Jose a metal – Zakamarki kolekcji #4

sepsis (1)

 

Dziś w „Zakamarkach kolekcji” poczytacie o jedynej płycie metalowej na mojej półce. W dodatku to jedyna płyta, jakiej nigdy nie słuchałem. Skąd zatem „Fear of Freedom” Sepsis wziął się na mojej półce? Dlaczego poświęcam mu wpis? Sprawdźcie sami.

Płytę wygrałem na zaprzyjaźnionym blogu AxunArts. Mateusz, autor bloga, często robi konkursy, a ja zawsze biorę w nich udział, chociaż nigdy nic nie wygrywałem, nawet najmarniejszej hip-hopowej płyty. Niemniej nieco z przyzwyczajenia, a trochę z cebulackiej natury, która nakazuje coś wygrać tylko po to, by sprzedać, zgłosiłem chęć otrzymania płyty Sepsis. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem swoje nazwisko na liście zwycięzców. Jakiż był mój smutek, gdy okazało się, że nikt tej płyty nie chce kupić…

Wydanej w komputerowym opakowaniu płyty „Fear of Freedom” nigdy nie słuchałem. Odstrasza mnie zarówno okładka – z cmentarzyskiem, spętaną ziemią i krwią – jak samo to, że to death metal, o czym poinformował mnie Noid. Do tego dochodzi ten specyficzny, złowieszczy zapach tego opakowania. Boję się, że włożenie jej do odtwarzacza byłoby otworzeniem puszki Pandory. Nie to, żebym był jakoś uprzedzony do metalu (:D – przyp. Noid)., po prostu za nim nie przepadam. Za to ze wspomnianym Noidem, czyli Marcinem Półtorakiem często z metalu toczę bekę. On jako fan, ja jako druga strona barykady. I o tym też będzie ten wpis.

Marcina przez internet znam już kilka lat. Łączyło nas blogowanie, później Gramrap, obecnie robi mi korektę. Słucha metalu z przerwami na rap. Połączenie dziwne, jak i on sam. Lepiej nie wnikać, akceptować, jaki jest i nie włączać linków wysyłanych przez niego na facebookowym czacie z opisem: „Patrz, spodoba Ci się”.

Pierwszy raz spotkaliśmy się na pielgrzymce. To znaczy ja pielgrzymowałem, on właśnie wrócił z Woodstocku i użyczył mi łazienki oraz przyrządził kolację. Nawet nie wiecie, jakie to ważne dla wycieńczonych pielgrzymów. I nawet nie wiecie, jak trudno odmawia się wtedy piwa. Odpoczywając przeglądałem u niego kolekcję płyt. Sam miałem wtedy ze sto sztuk, on około 300, więc byłem zachwycony, widząc ten ogrom. Emocje opadły, kiedy stwierdziłem, że połowa to właśnie metal (gówno prawda – przyp. Noid). Mój wzrok padł na okładkę z napisem „Kreator”. Ja – człowiek zmęczony i niedospany – od razu zapytałem: „O, masz płytę Tylera?”. Oczywiście wyjął mi ten krążek ze sterty. Był to jakiś album niemieckiej trashmetalowej grupy. Śmiał się z mojej pomyłki, trzymając przed sobą tę płytę. Cóż mogłem zrobić? Uczyniłem znak krzyża nad tym wydawnictwem i… płyta wypadła z pudełka na ziemię.

Do tej pory pękamy z beki, przypominając sobie nasze chwilowe strollowanie. Do tej pory nie wiadomo, dlaczego krążek wypadł – ząbki były nienaruszone. Bądź co bądź, Marcin poszedł ze mną następnego dnia z 10 km w pielgrzymce w trakcie odmawiając Różaniec, słuchając konferencji, poznając księdza przewodnika, a na przerwie puszczając mi Rednacza, śpiewającego swoją wersję piosenki „Bożenki”.

Linki z metalowymi kawałkami Noid wysyła mi co jakiś czas. Króluje w nich grupa Entombed, która łączy bekę z metalu z beką z polskiego rapu. Raz nawet Marcin zagroził mi, że nie zrobi korekty, dopóki nie przesłucham połowy płyty jakiegoś metalowego zespołu z Włoch (Bulldozer – przyp. Noid). Zrobiłem to. Był najgorszy.

Żeby nie było – znam dobrze dyskografie Iron Maiden, Metalliki czy mam nawet na półce Thin Lizzy, ale metalowego łupania, growlingu i darcia mordy znieść nie mogę. Nie wyłączam radia, kiedy Wojciech Mann katuje mnie Mastodonem, Slayerem czy innym Overkillem, ale przyjemności nie mam z tego żadnej, toteż „Fear of Freedom” niech dalej zbiera kurz.

sepsis (2)

 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.