Wolę czytać

Rysunek Andrzeja Mleczki znaleziony w Google Grafika

Jakiś czas temu zadałem czytelnikom swojego bloga pytanie: wolicie wywiady klasyczne (tj. czytanie) czy wywiady w formie wideo. Ku mojemu zdziwieniu większość z nich postawiła na te drugie.

Dlaczego ludzie wolą oglądać wywiady? Przede wszystkim 10 minut filmu wydaje się bardziej znośne niż dwie strony (lub więcej) A4. W czasach, gdy nawet pod krótkim wpisem można znaleźć komentarze: „Za długie, nie czytałem”, a komunikacja ograniczona została do 140 znaków na Twitterze, lektura wywiadu wydaje się torturą, której dobrowolnie poddają się nieliczni. Ponadto istotnym plusem wideowywiadów jest fakt, iż… nie trzeba ich oglądać. Wystarczy włączyć odtwarzanie filmu na YouTube, a potem zająć się czymś innym. Niewątpliwa zaleta tego rodzaju rozmów to także możliwość lepszego poznania osobowości artysty, wszak wiele możemy „wyczytać” choćby ze sposobu, w jaki formułuje zdania.

Z drugiej strony wideowywiad potrafi odrzucić. Słysząc ciągłe: „Yyy, eee” ze strony odpowiadającego (zakładam, że nie robi tego również dziennikarz) wyłączam rozmowę już po chwili. Podobnie, gdy słyszę setki takich samych powtórzeń, błędy językowe czy „no nie?” na końcu każdego zdania. Powodem do zamknięcia YouTube’a są też zawoalowane wypowiedzi na temat przyszłych płyt, koncertów czy czegokolwiek, co może być niewygodne dla artysty. Wtedy zaczyna się błądzenie: „Nie mogę nic zdradzić, ale….”, „Wiesz, to taka sprawa, że lepiej nie komentować, ale uważam, że…”. Bla bla bla. Zazwyczaj wideowywiady są przepełnione takimi pierdołami i gadaniem głupot, a poważnych odpowiedzi jest kilka.

Tego wszystkiego nie ma w klasycznych, „czytanych” wywiadach. Zająknięć nie widać, błędy językowe się poprawia, podobnie jak nanosi się korektę na składnię zdań. Wypowiedzi stają się „wyprostowane” i dzięki temu zrozumiałe – zdecydowanie łatwiej wynieść z nich informację. Dochodzą do tego tak prozaiczne sprawy, jak ominięcie nieinteresującego mnie pytania, a z reguły te o „inspiracje muzyczne” czy polecanki lepiej odpuścić.

Oczywiście są dobre wideowywiady, a doskonałym przykładem są te przeprowadzane przez Kubę Stemplowskiego. Sporo w nich luzu, bezpośredniego podejścia do muzyka, do tego Kuba zawsze jest doskonale przygotowany i zadaje naprawdę ciekawe tudzież istotne pytania. Widać, że wie, o czym rozmawia, a brakuje tego u Artura Rawicza, który często nie zadaje sobie nawet trudu przesłuchania płyty rozmówcy i dopytuje o to, co przedstawia okładka i czy ta płyta jest dobra na listopad czy raczej na marzec.

Zostałem wychowany na słowie czytanym, pewnie stąd też to moje zamiłowanie do rozłożenia gazety czy nawet przewijania strony internetowej w celu czytania naprzemiennie pogrubionego i zwykłego tekstu. Wideowywiady oglądam sporadycznie, a przeczytam rozmowę z kimkolwiek, chyba że przeprowadzono ją w formie ankiety, wtedy odpuszczam już na początku. Szkoda, że tych klasycznych wywiadów jest coraz mniej, chociaż to zrozumiały fakt, skoro ludzie preferują oglądanie niż czytania, niemniej twardo stoję po stronie słowa pisanego.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.