„Zawsze byłam chłopaczarą i miałam prawie samych kolegów” – wywiad z Mi-Lą

Wytwórnia My Music postanowiła poszerzyć swoją rapową ofertę i jednym z jej najnowszych nabytków jest Mi-La. Warszawska artystka 18 czerwca zadebiutowała płytą „Miejskie gawędy o miłości i zbrodniach” (recenzja). W wywiadzie opowiada na pytania dotyczące swojego dzieciństwa, opowiada o albumie, a także o literaturze. 
 
Tematyka Twojej płyty jest ściśle związana z miastem – skąd taka fascynacja miejskim życiem? 
Nie ma żadnej przyczyny. Zupełnie naturalna sprawa. Od zawsze mieszkam w blokach, lubię miasto i jego rytm. Lubię być wśród ludzi, obserwować, wtapiać się w tłum. Miasto mnie inspiruje i jest tłem mojego życia, środowiskiem naturalnym, a czasem także najlepszym kumplem. Nie ma w tym żadnej ideologii, po prostu lubię miasta folklor.

Czy to znaczy, że już w szkole byłaś niepokorną dziewczynką, która wolała posiedzieć na ławce z chłopakami niż marnować czas na upiększaniu swojego ciała czy też na babskich spotkaniach?
Zawsze byłam „chłopaczarą” i miałam prawie samych kolegów. Zawsze wolałam męskie tematy i sposoby spędzania czasu. Za dzieciaka – dziewczyny bawiły się na kocyku lalkami, a ja wspinałam się po drzewach i grałam w piłkę z chłopakami. Tak zostało do dziś, choć aktualnie, jako dojrzała kobieta, czerpię dużo frajdy z posiadania fajnych koleżanek. Dziś bardzo cenię sobie kobiecą przyjaźń i uwielbiam nasze babskie spotkania. Zawsze chciałam mieć koleżanki raperki i dzisiaj na szczęście jest tak, że je mam. Wszystkie są wyjątkowe, po prostu – fajne baby (śmiech), co nie zmienia faktu, że nadal doskonale dogaduję się z chłopakami.

Czy to właśnie „z miasta” wzięła się znajomość z Jeżozwierzem?
Można tak powiedzieć (śmiech). Piotrek – pozdrówki!

A historie opowiedziane w „Respiratorze” są dość często spotykane w środowisku, w którym się poruszasz?
Historie opowiedziane w „Respiratorze” to zlepek przede wszystkim własnych obserwacji, ale też opowieści zasłyszanych od innych ludzi, a także wysnutych na tej podstawie wniosków, momentami przerysowanych, ale jakby nie patrzeć – prawdziwych. Ten numer przedstawia oczywiście jednostronną, czarną wizję świata i jest to świadomy wybór konwencji. Naturalnie dostrzegam też jaśniejsze strony, co można usłyszeć w innych numerach. Mieliśmy z Jeżozwierzem podobne przemyślenia i postanowiliśmy napisać o tym kawałek, ot co. Poruszam się w różnych środowiskach, znam przeróżnych ludzi, nie ograniczam się ani nie zamykam, interesuje mnie to, co dzieje się wokół mnie. Wsłuchuję się i wpatruję w to, co jest trochę schowane pod ładną powierzchnią. Pod spodem, w ludziach, zjawiskach czy procesach społecznych często kryje się dużo brudu, na który jestem wyjątkowo wrażliwa. Pewnie dlatego mam o czym pisać…

Stąd też w Twojej głowie wzięła się taka historie jak ta z „Pistoletu”?
„Pistolet” to zupełnie inna historia. Nietrudno się zorientować, że jest to zmyślony storytelling, inspirowany jedynie emocjami. Lubię czasem wymyślać różne historie, często same pojawiają się one w mojej głowie. Mam bujną wyobraźnię i nie zawsze należy traktować dosłownie to, co mówię.

Odnajdujesz się też w tych luźniejszych klimatach – jesteś bliżej łapania marzeń czy tego ciężkiego ulicznego życia?
Każdy z nas chyba w swoim życiu stara się łapać marzenia, nikomu rozsądnie myślącemu nie zależy raczej na złych doświadczeniach. To przecież oczywiste. Czasem różnie losy się układają, a każde doświadczenie wzbogaca. Ludzie, którzy więcej przeżyli – więcej rozumieją. Nie jest obcy mi podwórkowy styl życia, ale to przecież kompletnie nie oznacza, że nie gonię marzeń. Wręcz przeciwnie, staram się je spełniać każdego dnia. Projektuję swoje życie sama. Sama wyznaczam sobie cele i określam punkty, do których zmierzam. Ważne, aby w życiu panowała harmonia, ja swoją znalazłam i czuję się z tym dobrze.

Poprzednią płytę nagrałaś z Sista Flo, teraz zdecydowałaś się na solowy materiał – dlaczego?
Z Sistą robimy wspólnie rap od 15 lat. Przyszedł czas na własny materiał – po prostu, zupełnie naturalnie. Pojawiła się taka potrzeba i ją zrealizowałam.

Dlaczego zakończyłaś współpracę z TuWolnoPalić?
Gdyż uznaliśmy wszyscy wspólnie, że wolimy się kumplować niż ze sobą pracować. Pozdrawiam TWP!

Jesteś zadowolona z My Music i promocji, którą daje Ci ta wytwórnia?
Są obszary, z których jestem bardzo zadowolona. Są takie, z których mniej. To zupełnie normalne. Tą słabszą stroną, jednak nie wynikającą z winy My Music, jest zapewne mniejsze wsparcie w środowisku rapowym niż miałby to miejsce, gdybym wydała płytę w wytwórni stricte hip-hopowej. To jednak wynika ze specyfiki polskiej sceny rapowej. Nie stoją za mną i moją muzyką „ksywki”   (zresztą również jest to świadomy wybór), więc nie ma poklepywania po ramieniu. Smutne, ale tak to u nas niestety funkcjonuje.

A czy „Miejskie gawędy” doczekają się odsłuchu na YouTube? Na dzień dzisiejszy dostępny jest tylko ten na Spotify, a nie każdy korzysta z tej aplikacji.
Owszem, doczekają się. Nie wiem w tym momencie kiedy dokładnie, ale stanie się to na pewno.

Wiele bitów na płycie wyprodukował Święty, na albumie gościnnie udziela się też WdoWA i DJ Hubson – wszyscy mniej lub bardziej związani z Alkopoligamią. Nie warto było się pokusić też o featuring Mesa?
Jeśli przyjdzie taki moment, że pojawi się temat wspólnego numeru – bardzo chętnie w to wejdę.

Nie czujesz, że „Miejskie gawędy” przechodzą gdzieś obok sceny i mało kto wie o tym, że wydałaś album?
Trudno mi to oceniać. Trzeba by zapytać o to ludzi ze środowiska rapowego. Jeśli oni tak uważają, znaczy, że coś jest nie tak… Ja jestem stroną zaangażowaną, więc nie do końca mam świadomość, ile osób wie, że wydałam płytę. Za jakiś czas będę mogła się wypowiedzieć na ten temat i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Póki co, chyba za wcześnie by o tym mówić, gdyż premiera mojej płyty miała miejsce zaledwie cztery tygodnie temu.

Lilu w przeprowadzanym przeze mnie wywiadzie powiedziała, że nie chce być dobrą raperką, a dobrym raperem – też uważasz, że ten damsko-męski podział jest bezsensowny?
Uważam, że dzielenie sztuki na płeć świadczy jedynie o ograniczeniach osób, które to robią. Jest to kompletny nonsens i bzdura. W wypadku rapu zapewne również wynik kompleksów i obaw, że mogłoby się okazać, iż kobiety są równie dobre w tej „męskiej grze” i swoimi umiejętnościami potrafią solidnie przytrzeć nosa facetom. To wszystko uważam jednak za zbędne tracenie energii i niepotrzebne koncentrowanie się na rzeczach nie mających najmniejszego znaczenia. Kto myśli rozsądnie i dojrzale, dla tego liczą się umiejętności, a nie to, czy ich posiadacz ma na sobie spodnie, czy spódnicę.

Jakie gazety czytasz przy porannej kawie?
Ostatnio czytam głównie e-wydania oraz śledzę interesujące mnie muzyczne portale. Ponieważ moja społeczna cierpliwość się wyczerpała, przestałam czytać polskie dzienniki/tygodniki opiniotwórcze – ze względu na poziom bełkotu i stronniczość. Wolę więc dowiedzieć się, co dzieje się na świecie i czytam sobie np. elektroniczne wydanie New York Timesa lub przeglądam wpisy na Twitterze. Śledzę tam różne ciekawe postaci i dzięki temu zawsze znajduję mnóstwo odnośników do ciekawych artykułów.

A jeżeli chodzi o książki, to pewnie „Zły” Tyrmanda jest jedną z Twoich ulubionych lektur?
Dokładnie tak. „Złego” przeczytałam chyba 3 razy, jest magiczny. Nigdy mi się nie znudzi.

Jakie książki polecisz Czytelnikom prócz tej?
Prócz Tyrmanda poleciłabym cały dorobek Ryszarda Kapuścińskiego i Marka Hłasko, których uwielbiam. Osobiście lubię czytać biografie różnych ciekawych ludzi. Do moich ulubionych należą biografie Milesa Davisa, Krzysztofa Komedy, Billie Holiday czy Jimiego Hendrixa.

Na koniec –  dlaczego warto posłuchać Twoich gawęd o miłości i zbrodniach?
Myślę, że po przesłuchaniu Miejskich gawęd każdy jest w stanie sam określić, dlaczego warto było posłuchać mojej płyty. Dla jednego będzie to warstwa muzyczna, serwująca potężną dawkę dobrego, klasycznego rapu wzbogaconego jazzem, soulem i funkiem oraz żywymi instrumentami. Dla kogoś innego będzie to barwna warstwa tekstowa/merytoryczna – zabierająca Cię na spacer z myślami. Osobiście uważam, że połączenie jednego i drugiego daje w efekcie kilkadziesiąt minut ciekawej wyprawy muzycznej. To płyta z jednej strony mocno osadzona w rzeczywistości, a z drugiej strony – odrywająca słuchacza od pragmatyzmu i zachęcająca do wejścia w dialog, choćby ten wewnętrzny – z samym sobą. Zawsze chciałam takiej płyty posłuchać, dlatego właśnie ją zrobiłam. Myślę, że jest po prostu dobrą płytą. Polecam ją wszystkim, nie tylko fanom rapu, myślę że jest na tyle uniwersalna, że każdy odnajdzie w niej coś wartościowego i inspirującego.





PS Przypominam, że do dziś trwa konkurs, w którym można wygrać płytę Mrokasa – LINK.


Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Anonymous

    brzydkie stopy ;/

  • Anonymous

    ale że „Chłopaczarą”? Chłopczycą chyba.

  • Oba słowa są poprawne.