Przed poezją czeską chylcie głowę – Zakamarki kolekcji #10

nohavica
Czechy to nie tylko Helena Vondráčková i Karel Gott, to także genialny Jaromir Nohavica.

Rok 2008. Noc. Ja jak zwykle z książką w ręku, w tle radio, zapewne Trójka. Nad fabułą kolejnej wchłanianej przeze mnie powieści zaczynają powoli dominować dźwięki wydobywające się z głośników. Instrumenty, piękny śpiew i intrygujące teksty. Na chwilę odkładam lekturę i zaczynam słuchać, cóż to takiego. Okazuje się, że polscy muzycy pod wodzą Antoniego Murackiego nagrali hołd dla czeskiego barda – Jaromira Nohavicy. Nie miałem zielonego pojęcia, kim jest, ale kolejne piosenki upewniły mnie, że nie ma po co wracać do książki. Odłożyłem ją, zgasiłem światło i zaczęły otaczać mnie coraz to lepsze utwory. Tak poznałem twórczość znakomitego Czecha. Rano wiedziałem, że składankę „Świat wg Nohavicy” muszę kupić.

Nie wiem, od czego można zacząć opisywanie tej fantastycznej płyty. Wiecie, to taki album, o którym można by pisać w tysiącach słów, a po kliknięciu „publikuj” i tak będziemy odczuwać niedosyt, że nie wyczerpaliśmy tematu. Może na początek kilka suchych faktów – „Świat wg Nohavicy” to dwupłytowe wydawnictwo, na którym znajdziemy aż 31 utworów Jaromira Nohavicy. Na polski przetłumaczył je jego wielki fan i przyjaciel Antoni Muracki (podpisywany na płycie jako Tolek), a wykonują je m.in. Artur Andrus, Zbigniew Zamachowski, Stanisław Sojka, Tadeusz Woźniak czy Edyta Geppert.

Ech, nie pomogło. Dalej trudno mi się mierzyć z tym monumentem. Może powiem zatem, że skoro Muracki zdecydował się na tribute, musiał wybrać z twórczości Nohavicy najsmaczniejsze kąski. Udało mu się to znakomicie i mimo że jeździmy na emocjonalnym rollercoasterze, płyta nie traci na spójności. Zaczynamy nieco musicalowym, zaśpiewanym przez troje wykonawców utworem „Dokąd się śpiewa”, wprowadzającym nas w sielski świat Jaromira, chwilę później Artur Andrus zastanawia się, co by było, gdyby żył w Cieszynie sto lat temu (utwór „Cieszyńska” możecie znać też z jego „Myśliwieckiej”), następnie Zbigniew Zamachowski w taki piękny sposób przewiduje swoją przyszłość:

Gdy będę starszym panem
będę grzebał w stercie ksiąg
i młode wino zlewał w dzban
Gdy będę starszym panem
uczuć swych rozproszę mrok
i komu zechcę miłość dam.
Pergamin kupię też i piórko, i tusz
i będę tkwił, jak mędrzec z Chin, na brzegu rzeki,
gdy będę stary już.

I mkniemy dalej, najpierw w Petersburgu nieszczęśliwa miłość prowadzi do dziury w skroni, następnie o ślubie w Sarajewie śpiewa nam w pięknej balladzie Edyta Geppert. Na opijanie tego nie pozwala nam jednak trio Janowiak, Muracki i Ozga przestrzegające przed zgubnymi skutkami alkoholu, a kolejną cegiełkę w „Pochodzie zdechlaków” dokłada Paweł Orkisz, który przez hulaszcze życie nabawił się długiej listy schorzeń. Chociaż te dwa przepełnione humorem utwory wprowadziły nas w dobry nastrój, to na ziemię sprowadza nas Mirosław Czyżykiewicz.

Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce
czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście?
A może jest już po mnie, bo mam buty woskowane
ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek.

Zawsze marzyłem, by móc kiedyś wyrecytować komuś ten utwór. Przepełniony żalem, złością, smutkiem, bezsilnością, chęcią zniszczenia wszystkiego dookoła Czyżykiewicz przez ponad trzy minuty wypluwa słowa zawłaszczając sobie pierwszą część składanki. Majstersztyk.

I kiedy myślimy już, że nic lepszego nie może się przytrafić, głos zabiera sam Jaromir Nohavica, który również śpiewa o śmierci. Z tym że… jest trochę bardziej cyniczny i rozprasza czarne chmury zgromadzone przez Czyżykiewicza. „Gdy odwalę kitę, to będzie gites”, przekonuje i zastanawia się: „Jedną mam wątpliwość – zabrać Żywca czy Red Bulla, żeby tam na górze nie wyjść na jakiegoś ciula”.

O śmierci śpiewa też sam Tolek Muracki wcielający się w rolę stojącego pod murem i czekającego na rozstrzelanie mężczyzny, który pogodzony ze swoim losem martwi się o to, jak jego ukochana poradzi sobie bez niego.

Gdy jutro skoro świt porucznik powie: pal!
szkoda będzie mi tych chwil, gdym był z dala od twych warg.
Jeszcze słońcu powiem: cześć, a potem zacznie mi być żal,
że dalej sama musisz iść, kochana, przez ten świat.

Gdy jutro skoro świt bieliznę pójdziesz prać
i siano stawiać w stóg – ja pod ścianą będę stać.
Więc w ogień dorzuć drew i smutek w sobie skryj,
proszę, pamiętaj mnie, pamiętaj mnie i żyj.

Chce się płakać nad jego losem.

Na drugiej płycie Zamachowski opowiada nam o tym, jak wracając z nocnej zmiany codziennie mija swoją miłość na ruchomych schodach na stacji Jerzego z Podebrad, a Andrzej Ozga wciela się w rolę kibica piłki nożnej zdzierającego gardło na stadionie. Warto jeszcze wspomnieć o Krzysztofie Daukszewiczu i jego apelu wystosowanym do prezydenta Lecha Kaczyńskiego w „Panie Prezydencie” oraz o Tadeuszu Woźniaku z „Mam ledwie bliznę”.

Choć asa mam w zanadrzu, to mówię pas świadomie
I chcę by kiedyś Banik dokopał Barcelonie
A co z aniołem? – gdyby ktoś wiedzieć chciał –
Mam ledwie bliznę, bo przy mnie stał…

To, o czym wspomniałem, to jedynie wycinek tego, co znajdziecie na płycie. To tylko kilka najważniejszych, moim zdaniem, piosenek z tego wydawnictwa. Niesamowita jest ilość pięknie opowiedzianych przez Nohavicę historii , a do tego ma zachwycające pióro. Umiejętnie łączy ironię z powagą, pięknie opisuje pojedyncze klatki z życia, potrafi przenieść nas w zupełnie inny świat, a co więcej często nie szczędzi przy tym środków literackich. Ukłony ślę też w stronę Tolka Murackiego, który przepięknie przełożył te teksty na polski.

Powiem szczerze – rzadko słucham Nohavicy w oryginale. Znam, doceniam i lubię, jednak bariera językowa przeszkadza na tyle, że nie potrafię czerpać z tej twórczości takiej przyjemności, jak ta, którą odczuwam podczas słuchania tych utworów po polsku. Do „Świata wg Nohavicy” wracam regularnie i za każdym razem wspominam dzień, w którym zupełnie przypadkiem trafiłem na audycję o czeskim bardzie.

Gdybym wystawiał płytom oceny, to ta dostałaby najwyższą. Jest absolutnie przepiękna.

Lecz zanim, święty Piotrze, wezwiesz na rozmowę
Przed poezją czeską pozwól schylić głowę

PS Tak, niedosyt, że nie napisałem o wszystkim pozostał.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.