‚Rapowanie mnie zmęczyło” – wywiad z Pawłem Wilińskim

PawełWu

Twórca literatury, raper i bloger w jednej osobie. Z Pawłem Wilińskim, w hip-hopowym środowisku znanym jako Paweł Wu, porozmawiałem o jego aktywności na każdym z tych pól. 

Paweł Wu – raper, który został pisarzem czy może odwrotnie Paweł Wiliński – pisarz, który został raperem?

Zdecydowanie to drugie. Próby literackie miałem za sobą sporo wcześniej niż rapowanie, ale nie obrażę się ani za rapera-pisarza, ani za pisarza-rapera.

Zacznijmy zatem o przybliżenia twojej literackiej osobowości. O  czym piszesz?

Piszę powieści przygodowe z elementami kryminału. Piszę o tym, o czym chciałbym sam czytać, choć mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się napisać pełnoprawny (i pełnokrwisty) kryminał. Akcja moich książek dzieje się w Polsce, z wyjątkiem pierwszej, w której głównego bohatera wysłałem aż do Włoch, do Rzymu i okolicznych miejscowości.

Kryminały robią się powoli polską specjalnością. Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski, Katarzyna Bonda – chciałbyś dołączyć do tego grona?

Chciałbym napisać kryminał z elementami science fiction, więc trochę chyba rozminąłbym się na drodze z Krajewskim, Miłoszewskim i Bondą. Choć dołączenie do nich było nie lada wyróżnieniem.

Jak to się stało, że pisarz zaczął rapować, czyli chwycił się kultury o wiele niższej?

Czy niższej? Nigdy tak nie myślałem. Zawsze szukałem i szukam dróg, które pozwolą mi się wyrazić – a wszystko to sprowadza się do pisania. Czy to pisanie tekstów, czy książek i opowiadań – uważam, że robię to samo tylko w nieco innej formie. W rapie da się znaleźć prawdziwe perełki, a w literaturze okropne badziewie. I na odwrót. Tak do tego podchodzę.

A stało się tak, że po prostu stwierdziłem, że najwyższy czas napisać książkę, bo zawsze tego chciałem. Usiadłem i po trzech miesiącach miałem gotowca. Pewnie w Polsce jestem jakimś ewenementem, ale nie jestem jedynym twórcą literatury (wolę to określenie niż pisarz w swoim przypadku) na świecie, który zajmował się muzyką. Jo Nesbo ma swój zespół i w wolnych chwilach jeździ w trasy po Norwegii, Stephen King gra na gitarze, a Dan Brown nagrał dwie solowe płyty, zanim zajął się pisaniem. Z tym że on akurat wstydzi się tego, co robił wcześniej.

Jednak gitarowe zespoły jeszcze jakąś się bronią w tej „wyższej” kulturze. A mam wrażenie, że polscy dziennikarze zajmujący się kulturą traktują rap jak podmuzykę. Z wiedzą u nich słabo, a kierują się sterotypem, że raper to wyrwany z bloków chłopak, który nienawidzi policji.

Wyjdźmy na ulicę i przypatrzmy się ludziom. Niestety – w większości przypadków jest tak, jak mówisz, stąd te wszystkie profile „Czapek wpierdolek” i innych. Ten obraz bierze się z rzeczywistości. A słuchając obecnie polskiego rapu, nie widzę jakichś szczególnie głębokich treści. Mnie na przykład drażni, że wielu raperów aspirujących do miana „tych mądrzejszych” popełnia straszne błędy językowe, a mało kto wśród słuchaczy je potem wyłapuje. No więc koniec końców uchodzą za “tych mądrzejszych”, choć niesłusznie. Druga rzecz – najlepiej sprzedaje się uliczny rap. Prosty, momentami wręcz prostacki. To jak mają o nas, słuchaczach rapu, myśleć dziennikarze? Przecież widzą, jak to wygląda. A jeden Łona czy ktokolwiek inny w pojedynkę tego obrazu nie zmieni. Jak widzę dorosłych chłopów po trzydziestce w jaskrawopomarańczowych koszulkach, którzy nie potrafią się wypowiedzieć, to też czuję się zażenowany.

A swoim rapem udało Ci się nieco odczarować ten wizerunek u niektórych znajomych?

Czy ja wiem? Może trochę, ale chyba nie tak jak oczekiwałem, dlatego mam już dość długą przerwę od rapowania.

Właśnie, mikrofon już ostatecznie zawiesiłeś na kołku?

Nie. W żadnym wypadku nie jestem rozczarowany czy niezadowolony z odbioru, po prostu chciałem zrobić coś innego, dlatego zacząłem pisać książki. Rapowanie, nie rap, mnie zmęczyło. Zawsze chcę, żeby wszystko było perfekcyjnie przygotowane, ale jak wiadomo, tak się nie da. A nie będę udostępniał jakichś niedopracowanych numerów, bez dobrego masteringu albo na słabych bitach, tylko po to, żeby nakarmić własne ego i zebrać trochę lajków na facebooku.

Którzy odbiorcy są bardziej wymagający – czytelnicy czy słuchacze?

Wymagające osoby trafią się i wśród jednych, i wśród drugich. Ale chyba czytelnicy są bardziej wymagający, bo zapaleńcy czytają bardzo dużo i nie „sprzedasz” im odgrzewanego pomysłu. Powiem tak: rapować można dla 15-20-latków. Pisać dla 30-latków plus. To już robi sporą różnicę.

Wobec tego pewnie o wiele łatwiej jest napisać szesnastkę, nawet jeżeli trzeba wstawić tam podwójne rymy, niż napisać dobre opowiadanie?

Zdecydowanie tak. W ogóle trudno napisać dobre opowiadanie, bo z założenia musi być krótkie i z dobrym zakończeniem. Książkę natomiast można zaopatrzyć w kilka wątków i jeśli 3/4 powieści będzie OK, to słabsze zakończenie jakoś ci wybaczą… Czasami te moje dobre 16-stki, które się później ludziom podobały, powstawały w mniej niż 30 minut. Opowiadania w tyle nie napiszesz.

Jesteś też blogerem piszącym głównie  – podobnie zresztą jak ja – o rapie i literaturze. To dobre połączenie?

Specyficzne. Z jednej strony możesz sobie tym zaskarbić sympatię czytelników, z drugiej – odrzucić ich. Właśnie przez te stereotypy. Ludzie mogą sądzić, że słuchacz rapu nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

A z drugiej strony słuchaczy rapu nie interesują recenzje książek.

Ja w ogóle mam rozdwojenie jaźni, bo mógłbym czytać o polityce w latach 20. XX wieku i jednocześnie słuchać Lil Jona. Mieszanka wybuchowa. Myślę, że słuchaczy rapu naprawdę nie interesują książki. Dlatego można im wcisnąć wiele.

Recenzowanie książek swoich kolegów po fachu to też dość nietypowe, prawda?

Fajna sprawa. Ja recenzuję książki, które mi się podobają, więc zazwyczaj nie mam się do czego przyczepić. Ale też nie jestem w tym przypadku jedyny. Orbitowski pisze recenzje dla Wyborczej, a Tomasz Białkowski zamieszcza na swoim blogu. Staram się też odbierać je jako czytelnik, a nie pisarz. Zresztą, mam 24 lata – są pisarze o wiele, wiele lepsi ode mnie.

A blogosferę śledzisz? Wielu jest blogerów, z których zdaniem się liczysz, jeżeli chodzi o ocenę książki bądź płyty? Bo jeśli chodzi o książki, to wielu „pracuje” na usługach wydawnictw.

Podoba mi się blog Kryminalnej Piły (www.kryminalnapila.blogspot.com). Jak z samej nazwy wynika, pojawiają się tam głównie recenzje kryminałów. Innych aż tak bardzo nie śledzę, raczej klasycznie – lubię to co już znam, więc gdy się pojawia książka któregoś z moich ulubionych pisarzy, nie mam obaw, by ją kupić. I bez wazeliny: lubię Twojego bloga, choć tam czytam też głównie recenzje książek, a nie płyt, bo gust muzyczny mamy trochę inny.

Jesteś też fanem seriali. Skąd Ty bierzesz na to wszystko czas?

Na seriale poświęcam godzinę, czasem dwie dziennie, i to nie zawsze. Pisanie o nich na blogu nie zajmuje mi dużo czasu, bo robię to niejako na rozgrzewkę albo z rozpędu – zarabiam pisaniem, a że seriale lubię, idzie mi to dość szybko. Poza tym seriale są spoko.

Następny projekt wyjdzie od Pawła Wu czy Pawła Wilińskiego?

Raczej książka, ale nie wiem dokładnie kiedy. Co się zaś tyczy rapu, mam sporo tekstów na dysku, ale brak mi motywacji, żeby wejść do studia.

Zatem pozostaje nam śledzenie Twojego bloga i wypatrywanie nowych projektów?

Na pewno różne projekty będą się pojawiać, bo nie jestem typem, który lubi się lenić. Jeśli ktoś chce być na bieżąco, to rzeczywiście polecam śledzić bloga, bo tam będą się pojawiać nowe informacji dotyczące tego, czym aktualnie się zajmuję. To chyba tyle. Czytajcie książki i słuchajcie dobrych płyt.

 

Blog Pawła znajdziecie tu: http://paweuwilinski.blogspot.com/

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.