„Nie muszę brać udziału w wyścigu o odbiorcę” – wywiad z Grafem Cratediggerem

grafGraf Cratedigger to związany z Queen Size Records producent, który w 2015 roku wydał aż trzy płyty. Mimo tego, że te materiały stały na wysokim poziomie, słyszało je niewielkie grono osób. Niedawno napisałem artykuł „Niekomercyjni„, w którym ubolewałem nad tym, że o takich artystach jak Graf mówi się zbyt rzadko i to stało się pretekstem do przeprowadzenia tej rozmowy.

Mateusz Osiak:Nasza rozmowa to wynik tego, że w swoim blogowym wpisie nazwałem Ciebie, Huberta Tasa i Metro „niekomercyjnymi”. Zgadasz się z tym stwierdzeniem?
Graf Cratedigger: Tak. Definitywnie to, co robimy, jest niekomercyjne.

Mało osób o Was słyszało, jednak ci, którzy Was znają, doceniają tę muzykę – nie chcecie zawalczyć o szersze audytorium?
Nie wiem, jak Metro czy Tas, ale pytanie brzmi, czy warto bić się o masowego odbiorcę, który ze względu na brak znajomości kontekstu danego zjawiska czy historii nie zrozumie muzyki? To, co robię, jest już nawet z samego założenia niekomercyjne, a to sprawia, że nie muszę brać udziału w tym śmiesznym wyścigu o odbiorcę. Nie zależy mi jakoś szczególnie na wynikach wyświetleń na YT czy pchaniu się na siłę ludziom do uszu. Pójście w kierunku masowego odbiorcy wiąże się często z kompromisami, po których nie wiem, czy moja muzyka byłaby nadal moją muzyką. Lepiej mieć normalną, nudną pracę, a muzykę, hobby, mieć po godzinach. Nie martwisz się wtedy, za co będziesz jeść, nie obchodzą cię terminy. Jak masz w miarę fajny układ ze swoim wydawcą lub sam nim jesteś, to nikt ci nie mówi, jaką muzykę masz robić, z kim możesz nagrać, a z kim nie. Chcesz robić muzykę, to ją robisz. Chcesz od niej odpocząć, by nabrać świeżego podejścia, to odpoczywasz. Wydaję mi się, że to lepsze dla zdrowia. Ceną, niestety, jest niewielka ilość czasu na muzykę.

Potrafisz cieszyć się tylko z tych słuchaczy, których masz? Nie szkoda Ci, że mimo wszystko nie ma ich więcej?
Jasne, że większą ilość słuchaczy odebrałbym i odbieram pozytywnie, ale bardziej cenię świadomego odbiorcę, który wie czego słucha i dlaczego, niż tego z przypadku. Patrząc po tym, jaki bywa poziom dyskusji w komentarzach niektórych popularnych artystów rapowych, cieszę się, że ci ludzie mnie nie słuchają. Z założenia robię muzykę, której sam chciałbym słuchać.

W moim wpisie pojawił się też wątek dotyczący zabiegów promocyjnych, w tym patronatów. Rzeczywiście tak trudno jest się o to ubiegać, kiedy jest się niszowym twórcą?
Promocja, czy też pomoc przy promocji, oferowana przez portale czy innego rodzaju media, jeśli nie ma się odpowiedniego fejmu, który by nabił wyświetlenia tym portalom/mediom jest wykonywana często po macoszemu i ucieka w zalewie innych informacji. Zwykle wygląda to tak, że dajesz komuś płyty za darmo, by mieć na niej czyjeś logo, a jego rola ogranicza się do zamieszczenia informacji prasowej, której nie chciało mu się nawet zredagować. Czasami, jeśli dany portal obiecuje ci recenzję płyty, to możesz na tę recenzję czekać i pół roku, chociaż podejrzewam, że jeślibym o to nie męczył, to na Popkillerze recenzji „12 Beats Sound Vol. 1.7” nadal by nie było.

Dlatego odpuściłeś sprawę.
Wiesz, to wszystko prowadzi do tego, że skoro te patronaty i tak niewiele dają, to nie warto o nie zabiegać. Przy czym są tacy, którzy się starają, ale to wyjątki. Przy „Journey / Evolution” były tylko dwa loga – phono.pl i Vinyle Reda (teraz dustyroom.pl).

Chciałbym zapytać też o Twoją wytwórnię, Queen Sizen Records. Jak wygląda praca w tak niewielkim labelu?
Nie znam z autopsji specyfiki pracy w innych labelach. Chłopaki nie mówią mi, co mam robić. Jak chcę sobie wydać jakąś płytę sam, to sobie wydaję i nie ma o to zgrzytów. Nie mam też ograniczeń, z kim będę nagrywać i gdzie. Nie mam też budżetu na promocję. Jest za to sos, gdy chcę nagrać z kimś z zagranicy. Wiesz, to jest mały label. Wszyscy robimy to po godzinach. Jeśli koszty wydania płyty się zwrócą po wyprzedaniu nakładu, to jest dobrze.

A podpiszesz się po tym, co powiedział Metro w wywiadzie u Dawida Bartkowskiego? Że jesteście nienormalnymi ludźmi z pasją?
Normalni ludzie są nudni (śmiech). Normalny człowiek by to wszystko dawno zostawił i nie bawił się w tę całą muzykę i wydawanie. Pomyśl, że gdyby taki nakład pracy, systematyczność i potencjał zainwestować w jakiś biznes, to po iluś latach prawdopodobnie dałoby to zupełnie inne perspektywy życiowe. Ja od tak dawna w taki czy inny sposób próbuję zajmować się muzyką, że nie pamiętam, czy było coś wcześniej. Jeśli jest grupa ludzi, z którymi możesz przez długie godziny rozmawiać tylko o samych płytach i praktycznie temat nie zostanie nigdy wyczerpany, to nie wiem czy ci ludzie są normalni. (śmiech) „Crazy Cratediggers” taki tytuł będzie miał jeden z numerów na „JE2”.

Czyli mimo tego, że opisuje się Ciebie jako niedocenionego, to Ty i tak jesteś spełnionym i szczęśliwym człowiekiem?
Widzisz, ja w pewnym momencie zacząłem postrzegać sukces nie jako sukces komercyjny, lecz jako osiągnięcie pewnego poziomu umiejętności, do którego zmierzam i do którego nadal mi daleko. Bardziej mnie interesuje, żeby zrobić jeszcze lepszy album, niż żeby być popularnym. Z drugiej strony, mimo że wydałem trzy albumy na wosku i kilka na CD, to nadal bardzo rzadko mogę o nich przeczytać. Zawsze fajne jest, gdy ktoś o tym pisze. Najfajniejsze jest, gdy ten ktoś zrobi to sam z siebie. Na jakiejś stronie, o której kompletnie nie wiedziałeś. Najśmieszniejsze jest to, że ci ludzie, którzy prowadzą te różne blogi w Polsce, wiedzą o płytach moich i Metra. Mało tego, czasem coś gdzieś wspomną w komentarzu, w poście na FB czy gdzieś indziej, ale ciężko by zrobili recenzję czy jakiś artykuł, bo pisanie o nas nie wiąże się z dużą liczbą wyświetleń. I w ten sposób, jeśli ktoś powinien naszą muzykę poznać, to jej nie pozna. Ale wiesz, niech każdy pisze, o czym chce. Jego blog, jego problem. Ja nie mam o ten brak fejmu, recenzji czy wyświetleń pretensji do świata czy kogokolwiek (śmiech). Jestem ponad tym. Uważam to za pewien etap twórczej dojrzałości. Są ważniejsze rzeczy w życiu niż to. Jednak zauważam, że ten problem nie dotyczy tylko mnie, że mało komu się chce pisać czy wspominać o tych „trudniejszych” projektach. W paru miejscach spotkałem się z opinią, że moja płyta, Metra i Tasa to jedne z najciekawszych płyt rapowych w 2015 roku, tylko czemu ja tego nie czytałem, kiedy wyszły? Dzisiaj młodzi raperzy nazywają siebie undergroundem, a to, co robią to często pop-rap. Przy czym underground powinien być taką niekomercyjną, ambitną, muzyczną rewoltą, a nie chęcią nabicia kolejnych wyświetleń na YT. Kiedyś, żeby zaistnieć w głównym nurcie, musiałeś spłacić swój dług w podziemiu, zapracować tam na szacunek i tak dalej,  wtedy dopiero mogłeś iść w mainstream. Dzisiaj ci młodzi chcą od razu być w głównym nurcie. Ale może za dużo wymagam od tych ludzi, skoro pewnie, jak przypuszczam, nic nie wiedzą o kulturze hip-hop i jej historii.

Właśnie, sporo u Ciebie czysto ideologicznego podejścia.
Wiesz, to pewnie też wynika z tego, że mnie muzycznie ukształtował nie mainstream, a właśnie ta scena niezależna, gdzie liczy się skills, a nie fejm.

Przejdźmy do muzyki, w tym roku akurat można było o niej sporo pisać – spod Twoich skrzydeł wyszły aż trzy materiały. Najważniejszy z nich to „Journey / Evolution”. Dlaczego słuchacze powinni się z nim zapoznać?
To pytanie raczej do recenzentów niż do mnie. Mnie osobiście jest ciężko oceniać czy określać swoją muzykę, bo jestem zbyt subiektywny w tym względzie. „Journey / Evolution” jest swego rodzaju podsumowaniem kilku lat mojej pracy. Jest to płyta zamknięta w klamry pewnego konceptu, historii. Podróż = Ewolucja = Cratediggin = Poszukiwanie. To równanie można również odnieść do życia. Płyta ta zaczyna się tutaj, na ziemi, a kończy podróżą na księżyc i dalej w kosmos. Mam na niej kilka numerów z raperami i innymi muzykami. Pojawiają się m. in. J. Sands (z Lone Catalyst), Audessey (Mass Infulence / Sound Sci), Venomous 2000, Cor Stidak, Mehdi Cee z ekipy Boom Bap Cats czy nasz polski Leon Raz, który rapuje tam po angielsku. Na gramofonach głównie jest Slime, a w jednym numerze Dj Przeplach aka Plash. Dodatkowo do numeru o podróży na księżyc syntezatory i flet dograł Marek Pędziwiatr. Obok „Fonoteka Archives” jest to najbardziej dopracowana i najlepiej brzmiąca moja płyta.

Niektóre z utworów z „Fonoteka Archives” można było wcześniej usłyszeć na płytach „Fonoteka Remixed”. Te jednak zniknęły z sieci. Estrada Nagrania definitywnie upadła?
Fonoteki nie ma w internecie i nie będzie. „Fonoteka 8” miała być Fonoteką ostatnią. 77 Cuts planował od jakiegoś czasu nowy, zupełnie inny projekt, który mam nadzieję, że kiedyś się ukaże.

Światło dzienne ujrzały też niewypuszczone wcześniej kawałki zawarte na płycie „UNRELEASED, DEMOS AND MORE vol. 1”. Co odróżnia ten projekt od poprzednich – jest tam polski rap. Planujesz jeszcze podobny projekt?
Jak zrobiłem „12 Beats Sound Vol. 1.7”, planowałem dwa kolejne albumy. Polskojęzyczny i anglojęzyczny. O ile anglojęzyczny wyewoluował do postaci „Journey / Evolution”, tak ten polskojęzyczny to właśnie ostatni release, ale w wersji „demo”. W pewnym momencie pracy nad tym polskim projektem byłem już mocno zmęczony. Polscy raperzy to ludzie, których trzeba ścigać, by nagrali ci obiecane zwrotki. Efekt jest taki, że projekt ten nie został nigdy ukończony we właściwy sposób. Stąd wyszedł jako „demo”. Na pewno będę jeszcze produkował numery, w których ktoś będzie rapował po polsku.

Ale na typowo polskojęzyczny projekt nie ma co liczyć?
Ciężko jest mi wyobrazić sobie sytuację, że będę chciał zrobić album „producencki” z zaproszonymi polskimi raperami. Mam jeszcze wokale do niewydanego numeru z Junesem, który muszę zremixować i puszczę go jako pojedynczy numer.

Co zatem usłyszymy od Ciebie w 2016 roku?
„JE 2” planuję dopiero na rok 2017. Możliwe więc, że w 2016 będzie to cisza. Powoli pracuję pobocznie nad projektem, który może wyjdzie w 2016, a może w 2017. Na razie pracujemy ciągle nad formułą. Rok 2016 celowo zaplanowałem sobie w taki sposób aby przejść na level wyżej i żeby „JE 2” było kolejnym stadium mojej muzycznej ewolucji. Czy mi się to uda? Czas pokaże.

A na „Skwerbombingu” znajdziemy jeszcze coś od Ciebie?
Na „Skwerbombingu” jest, jak już słyszeliśmy, jeden wyprodukowany przeze mnie numer Elabs Crew z roku 2012 z sesji na płytę, której nigdy nie skończyliśmy. Pojawić się tam może też numer „Plecak”, który zrobiłem z Ochem i Slime’em. Numer ten trafił na „UNRELEASED…”. Raczej to wszystko. Chyba że coś zrobiłem i kompletnie zapomniałem. Widzisz, ten „Skwerbombing” powstaje tak długo…

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.