8 wersów, które zepsuły kawałki

facepalm

Nie czytajcie tego artykułu, bo znajdziecie tam tylko obrzydliwe wersy.

Przypuszczam, że niejednokrotnie słuchając polskiego rapu natknęliście się na wersy, po których łapaliście się za głowę, pytając: „Jak on mógł to nawinąć?”. Stanięcie przed mikrofonem i nagrywanie to żaden wyczyn, dlatego nic dziwnego, że często biorą się za to pozbawieni umiejętności pisania prostacy, próbujący nam sprzedać swoje życiowe prawdy. Wiele głupkowatych linijek znajdziemy w wersach uliczników, ale mamy też „ekspertów”, którzy co jakiś czas błysną wybitnie debilną linijką. W tej grupie błyszczy chociażby Fokus z potworkami typu: „Nie bądź głupi jak but, bo to proste jak drut” czy Diox z „Wyglądasz jak Filemon, a twoja gadka to kondom” czy Tomb z… połową swojej twórczości.

W tym zestawieniu nie chodzi jednak o najgłupsze wersy – tych można znaleźć od groma i nie sposób wypisać wszystkie z nich, ba, nawet o tych najgorszych z najgorszych można by napisać kilka tysięcy słów. Nie chodzi mi także o linijki z błędami językowym – o tych już kiedyś pisałem. Chodzi mi natomiast o wersy, które psują dobre utwory, o linijki zarapowane przez porządnych MC, które zostawiają spore rysy na ich kawałkach.

„Chcę się z Tobą kochać, a nie z gównem jebać co dzień”
Zacznę Biszem, bo to od tego numeru zacząłem zwracać uwagę na te potworki. „Raj tuż za rogiem”, z którego pochodzi ten wers to lovesong. Bisz prowadzi ze swoją partnerką dialog, opowiada o swojej bezsilności, stara się wplatać w tekst poezję, a już na początku atakuje tą zupełnie niepasującą do tego utworu linijką. Rozumiem chęć ukazania kontrastu, ale tu po prostu nie wyszło. Co ciekawe, to był etap w karierze Bisza, w którym zdecydowanie nadużywał słowa „gówno”. Na samym „W stronę zmiany” pojawia się kilkukrotnie.

„Pewnie niewiele zrobię z tym pierdzeniem przez sen
Sielankowy nastrój kawałka „Z żoną” Zeusa psuje wyżej wspomniana linijka. Podobnie jak u Bisza, ten kontrast jest zbyt wyraźny. W piękny, unikający jakiegokolwiek patosu sposób raper opowiada o perypetiach swojego związku i o jego sile. Kiedy wspomina o nawykach, których nie potrafi zmienić, tj. niezamykanie toalety czy zostawianie wszędzie skarpetek też jest znośnie i smacznie, ale jak wjeżdża to pierdzenie… Dla mnie samo użycie takiego słowa w tym numerze jest nie na miejscu.

„Wpierdalam futomaki, twój rap stuleja i twój skład łoniaki”
Refren z „Do następnego” chodzi mi po głowie od premiery „Źródła” Kaza Bałagane, ale jak usłyszałem to wejście, miałem ochotę wyrzucić tę płytę za okno. Prymitywność rymu to jedno, ale jak ktokolwiek powyżej 12 roku życia może używać słowa „łoniaki”? Przecież ono jest zarezerwowane dla Sebków, którzy na jądra mówią „dżondra”. Można rzucać linijki bezczelne, można dla beki nawijać coś głupiego, rozumiem konwencję, jednak dla tego wersu nie znajduję żadnego usprawiedliwienia.

„Głośniej kwiczy od dziewicy, ogień w piczy”
Generalnie bardzo lubię to, jak Oskar pisze o seksie. Jest bezpośredni, bywa ordynarny, nie przebiera w słowach, tym sposobem tworząc niezwykle plastyczne, łatwe do wyobrażenia sceny. Sami macie pewnie przed oczami jakieś zbereźne teledyski do „Tori Black” czy „VHS”, a to właśnie dzięki tym stylowym opisom. Jednak w tym pierwszym numerze gdzieś w pogoni za rymami przytrafiła mu się ta niesmaczna i odrzucająca wpadka, która brzmi jakby została wyrwana z ust jakiegoś mega buraka.

„Kupa na gęsto, kurwa, to jest dobre gówno wprost do ust, kurwa, twojej starej”
„Pan Kolczasty” to jedna z najlepszych płyt tej dekady w polskim rapie, ale ma tę jedną, wielką skazę. Wyżej przytoczone słowa Jeżozwierz wypowiada przed kawałkiem „Na chuj”. I takie same pytanie chciałbym zadać autorowi, bo totalnie nie rozumiem, po co jaką cholerą to się tam znalazło.

„Mokry orgazm, soki z parującej cipki”
„Dowód rzeczowy nr 1” to czasy, kiedy wszyscy czekali na kolejną dobrą płytę od Piha. Tamten album nie dorównał bardzo dobrym „Kwiatom zła”, ale tragedii nie było. Poza momentem, kiedy Pih próbował pisać o kobietach i wychodziły mu takie cuda. Mimo tego pod kawałkiem i tak znajdziecie komentarze, że ten numer to dzieło sztuki.

„To mój teren, a ty pierdzisz w mikrofon bigosem”
„Twoja sprawa, jeśli lubisz jebać psa w chorą dupę”
Bonusowe miejsce dla Ostrego i Hadesa. Nie wiem, co ich zaćmiło podczas tworzenia wspólnej płyty, ale to tylko dwa wycinki ze stosu najgorszych na świecie linijek, jakie znalazły się na „HAOSie”. Obaj przecież potrafili (i potrafią) dobrze pisać. Ich album naprawdę miał potencjał, nawet jeśli nie byli wtedy w łaskach słuchaczy. Wystarczyłoby gdyby rapowali „normalnie”, a produkcja by ich pociągnęła. Ale gdy pisze się takie teksty, nie ma co się dziwić, że hejting narasta. Swoją drogą, nie wierzę, że podczas nagrywania nikt im nie powiedział, żeby się ogarnęli.

Okej, kończę w tym miejscu, bo robi mi się niedobrze na samą myśl, że mógłbym kontynuować to zestawienie. Miałem w zanadrzu jeszcze chociażby Sokoła w kawałku „Wielcy bandyci” czy Ero na WSRH, ale im dalej brnę, tym gorsze rzeczy przychodzą mi do głowy, a – niestety – niemało ich słyszałem. Najgorsze jest to, że popełnili je porządni MC, a nie jakieś tam podrzędne grajki.

Możecie narzekać, że nie jestem po prostu za delikatny i wytykam wulgarne wersy, jakich wiele. Nie zgodziłbym się z tym zarzutem, bo np. „Byleby nie pierdolić gówna z chuja, kurwa, i nie być popierdoleńcem jak Juras Urban” to dosadny, ale dobry kontrast w kawałku Smarkiego, do tego to poniekąd definiuje jego szczeniacką stylówkę. Nie mam problemu z „Gdy liżę cipkę z swojej dziewczyny, czuję, że żyję” Proceente, bo u niego brzmi to mega naturalnie. Nie ma na tej liście Legendarnego Afrojaxa, bo u niego ohydnie miało być z założenia.

W wyżej wymienionych numerach raperzy po prostu się zagalopowali. W większości te kawałki bronią się w całości (poza Pihem i „HAOSem”), tylko mają te odrzucające, możliwe do uniknięcia skazy, które jakimś cudem przedarły się do końcowych wersji tych kawałków. I teraz za każdym razem psują ich odsłuch.

Czekam oczywiście na Wasze propozycje.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.