„Nie traktuję swoich słuchaczy jak idiotów” – wywiad z Golinem

Golin 'MKW' - Okładka
Po świetnie przyjętych „Katakumbach”, Golin kazał nam czekać aż cztery lata na nową płytę. Wydane w 3/4 UDGS „Miasta krzywych wież” z miejsca przykuły wielu fanów do serwisu genius.com, gdzie mogli rozkminiać linijki swojego idola. Jeżeli mogę nieco przedłużyć ten wstęp, to muszę przyznać, że zafascynował mnie proces twórczy tego albumu. Golin odnosi się do mnóstwa rzeczy z kręgów kultury, historii, literatury czy filmu, przy okazji skacząc pomiędzy wieloma wiekami. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, w jak wielkim kotle należało to wszystko wymieszać, nie tracąc przy tym sensu. Wspomnieliśmy o tym w rozmowie, której przeprowadzenie nie było proste: Golin jest, jak przypuszczam, w ciągłych rozjazdach, zaabsorbowany swoimi sprawami, toteż trudno go złapać, choć na chwilę. Niemniej udało się i jestem bardzo zadowolony z tej bardzo interesującej rozmowy. Mimo tego, że nasz kontakt był dość ograniczony, to czytając jego odpowiedzi czułem zetknięcie z kimś o niebywale szerokich horyzontach. Mam nadzieję, że przy okazji kolejnej płyty będzie nam dane porozmawiać dłużej i rozwinąć wszystkie poruszone w tym wywiadzie tematy.

Mateusz Osiak: Wydałeś „Katakumby” i… zniknąłeś.

Golin: Dokładnie tak. Można by powiedzieć, że tytuł albumu oraz wydźwięk jego ostatniego numeru trafnie przełożyły się na rzeczywistość. A już poważniej, moja mała aktywność hiphopowa to mój świadomy wybór. Jeśli nie jestem w stanie stworzyć czegoś, z czego będę w stu procentach zadowolony, to tego nie robię. Nie widzę siebie w roli kogoś, kto puszcza materiał na siłę, pod presją czasu, byle tylko zaistnieć w rapowym półświatku, który notabene nie przypadł mi do gustu. Myślę, że tanie sposoby na większą rozpoznawalność w Polsce są powszechnie znane, ale to po prostu nie jest moja droga.


Jednak na początku sam starałeś się w niego wbić w ten półświatek – brałeś przecież udział w akcji Popkillera.
To naturalne, że chciałem dotrzeć ze swoją twórczością do dalszego odbiorcy. Natomiast nigdy nie brałem udziału w wyścigu o popularność, używając jakichś żenujących metod: nie walczę w wojnie o lajki, nie jestem częścią układów hip-hopowych ekip i ich barw klubowych. Chęć wybicia się za wszelką cenę i bycia sławnym zdominowała dzisiaj wartość twórczości raperów. No i oczywiście te przełożenia rynkowe… Czy Tobie podoba się świat, w którym Gang Albanii sprzedaje parokrotnie więcej płyt niż Łona? Mnie nie, ale to tylko moja skromna opinia.

Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na nowy krążek?
Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim „Miasta krzywych wież” to album podróżniczy: przejechałem tysiące kilometrów zanim przybrał właściwą mu formę. Sam proces twórczy w moim przypadku to skomplikowana, żmudna praca, moje zeszyty przez ilość referencji w nich zawartych przypominają bardziej zapiski z fizyki kwantowej niż teksty rapowe. Kolejna rzecz to problem z doborem bitów. Współpraca z paroma producentami spaliła na panewce, całe szczęście Szpalowsky wykonał tytaniczną pracę, potem Trepson dołożył do tego jedną perełkę i tak powstały „Miasta krzywych wież”.

Kolejny raz okazuje się też, że 3/4 UDGS jest dobrym miejscem dla takich twórców, jak Ty. 
Załoga 3/4 UDGS działa bardzo profesjonalnie i z pełnym oddaniem sprawie. Szczególnie zaangażowany w wydanie „Miast krzywych wież” był Wicher, któremu chciałbym serdecznie podziękować, gdyż bez jego wsparcia i rzetelnej pracy nie wiem, kiedy moja płyta ujrzałaby światło dzienne. Były jakieś nieoficjalne propozycje z innych dużych labeli, ale nie widziałem tam dla siebie miejsca.

Mówiłeś wcześniej o podróżach. Odwiedziłeś wszystkie miejsca, o których piszesz w  „Miastach krzywych wież”?
Odwiedziłem znakomitą większość miejsc, o których rapuję na płycie, niestety, nie udało mi się wszystkich, głównie ze względu na skomplikowaną sytuację geopolityczną, jaka panuje w tych zakątkach świata. Głęboko wierzę, że pewnego pięknego dnia, będę mógł skompletować moją listę. Oczywiście w tak zwanym międzyczasie udało mi się odwiedzić sporo miejsc, które nie znalazły się na „MKW”. Prawdopodobnie wykorzystam te doświadczenia w trzeciej częściej sagi.

Sądząc po ogromie tematów, do których nawiązujesz na płycie, na książki i filmy poświęcasz pewnie niemało czasu.
Jeszcze parę lat temu filmy absorbowały mnie bardziej, teraz zdecydowanie górują książki. Jestem wielkim fanem audiobooków, doceniłem je właśnie przy okazji podróży. Często padają pytania o ulubionych autorów, więc oficjalna wersja to Umberto Eco i Albert Camus.

Wspomniałeś autora „Obcego”, na płycie mówisz też między innymi o Marrakeszu i innych arabskich miastach. Jak widać, Orient odgrywa w Twoim życiu znaczną rolę.
Fascynacja Orientem dojrzewała we mnie przez lata. Wschodnia część świata to dla mnie brak stabilizacji, brak komfortu i wszechistniejący chaos, czyli idealne miejsca na wyprawy. Możliwość pokonywania samego siebie, własnych ograniczeń, poszerzenia horyzontu, to główne powody, dla których się rusza z domu. Nie wyjeżdżam po to, by spędzić tydzień leżąc i wygrzewając się przy basenie w Egipcie. Prędzej po to, by móc nauczyć się garbowania skór w Marrakeszu czy zaznajomić ze starymi plemionami Berberów mieszkającymi w górach Atlas.

Przyznam, że dla mnie to kompletna abstrakcja i nawet nie mogę sobie tego wyobrazić, dlatego muszę zadać na raz kilka pytań: Jak to wszystko wygląda? Mówisz sobie: „Jadę do Maroka” i robisz listę rzeczy, jakie chcesz tam zrobić? Ktoś Ci w tym pomaga? I skąd w ogóle brać na to pieniądze? Przede wszystkim trzeba mieć jasno określony cel, w jakim się jedzie w dane miejsce. Wyjazd poprzedzają skrupulatne przygotowania, odpowiedni research, jednak nieoceniona jest pomoc tubylców. Jak wszędzie oczywiście chodzi o informację, więc odbywamy masę rozmów, telefonów i tworzymy  swoistą  sieć kontaktów. Kosztuje to wszystko sporo wysiłku organizacyjnego, ale w każdym miejscu znajdą się osoby, które zechcą Ci pomóc. Finansowanie dalekich podróży zawsze wydawało mi się problemem nie do przejścia, ale okazało się. że wypadkowa ciężkiej pracy, oszczędności, wielu osobistych wyrzeczeń, a przy tym polowania na okazje pozwoliła mi ruszyć się z domu.

Na „Miastach krzywych wież”  pojawiają się też linijki o wierze  – dość niechętnie odnosisz się do chrześcijaństwa.
Tak, śmiało można mnie ująć za sceptyka. Chrześcijaństwo, jego doktryny i historię akurat najlepiej znam, stąd częściej do niego nawiązuję niż do innych systemów wierzeń. Religioznawstwo to ciekawa dziedzina głównie z punktu widzenia antropologii, staram się jednak patrzeć na to dość chłodnym okiem.

I naprawdę wolisz prawo Szariatu niż Dekalog?
Wers, który pojawił się w utworze „7”, do którego teraz nawiązujesz, dotyka zupełnie innej kwestii, mianowicie niskiej jakości naszych elit politycznych. W krajach skandynawskich chociażby, premier rządu, który jest zamieszany w aferę korupcyjną podaje się natychmiastowo do dymisji. W okresie Edo plama na honorze Japończyka kończyła się rozpruciem sobie brzucha. W Polsce politycy robią dobrą minę do złej gry, udają, że nic się nie stało, społeczeństwo wzrusza ramionami i w końcu uznaje to za normę. Zgoda, ucinanie rąk za kradzież to skrajność, ale ten przerysowany wers ukazuje smutny obraz naszych niskich standardów politycznych.

Cała płyta, swoją drogą, niektórym może wydać się zbyt trudna. Wiele odniesień, nawiązań, nazw własnych. Chcesz edukować i prowokować ludzi do myślenia?
Zdecydowanie nie jest to płyta dla każdego, bo jest jakaś, jest specyficzna. „Miasta krzywych wież” to medyna z jej wąskimi uliczkami i ciasnymi alejkami, jeden wielki labirynt myśli i spostrzeżeń, w którym łatwo zagubić drogę. Jak można odkryć piękno przebytej drogi nigdy do końca nie zagłębiając się w sam środek wiru wydarzeń? Ta płyta wydaje się trudna na pierwszy rzut ucha, ale ja mam zaufanie do swoich słuchaczy. Nie mam zamiaru traktować ich jak idiotów, wręcz przeciwnie, podzielę się chętnie z nimi swoimi najbardziej wydumanymi zainteresowaniami. Food for thought tak zwany.

We wkładce piszesz też o kolejnym, tajemniczym projekcie. Masz już wizję jak będzie wyglądał? I skoro ma on zamknąć trylogię, to czy są już jakieś plany na to, co będziesz nagrywał później?
Na pewno powstanie projekt z Ensonem i obaj mamy przeczucie, że to będzie coś dużego. Jakiś czas temu zacząłem również projekt z Wezyrem, do którego chce wrócić po premierze „Miast krzywych wież”. Odnośnie ODB – ostatniej części trylogii, to mam już zamysł, ale nie chciałbym zdradzać szczegółów, powiem tylko, że wizja zrodziła się podczas mojego pobytu w Japonii. To będzie prawdopodobnie wszystko, co wyjdzie spod mojej ręki.

Znasz już jakieś przybliżone daty tych projektów czy dalej wszystko jest w fazie startu?
Najbliżej ukończenia jest obecnie projekt z Wezyrem, mamy nagrane parę tracków. Z resztą materiałów jesteśmy dopiero na początku drogi.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.