„Panom polecam mniej komputera, więcej piłki nożnej, paniom – więcej książek, mniej seriali” – wywiad z Kamelem

W tym roku miała miejsce premiera pierwszego krążka Kamela “Droga Kamelita“. O tej płycie, o południowych cykaczach, o polityce, o piłce nożnej, o Leopoldzie Tyrmandzie, a także zniewieścieniu mężczyzn możecie przeczytać w wywiadzie z Kamelem.

Mateusz Osiak: Gdzie Ty się podziewałeś od 2004 roku?
Kamel: Po słynnym i pionierskim dla polskich bitew WBW, do którego pijesz, zacząłem rozglądać się za opcją nagrania jakiegoś materiału, przy czym przez różne opcje aż do tego roku nie doszło to do skutku. Szukałem stylu, szukałem siebie i swojego miejsca na ziemi. Zaliczyłem emigrację, po części zarobkową, po części właśnie w opcji znalezienia odpowiedzi „co dalej?”. Zakochałem się w Londynie, będę regularnie tam wracał. Polecam każdemu „głodnemu życia” człowiekowi na krótszy bądź dłuższy romans z tym miastem, ale bez nastawiania się na zarobek, bo myśląc w ten sposób łatwo zgorzknieć i znienawidzić tę metropolię. Ze względu na studia znalazłem sobie jakieś fuchy w mediach, pisałem o rapie, a także różne felietony i artykuły w prasie polonijnej w Londynie.

A co z rapem?
Należałem jakiś czas do Fandango ekipy, z którą w 2009 nagraliśmy pionierski mixtape, gdzie na porządku dziennym były kolaboracje, w których obok siebie rapowali np. Żary, Skorup czy choćby Mops Bebsky. Były kawałki grime’owe, był pijacki hymn „Alkoholik”, diss na gejów, jakieś covery etc. Polecam ściągnąć z sieci, bo wydaje mi się, że to jednak mocno niezauważona pozycja, a zapewniam, że się nie zawiedziecie. Graliśmy trochę koncertów z SiwymDymem, u którego byłem na ep, poprowadziłem trochę imprez, sędziowałem bitwy tu i ówdzie. No i ciągle nagrywałem jakieś featy (choćby na Smagalaz czy też Grube Jointy), swoje numery. Efektem tego jest „Droga Kamelita” w opcji „This is my demo” jak Sway Desafo.


„Zwariował świat” to kawałek atakujący między innymi Wyborczą i Unię Europejską, czyli polityczną lewicę, uważasz, że to właśnie lewica jest odpowiedzialna za to, że „świat zwariował”?
Mówiąc całkiem serio też chciałbym, żeby świat wyglądał jak w największym hicie Johna Lennona, no ale niestety… Jak pokazuje historia, ideologie mówiące o równości w największym stopniu tę nierówność powiększały. Tolerancja w wydaniu lewicy nie ma już nic wspólnego ze swoim pierwotnym znaczeniem. W większości przypadków chodzi o narzucenie swoich poglądów, obyczajów, wierzeń. Przecież politycznie poprawne feministki ubiegając się o parytety w sposób najbardziej jaskrawy deprecjonują kompetencje kobiet, analogicznie zatrudnianie kogoś bądź przyjmowanie na uczelnie ze względu na kolor skóry (TO jest właśnie rasizm!). Jak może o tolerancji i szacunku mówić mi ciota (tak, CIOTA, nie gej czy homoseksualista bo to, co kto lubi w łóżku tudzież poza nim jest jego prywatną sprawą i nic mi do tego. Ja mogę z moją partnerką lubić się ciąć, biczować i wkładać ostre narzędzia w miejsca intymne, ale nie oznacza to, że każdemu będę wmawiał, ze jest to NORMALNE!) latająca po głównych ulicach metropolii półnago lub będąc przebranym za księdza czy zakonnice z krzyżem w opcji seksualnego stymulatora z pogardą do „ciemnogrodu” instytucji rodziny i normalnych relacji heteroseksualnych?! Oni sami robią sobie „kuku”. Bo ile osób miałoby problem do gejów pokroju Tomka Raczka? A już największą hipokryzją jest ubieganie się o związki partnerskie z lamentem na ustach, że niby partner nie może dowiedzieć się o stanie zdrowia czy regulować spraw majątkowych. A przecież elementarna znajomość prawa cywilnego, opcji pełnomocnictw etc. wystarcza, by wiedzieć, że takiego problemu NIE MA! Więc o co tu chodzi?! Zaś wszystkim piewcom „multikulti” polecam choćby półroczną emigrację do Londynu czy Paryża by przekonali się, że przysłowia są faktycznie mądrością narodu i hasło „dasz palec wezmą całą rękę” ma się coraz lepiej.

Jak ma się ten prawicowy kawałek do nieco obrazoburczego i prześmiewczego momentu w teledysku, gdzie refren śpiewa stojący przy ambonie ksiądz?
Nadinterpretacja. To po prostu odegranie roli. Przez splot różnych wydarzeń stałem się osobą dużo mocniej wierzącą. A księża też ludzie, więc obok szlachetnych jednostek są też totalnie skurwiałe. Szkoda, że już na starcie, częstokroć już przy pierwszej komunii, przez wesela aż po pogrzeb (o czym boleśnie przekonałem się chowając ojca) potrafią tak skutecznie za sprawą buty, bezczelności, pazerności i hipokryzji zniechęcić człowieka do tak pięknej religii. Kolejna rzecz – zamiatanie pod dywan sprawy pedofilii czy też agentury w kościele stoi w grubej opozycji do biblijnego „prawda was wyzwoli”. Bliski mi jest pogląd na kapłaństwo księdza Isakowicza-Zaleskiego.

Prawicowe poglądy nie gryzą się z hedonistyczną wymową innych tracków (np.”Grzesznik„)?
„Bo w każdym z naaas siedzi dobro i złoo, potrzeba nam do życia w pewnym sensie tłooo” (śmiech). Błądzić ludzką rzeczą. A jak to napisał Ziemkiewicz: „Co niby taki ateista ma z grzeszenia?”. A co do „Grzesznika” to, przynajmniej w mojej zwrotce, jest to rzecz o pokusach i „złych nawykach”. Autentyczne historie. Bardzo osobisty kawałek…


Nagrałeś też kawałek z Majkelem, a na Marszu Niepodległości stał on (czy też miał stać) po drugiej stronie barykady.
Z Majkelem znamy się już kupę lat i wiele przeżyliśmy wspólnych, szalonych, mocno rock’n’rollowych epizodów (śmiech). Faktem jest, że oboje wyrośliśmy na punk rocku, który z natury rzeczy jest antysystemowy, więc sprawy społeczno-polityczne od łebka były nam bliskie. I to się nie zmieniło, przy czym ideologicznie on poszedł w jedną, ja w drugą stronę. Tyle, że nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy nagrywać. Raz, że to ziom, dwa, że zajebisty raper, kozacki tekściarz, jeden z tych typów, których jestem zawsze ciekawy co nawiną. Jeden z niewielu, któremu byłoby mi ciężko napisać hipotetyczną zwrotkę przed przesłuchaniem kawałka czy featu… A w przypadku 3/4 raperów w tym kraju nie byłoby to problemem (śmiech). Inna rzecz, że kiedyś po pijaku rzuciłem Majkelowi taki patent, żeby zrobić wałek „Prawy do lewego” społeczno-polityczny numer w polsko-imieninowo-alkoholowo-awanturniczym sosie (śmiech). Kto wie może powstanie jeszcze takie coś. Według mnie byłoby to fresz.

Czemu nie zagłębiłeś się bardziej w tematykę polityczną?
„Droga Kamelita” to taki jakby mój przekrojowy materiał demonstracyjny, więc raz, że brak miejsca. Dwa – nie chcę zabrzmieć megalomańsko, ale wolałbym być jakimś zapalnikiem do poszukiwań niż rapowym trybunem ludowym. Polecam sprawdzać, co pisze i  Gazeta Polska i  Wyborcza. Zastanowić się, czy obiektywne dziennikarstwo to to prezentowane przez Lisa, Pospieszalskiego czy może żadnego z nich. Przekonać się, że pomimo medialnych wyskoków Terlikowskiego Fronda.pl jest potężnym i wartościowym źródłem wiedzy o świecie, że publicystykę Żakowskiego warto zweryfikować choćby z Ziemkiewiczem. Sprawdzić, co o „hajsie” pisali Keynes i Friedman, a pogląd na hasło „honor” uformować po lekturze zarówno Michnika i Łysiaka. Myślenie nie boli, a wręcz jest jedną z przyjemniejszych rzeczy, jakie możemy robić na tym padole. Ale u nas większość nie myśli. U nas większość „studiuje”! Swoją drogą, tuż przed premierą „Drogi Kamelita”, nagrałem tematyczny kawałek z Ciechem i Pjusem (rapującym!) pt. „Lemming”, który już niedługo powinien ujrzeć światło dzienne, a także „społeczno-polityczne” featy na płyty Boneza i Tymina z Peusem.

Na „Drodze Kamelita” pokazujesz się z wielu stron. Mamy spokojny, truskulowy rap i południowe cykacze. Sam też słuchasz różnych nurtów muzycznych w rapie?
Tak. To tak jak z filmami, książkami, kobietami czy czasopismami. Może być horror dobry i zły, blondynka ładna i paskudna etc. Inna rzecz, to „jakie życie taki rap”, więc najważniejsze jest mięso, czyli treść. Forma i estetyka jest dobierana w zależności od tego, co w danym momencie katuje w playerze. Moim największym idolem rapowym jest Jay-Z. Zobacz, on nagrywał pod mega klasyczne rzeczy, przez stricte southowe gówna, aż po grube odjazdy jak „Come and Get me” czy ostatnia płyta z Kanye. Mam podobnie. East, West, South rap z UK- biorę z tego co najlepsze i przepuszczam przez siebie!

Refren w numerze „Jestem tym”, to follow-up do „A Millie”. Co powiesz o Weezym polskim fanom? Wielu z nich uważa go za, dosadnie mówiąc, skrzeczącą małpę. Jak można się przekonać do Cartera?
Jak słusznie nawinął VNM „90 % słucha rapu nie kuma Angola”, to po pierwsze. Dlatego najmocniejsza cecha warsztatu Wayne’a, czyli kozackie, mocno abstrakcyjne nieraz mocno ćpuńskie gry słowne, porównania czy też punchlines odpadają na starcie dla takiego słuchacza. Po drugie to zajebisty przykład jak być „independent as fuck” i osiągnąć sukces. Z typem chcą nagrywać wszyscy, jest jednym z ostatnich w rap grze, który na luzie sprzedaje „bańkę” płyt, przy czym te płyty wartość „komercyjną” mają mniejszą niż wielu słuchaczy chciałoby tam słyszeć. Wreszcie po trzecie jest cholernie pracowitym, płodnym typem (polecam filmiki na youtube, na których koleżka nie przestaje nagrywać nawet w hotelu), z którego przykład powinna wziąć większość naszych raperów męczących się miesiącami nad 16. Tak przy okazji niezwykle zabawny jest miernik niektórych naszych słuchaczy, którzy wartościują tekst według czasu jego powstawania. A przecież to „czysta zajawka zero przemyślenia”. Uważam, że najlepsze rzeczy powstają właśnie na zabawce (spowodowanej czy to bitem, czy zdarzeniem czy nawet atmosferą w studio) w parę minut. A sprawy warsztatowe, nagromadzenie rymów, porównania, podwójne dna i inne sztuczki biorą się z tego, co masz w bani. Polecam zapoznanie się z opcja pisania tekstów opisaną przez Jaya- Z w „Decoded”, której to pozycji niestety nie ma jeszcze w naszej wersji językowej. A jak słusznie nawinął VNM… (śmiech).

Zazdrościsz Buczerowi kawałka z Lil Waynem?
Pewnie, że zazdroszczę. Kozacka sprawa! Wyobrażam sobie, że Buczer musi się jarać tym faktem jak dziecko. Miałbym to samo. Generalnie mocno żenujące jest dla mnie doszukiwanie się tego czy i ile za to zapłacił, czy to remix, czy to odrzut etc. Koleżka jest w numerze ze swoim idolem i styka. TURBO zajawka. Zawsze mega szacun dla akcji ala Peja, Ostry, czy w tym przypadku Buczer, którzy realizują swoje marzenia i – jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi – kochają rap. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jestem fanem „multilingwistycznych” kawałków.

W USA newschoolowe  produkcje dominują rynek i przyciągają słuchaczy. Uważasz, że dalsze tworzenie klasycznego brzmienia, czyli poniekąd robienie wtórnego rapu, ma sens?
Siekanie nonstop cykaczy też może być wtórne. Powiem tak; jaram się eksperymentami, mam bardzo eklektyczne podejście zarówno do słuchania jak i tworzenia muzyki. Uważam, że mam predyspozycje, by to robić. Cenię sobie takie podejście u różnych artystów, ale nic na siłę. Niech każdy robi jak chce, czuje, lubi. Słuchacz oceni. Ja jestem słuchaczem i jak mnie coś muli daję „stop”. Kozackiej muzyki nie brakuje, wręcz jest jej nadmiar.

W Polsce mało kto próbuje nagrywać pod południowe bangery, ile czasu minie zanim próby eksperymentowania z flow czy z muzyką wygrają ze schematycznym, kwadratowym flow i bitami opartymi na samplach?
Mało, niemało, choć faktycznie dużo mniej niż pod klasyczne rzeczy. Przez co jeszcze zabawniej brzmią zapowiedzi płyt w opcji: „przepełnione klasycznym, samplowanym brzmieniem, którego tak bardzo brakuje w zalewie plastikowej papki” (śmiech). Nie wiem, z czego to wynika. Pamiętam, że już w oldschoolowych czasach w Klanie hejtowany był south i wszelkie „plastiki”. U nas coraz więcej raperów zaczyna eksperymentować. Część nie powinna tego robić (albo przynajmniej robić to w studio aż wyjdzie git, a nie puszczać na płyty, bo jest to skandaliczne). Inna rzecz, że u nas za eksperyment i nowoczesne uważa się szybkie nawijanie, z którego zrobiono wyścigi. Uważam, że ciężej nagrać coś wolnym, spokojnym flow, które będzie kozackie rytmicznie itd. Numer Raz u nas to potrafi… No fajnie, fajnie. Kibicuję wszystkim idącym „do przodu”, jednocześnie ironicznie podśmiewając się lekko z raperów, którzy odkrywają grime dekadę po jego powstaniu czy określających dirty south jako nowoczesny hip-hop, no ale wiedza polskich raperów to w większości przypadków dramat i temat rzeka.

Jesteś na bieżąco z polską i amerykańską sceną?
Jak najbardziej. I tu i tu mam swoje konie, które obstawiam w ciemno. Sporo też szukam. 90% tego sprawdzania polskich płyt odbywa się w opcji Magdy Gessler, czyli degustacja 15-30 sekund każdego kawałka i wyplucie z niesmakiem na ustach. Ale zdarzają się perełki. W Stanach według mnie najciekawsze rzeczy dzieją się na mixtejpach. Brak kalkulacji rynkowej, zaskakujące kolaboracje. Zdecydowanie polecam digging mixtejpowy.

Co poleciłbyś słuchaczom z tego i z poprzedniego roku?
W zeszłym roku w Polsce to na pewno albumy Mesa, Sokoła z Marysią oraz Te-Trisa. O tych pierwszych napisano i powiedziano już wszystko. O albumie trzeciego powiem tylko, że był  to papierek lakmusowy na niedojrzałość dużej części odbiorców. Niestety nasi słuchacze często cenią „rap o życiu, w którym nie ma życia”, a album Teta kipiał życiem. Prawdziwy rap dla dorosłych. Mam nadzieję, że takiego dojrzałego rapu będzie dużo więcej. Do tego na pewno Hades, Okoliczny Element, Sobota, Fokus, Jeżozwierz. Z zagranicy na pewno „Carter IV” Lil’a, do tego WC „Revange of Baracuda”, któremu Ice Cube powinien oddać tytuł swojej ostatniej solówki, plus musiałbym tu wymienić przynajmniej z 20 płyt m.in. Skepta, J.Cole, Kendrick Lamar, Jay&Kanye, Snoop, E-40 etc. W tym roku w Polsce dobre albumy to, póki co, ten VNM-a (choć jako fan wolałbym żeby trzymał bardziej w ryzach swoje „inspiracje”) a także Laika, z którego mega asa robią bardziej celne obserwację, brud i wkurwienie niż abstrakcyjne skojarzenia. Bardzo fajnym albumem – pod względem tekstowym wręcz kapitalnym – jest też debiut Hukosa. Choć eksperymenty z flow są tu straszne. Z USA przede wszystkim Big K.R.I.T. „4eva N A Day” – najlepszy kontynuator spuścizny Pimpa C i antidotum dla wszystkich pogrążonych w żałobie po UGK. A przy tym tekściarz lepszy niż Bun z Pimpem razem wzięci! Na pewno album B.o.B „Strange Clouds”. Definicja tego jak według mnie powinien brzmieć mainstreamowy rap zza wielkiej wody. Przebojowo, eklektycznie, bardzo melodyjnie, świeżo, przyswajalnie dla ogółu, przy czym bez wpadania w miałkość. Do tego gospodarz z niegłupimi tekstami z wzorcowym warsztatem rapowym, bardzo muzykalny w dodatku całkiem niezły wokalista. Drugą rzecz to album „Cancer for Cure” El- P, który okiełznał swój offbeatowy flow i nie rezygnując ze swojego ciężkiego, brudnego brzmienia w końcu nagrał komunikatywny z słuchaczem album. Bardzo fresz! Rzecz jasna poprzestałem tu na rapie, który jest tylko ułamkiem muzyki, której słucham na co dzień.



Na „Drodze Kamelita” pojawia się wielu gości z różnych środowisk w polskim rapie. O ile obecność Te-Trisa czy Kedyfa nie jest zaskakująca, bo regularnie pojawiają się gościnnie w podziemnych produkcjach, to zaproszenie Ciecha i Soboty jest sporym wyczynem. Jak doszło to tej współpracy?
Bierze się to przede wszystkim stąd, że ja nie jestem raperem z Internetu. Zagrałem mnóstwo koncertów, prowadziłem festiwale, brałem udział w bitwach i szlifowałem styl nagrywając dziesiątki kawalin dla samej zajawki nagrywania bez dzisiejszego śmiesznego schematu „taka zwroteczka, bez mixu, trochę stara, teraz rapuje już lepiej, ale sprawdźcie” i spamujemy gdzie się da (abstrahując już od faktu, że – jak pokazuje nasza scena w opcji „kariera rapera” – to oni mają rację, nie ja). Ze wszystkimi raperami na płycie znam się osobiście, każdy wiedział, jak rapuję i jakim jestem typem w cztery oczy. To oldschoolowe podejście, ale myślę, że warte celebrowania.

Jak już mówiliśmy, Twój nowy album to dość różnorodna płyta. Następna będzie bardziej spójna pod względem muzycznym?  
Na pewno. W zasadzie nagrałem już materiał mc/producent z Juicy pt. „Sok z Kameleona”. Czekam na gości i składamy to w całość. Spójny brzmieniowo materiał w stylistyce bangerowo-southowej, w treści zrobiony na modłę mainstremowych albumów ze Stanów – trochę bragga, trochę klubingu, kawałki mocno osobiste, rozkminkowe, wspomnieniowe, do tego zaskakujące posse cuty. Całość albo w wakacje albo tuż po. Mam już gotowy materiał na album z Czarlsonem, nagrałem już 4 numery. Tu z kolei będzie dość klasycznie – acz różnorodnie – w muzyce, bardzo życiowo w treści, plus jak zwykle wachlarz różnych flow. Dużo wokaliz mało featów. To też jakoś na jesień. No i ostatnia rzecz, czyli album Basstards z Mopsem i SiwymDymem, który miał być w założeniu albumem dubstepowym, ale będzie to raczej fuzja nowoczesnej muzyki miejskiej podlana zabójczym flow całej trójki. Tu problem jest natury logistycznej, gdyż ja jestem u siebie, Mops w Berlinie a Siwy w Warszawie, a nie wyobrażam sobie nagrania tego materiału drogą korespondencyjną.

W którym kierunku chcesz się dalej rozwijać?
Cały czas nagrywam z moim ziomem Dantem, oldschoolowym graczem, z którym jeździliśmy po bitwach jeszcze przed tym całym WBW. Chyba z nikim do tej pory nie rozumiałem się tak na płaszczyźnie muzycznej jak z nim. Podkreślam muzycznej, gdyż nastawiamy się na muzykę, która nie podda się żadnemu gatunkowi. Będziemy szlifować nasz album, aż osiągniemy ten sound, o który nam chodzi. Oczywiście wyjdzie też od nas sporo numerów rapowych, bo przez ostatnie pół roku nagraliśmy ich ze czterdzieści. Stylistycznie „od Cockera po Mozarta”, ale bez ciśnień. Jak nawinął Tede: ”Nagrywać jeszcze raz nagrywać” i „Robić to robić to – tym się jarać”. To w tym wszystkim najfajniejsze.

W swojej recenzji „Drogi Kamelita” zarzucałem Ci, że układ kawałków na płycie jest dość niefortunny. Po bangerze wlatuje spokojny bit, po chwili uspokojenia mamy znowu bardziej energetyczny podkład. Nie dało się tego ułożyć tak, by te przejścia z jednego klimatu w drugi, były bardziej płynne?
Masz racje, słuszny zarzut. No ale wiesz, ja właśnie jestem takim typem, jak ta płyta. Rozrzucenie kawałków było mocno egoistyczne, pewnie takim line-upem strzeliłem sobie w stopę i będzie ciężko wielu osobom przebrnąć przez album w opcji na raz. Ale no… dziś widzę, że muzyki słucha się bardzo wybiórczo, więc może komuś przypadną do gustu akurat dwa, trzy kawałki i sobie zgra i też będzie git.


W „Ty i Twoja dz…”, a także w innych kawałkach poruszasz temat „zmiękczenia się” mężczyzn. Czym to jest spowodowane? Czemu mężczyźni przestają być twardzi i zaczynają dawać sobą pomiatać?
Temat rzeka. Po pierwsze to rodzina. Wiadomo jak to jest często w polskich domach. Matka ma robotę i etat domowy plus pewnie trzy tysiące innych obowiązków, a tatuś wystarczy, że jest – to optymistyczny wariant. Często jednak jest tak, że tatuś jest w opcji „na wiecznym baunsie”, więc mamusia, co by synusiowi wynagrodzić te braki uposaża go w nadmiar opieki tworząc dorosłego kalekę, który to wszystko ma podstawione pod ryj. No i potem kiedy taki typek wchodzi w związek nagle jest muka. Bo wychowana w dobie emancypacji, niezależności, samorealizacji i „sexu w wielkim mieście” samica z łatwością bierze takiego typa pod pantofel. Potem dochodzą już szczegóły typu sex w nagrodę, ewentualnie brak sexu za krzywe spojrzenie bądź nierównomierny oddech i dramat gotowy. A kolesie są dziś leniwi, więc dla świętego spokoju kulą łeb i tkwią w takich akcjach. No i masz jedną z tysiąca odpowiedzi na ten temat. Panom polecam mniej komputera, więcej piłki nożnej, paniom – więcej książek, mniej seriali, zaś obojgu dwupak „O mężczyźnie” i „O kobiecie” Starowicza. By żyło się lepiej. Nam wszystkim (śmiech).

Jak oceniasz odbiór „Drogi Kamelita”? Słychać o niej sporo pochlebnych opinii, niestety jakichkolwiek opinii o płycie nie jest zbyt wiele.
„Trudno, co robić”… Cóż, bierze się to na przykład choćby z tego, że pomimo jakiejś tam ruchów promocyjnych, które robiłem sam, nie potrafię wciskać swojej muzyki komuś na chama. Jak wrzucam kawałek czy klip to owszem, informuję, że jest, zachęcam do sprawdzenia, ale no nie będę co trzy godziny wrzucał klipu na tablice na FB, czy też żebrał w opcji „to co, dobijemy do tysiąca obejrzeń?” etc. Nie potępiam takich działań, ale no… Ja tak nie umiem. Pewnie źle na tym wyjdę, ale jebać to. Keep it Real (śmiech). Najlepiej gdybym miał jak Krzysztof Krawczyk swojego Andrzeja Kosmalę, który by to ogarniał, ale nie mam. Inna rzecz to być może po prostu nie ma aż takiego zapotrzebowania na Kamela. I zapewniam Cię, że nie będę nigdy jęczał, że publika zamknięta na nowości (już abstrahując od tego co na ten temat sądzę), że jestem biednym, niezrozumianym artystą etc. Nie będę też gadał, że trafiłem do świadomych słuchaczy i w takich tylko celuję, choć prawdą jest, że od takich dostałem najwięcej ciepłych słów. Ja się jaram samą muzyką, reszta przyjdzie bądź nie. Mam na tyle ciekawe życie i mnogość zajęć pozalekcyjnych, że nie martwię się ewentualnym sukcesem lub jego brakiem.

Z Twojego facebooka dowiedziałem się,  że jesteś fanem piłki nożnej. Ulubiony klub, ulubiona liga?
Ze względu na to, skąd jestem kibicuję i śledzę wyniki Zagłębia Sosnowiec i Legii Warszawa. Przez fakt, że przez jakiś czas rezydowałem w Londynie śmigałem sobie na mecze West Hamu i cholernie mnie cieszy, że temu niezwykle zasłużonemu dla angielskiego futbolu zespołowi (wystarczy spojrzeć, jakich wychowanków puściła w świat akademia „Młotów”) w tym roku prawdopodobnie uda się wrócić do Premiership – mojej ulubionej ligi, która notabene w tym sezonie jest najnudniejsza od x lat. Jeśli zaś chodzi o europejskie rozgrywki to od małego jestem kibicem Realu Madryt. W tym roku po latach upokorzeń i szyderczych śmiechów wypinam z dumą pierś (śmiech). Prorokuję, że w niedługim czasie przybędzie nas trochę (śmiech).

Cristino Ronaldo czy Leo Messi?
Oboje są wybitnymi zawodnikami. Przy czym w przypadku Ronaldo mówimy o mieszaninie mega talentu, ambicji i cholernej pracowitości, zaś w przypadku Messiego, nie boję się użyć tego słowa – geniuszu. Na niekorzyść obu wypadają na razie duże imprezy reprezentacyjne. Ważnym punktem w dyskusji o wyższości jednego nad drugim jest według mnie fakt, że Ronaldo dał radę i w Anglii i w Hiszpanii. Tak czy inaczej Messi skillowo jest level nad resztą piłkarzy na globie.

Szanse Polaków na Euro?
Mamy najsłabszą grupę, więc nie wyjście z niej byłoby dramatem. Jak będzie „trybiło” to po grupach może stać się wszystko. Jak „dortmundczycy” będą w formie, reszta będzie gryzła trawę, a Franz nie będzie zbytnio kombinował powinno być ok. A poza tym przyjeżdżają zespoły z Rosji, Niemiec czy też Wysp, więc sukcesy na stadionie czy poza nim nas raczej nie ominą (śmiech).

Zauważyłem tez, że czytasz Tyrmanda. Też jestem jego fanem, więc nie mogę odpuścić sobie okazji na promowanie jego twórczości.
Bezsprzecznie mój idol. „Dziennik 1954” czytałem spokojnie z trzydzieści razy i znam na pamięć. Powinien być lekturą obowiązkową w szkołach. Nie tylko jako świadectwo skurwiałych czasów, ale może przede wszystkim jako kompendium wiedzy jak w takowych czasach przeżyć, mieć jaja, nie dać się skurwić i pozostać sobą. Pokazuje (co w dzisiejszych czasach cholernie ważne, o czym wspomnieliśmy wcześniej), że bycie „prawdziwym mężczyzną” to przede wszystkim umiejętność bycia wiernym własnym zasadom bez względu na okoliczności. Jeśli facet nie umie tego – wszystko inne będzie się sypać. Polecam przede wszystkim mniej znane rzeczy publicystyczne- „Zapiski dyletanta” (prawdziwy bicz na politycznie poprawne gówno jakże aktualne nawet dziś!) oraz „Cywilizację komunizmu”, a dla fanów – „Złego Tyrmanda” ( nie mylić ze „Złym” Tyrmanda) czyli obraz Tyrmanda utkany ze wspomnień jego znajomych bliższych i dalszych, a dla psychofanów pozycje z bibliografii do tejże książki (śmiech).

Freestyle to już temat zamknięty?
W sensie aktywnego uczestnictwa w bitwach jako zawodnik na pewno. Bankowo jednak będę prowadził i sędziował bitwy (przy okazji zapraszam na Bitwę o Kontrakt 2 czerwca w Katowicach w klubie Flow, gdzie będę jurorem plus zagram koncert). Freestyle jest u mnie w życiu cały czas aktywny, czy to przy pisaniu tekstów, czy też wymyślaniu flow. Czasem też wbiję się na jakiś cypher, często jednak przez stan „trzeźwości” na nieszczęście potencjalnych odbiorców (śmiech).

To zostawię Ci jeszcze miejsce na reklamę i ewentualnie pozdrowienia.
Szanujcie swoje Matki i swoje Kobiety!

[Opublikowane na Gramrap.pl 16 maja 2012]

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.