nieszczęśliwej miłości, porobił smutne czarno-białe klipy i puścił to w obieg. „Odźwierny” to w wielu momentach płyta gorzka, ale pod pokładem emocji szczerości jest jeszcze drugie dno.

A nie zapętliłeś się trochę w tej smutnej tematyce? Na „Odźwiernym” wiele utworów jest utrzymanych w podobnym klimacie, rzadko kiedy rozluźniasz atmosferę.
Zapętliłbym się, gdybym nie rozróżniał refleksji od smutku.

Czy na następnych płytach klimat się zmieni?
Na pewno. „Kalejdoskop wspomnień”, „24”, „Odźwierny” to wbrew pozorom płyty zróżnicowane. Teraz czas na coś jeszcze innego.

Wracając do High Time, z wytwórni odeszły jej filary, czyli Ty i HuczuHucz, trójmiejski label niestety musiał zawiesić działalność. Nie czujesz się trochę za to odpowiedzialny?
Trójmiejski label obecnie powstaje na nowo i ma kilku interesujących raperów. Między innymi Leh, któremu mocno kibicuję.


Na „24” rapowałeś, że „ambicja kazała ci wybrać trudniejsze bity”. Muzyka na „Odźwiernym” jest jeszcze trudniejsza do rapowania – jak szło Ci nagrywanie?
Bardzo przyjemnie. Szczególnie że takie bity pozwoliły mi na jeszcze większą ekspresję. Doświadczenie bardzo ciekawe – nie ma nic lepszego jak ciągłe, nowe wyzwania.

Jesteś zadowolony z każdej zarapowanej linijki?
Są moje – lepsze i gorsze, niezmiennie jednak moje, więc skoro je napisałem to teoretycznie powinienem być z nich dumny. Do wszystkiego trzeba dojrzeć – do krytyki własnych tekstów również i dziś widzę, że wiele na „Odźwiernym” można poprawić. Perspektywa czasu.


W naszej poprzedniej rozmowie mówiliśmy też o Bogu. Powiedziałeś się, że ciągle się ścieracie. W numerze „Konfesjonał” odnosisz się do wiary i Jezusa, rapujesz o Różańcu w ręku – pogodziliście się?

Godzimy się a potem znów spieramy. To już po części taki żydowski spór, w którym czasem człowiek stara się powiedzieć Bogu – odpowiadam sam za swoje życie i nie jesteś mi potrzebny. Z kolei, gdy coś nie wychodzi pyta Boga: dlaczego mi to zrobiłeś i tak mnie doświadczyłeś? Trudna relacja, jak to w prawdziwej miłości bywa.

Wszystkie historie na „Odźwiernym” są prawdziwe?
Są podyktowane doświadczeniem oraz w dwóch przypadkach dziwnym natchnieniem – „Wizja” oraz „Koperta”. Pozostałe utwory to zbiór moich wieloletnich doświadczeń, jak np. „Pęknięcie” – to tak naprawdę historia wielu związków, nie jak można przypuszczać jednego. Napisałem kiedyś: jedyne czego nam w rapie nie wybaczą to kłamstwa.
 
W którymś z wywiadów przed wydaniem płyty mówiłeś o tym, że zrezygnowałeś z pracy, żeby zająć pracą nad płytą i samorozwojem. Udaje Ci się dalej utrzymywać tylko z muzyki?
Nie tylko z muzyki. Nie mam stałej pracy, do której muszę codziennie chodzić – to mój świadomy wybór. Muszę jednak kombinować tak, by mieć za co żyć i realizować marzenia. Z samej muzyki byłoby to niestety niemożliwe.
 
Poruszyłeś też wątek patriotyczny. Interesujesz się historią szerzej czy konkretne wydarzenie natchnęło Cię do nagrania tego utworu?
Natchnęła mnie koperta z Auschwitz, którą kupiłem na aukcji allegro. Wydarzenia historyczne interesują bardzo. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że historia jest nauką o przeszłości, której celem jest zrozumienie teraźniejszości, a często przyszłości.

Czy pomimo tej smutnej tematyki utworów jesteś szczęśliwym człowiekiem?
Czy tematyka utworów jest smutna? Ja widzę w poszczególnych utworach wiele szczęścia „To moja droga od dna bólu do spełnienia marzeń”. Tak jak pisałem wcześniej – refleksja dotycząca świata, człowieka i jeżeli słuchasz to przede wszystkim Ciebie. Muzyka, która nie należy do najłatwiejszych i co najważniejsze czasami zmusza do zastanowienia się – nie zgody z tym, co mówię, a własnej refleksji. Dlatego pozostaje niszowa. Jeżeli jednak dalej będziesz upierał się przy smutku to zostawiam Ci cytat poety francuskiego Alfreda de Musset: „Człowiek jest czeladnikiem, a ból jest jego mistrzem”.

Korekta: Marcin Półtorak

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    Czepia się ten koleś tego Rovera straszliwie. Bardzo dobra płyta moim zdaniem i przeraża mnie to że już niedługo każdy raper który nie robi bangierów będzie smutnym raperem dla gimbazy.

  • Mam 15 lat, a Roverem zainteresowałem się już prawie rok temu, po kolaboracji ze Zbukiem. Nie całą muzykę Rovera rozumiem, ale staram się. Czuję tę muzykę, ona wywiera na mnie ogromny wpływ. Tak, jak Rover powiedział – nie ma co kategoryzować, młodszy nie musi znaczyć głupszy. Pozdrawiam :)
    Coś jeszcze do Mateusza, chociaż nie wiem, czy to przeczyta – półtora roku temu „miałeś cichą świadomość tego, że w tym życiu jeszcze możesz zrobić coś wielkiego”. Coś wielkiego już zrobiłeś, ale rób to dalej, bo Ci to wychodzi idealnie!

  • Wywiad zajebisty- 0 lizania dupy ze strony redaktora pytań i dosadne odpowiedzi ze strony Rovera.