Najciekawsze postacie z tytułów rap kawałków cz. 1

leonard zelig
Jak już ustaliliśmy, polscy raperzy lubują się w umieszczaniu w tytułach swoich utworów trudnych słów. Innym popularnym zabiegiem jest nazwanie numeru imieniem i nazwiskiem jakiejś postaci. Jakie najciekawsze osobowości trafiły do polskich rap kawałków?

Raperzy umieszczają przeróżnych bohaterów w swoich tytułach z kilku powodów: od najprostszych – jak złożenie im hołdu, przez nawiązywanie do wielu ich dzieł lub przyrównywanie ich charakteru do swojego, aż – jak mniemam – z braku lepszego pomysłu i chęci zwiększenia zainteresowania swoją twórczością. Przedstawiam Wam pierwszą dziesiątkę, bez żadnej, nawet alfabetycznej kolejności.

Leonard Zelig
Tytułowego bohatera wyreżyserowanego w 1983 roku przez Woody’ego Allena mokumentu przywołał Abel na swojej ostatniej płycie. Zelig (na zdjęciu) cierpiał na psychiczną chorobę, przez którą będąc w nowym otoczeniu kompletnie się do niego dostosowywał. Zmiany te dotyczyły nie tylko psychicznego zachowania, ale także wyglądu (np. przebywając wśród Żydów rosły mu pejsy) oraz posługiwania się różnymi językami. Powodowała to niezwykle silna potrzeba akceptacji i niewyróżniania się z tłumu. Abel przywołuje postać z genialnego filmu Allena, by porównać do Zeliga polskich raperów, którzy gotowi są dostosować swój rap do tego, czego wymaga scena. Trudno się z ironią nie uśmiechnąć, widząc takie zestawienie.


Will Hunting
Kolejny filmowy trop, tym razem tytułowy bohater filmu Gusa Van Santa, w którego wcielił się Matt Damon. Willowi Huntingowi nauka przychodzi niezwykle lekko: jest geniuszem matematycznym, ale nie sprawiają mu problemu także inne dziedziny. Dokładnie cytuje nawet niekoniecznie znanych naukowców. Will, którego poznajemy w roli woźnego, też niepokorny charakter, stojący na uboczu, niegodzący się z zasadami kierującymi społeczeństwem i szukający sensu życia. I właśnie o tym jest ten numer. Trzech MC z osobowościami, których nie da się zaszufladkować. A przynajmniej tak im się zdaje.

Jackson Pollock
Pollock to malarz, który – jak to zgrabnie ujął Bisz – „napier*alał syf na kartki”. Reprezentował sztukę figuratywną, czyli coś, czego mój ograniczony umysł nie jest w stanie pojąć; ot, przypadkowe kleksy przypadkowo porozrzucane po obrazie. On sam zapewne widział w tym sens. Jego wielbiciele też. Bisz na kartkach również zostawił wiele syfu z własnego życia i długo nie był w pełni zrozumiany oraz doceniony.  Swoją drogą, nie potrafiłem do końca ogarnąć też tego, co zrobił Bisz w tym numerze: pod każdym względem ten numer wygrał 2012 rok. Rewolucja.


Eden Hazard
Piłkarz Chelsea doczekał się wspomnienia w polskim rapie. Jednak chociaż zarówno Quebonafide, jak i Mulfon lubią piłkę nożną, belgijski kopacz pęcherza trafił do nazwy kawałka głównie za sprawą swojego imienia i nazwiska. Cały track tyczy się hazardu, który dla niektórych staje się Edenem, jak błyskotliwie zauważa drugi MC. Mimo że nawiązań do samej tytułowej postaci praktycznie nie ma, to sam koncept oraz jego wykonanie ma przebłyski geniuszu – jak gra 24-letniego Belga.


Forrest Gump
Bohater powieści Winstona Grooma i doskonałej – o wiele lepszej niż książka – ekranizacji Roberta Zemeckisa z Tomem Hanksem w roli głównej został sportretowany przez Kecaja, który całą swoją płytę – „Ligę niezwykłych dżentelmenów” – poświęcił różnym postaciom. Wiele tu łatwych do rozszyfrowania nawiązań do niezbyt inteligentnego bohatera: naiwność, bieganie, upór, niezrozumienie. Kto oglądał bądź czytał o Forreście Gumpie, ten w mig złapie, o co raperowi chodzi w tym numerze.

Robb Stark
Syn i dziedzic Neda Starka, namiestnika Północy z „Pieśni lodu i ognia” G. R. R. Martina pojawia się w tytule kawałka Kartky’ego. To pozytywny i raczej lubiany bohater, ale moim zdaniem niepotrzebnie przedkłada serce nad rozum, dlatego nie chciałbym, by raper z 3/4 UDGS szedł jego drogą. Chyba że to refren jest kluczem do zrozumienia tego numeru, wtedy wszystko okej. Kartky nawiązuje jednak nie tylko do popularnej powieści, ale też do Sapkowskiego i Tolkiena. W tekście są niewielkie spojlery, ale wyłapią je chyba i tak tylko ci, którzy znają fabułę. Za to nie ważcie się wejść w komentarze, jeżeli nie znacie wszystkich sezonów „Gry o Tron”.

Tinker Hatfield
Tribute dla jednego z najbardziej wpływowych projektantów butów nagrał W.E.N.A na „Nowej ziemi”. Rapowanie o Najkach to dość popularny temat w polskim rapie: tym butom poświęcono już dziesiątki kawałków i tysiące wersów. Sam nie kultywuję zajawki na posiadanie jak największej ilości jak najnowszego obuwia, to trzeba przyznać, że „Tinker Hatfield” to najciekawszy numer na płycie Wudoe. Sporo stopnia najwyższego w tym krótkim paragrafie, zatem właśnie taką oceną należy nagrodzić ten numer.

Bill Hicks
Komik i satyryk, tak opisuje go Wikipedia – na takich mam alergię, więc z rezerwą podchodziłem do tego numeru. A z cytowanych przez Diseta wypowiedzi Hicksa bije od niego gorycz oraz niechęć do obecnego świata i mimo salw śmiechu, jakie wywołują, są raczej smutne i nawołujące do samodzielnego, krytycznego myślenia. W takim samym klimacie jest cały utwór, w którym autor przypatruje się coraz bardziej nieświadomemu i zniewolonemu społeczeństwu. Przywołania Huxleya i Orwella jak najbardziej na miejscu.

Clint Eastwood
Amerykańskiego aktora i reżysera, a szczególnie jego charakterystyczny wyraz twarzy musi lubić Guzior, skoro poświęcił mu cały utwór. Co prawda cały kawałek nie jest o nim, a o…, no właśnie, ale grający Walta Kowalskiego w „Gran Torino” Eastwood jest przynajmniej wspomniany. Blisko też kolejnego nawiązania: utwór rozpoczyna sampel z piosenki grupy Gorillaz „Feel Good Inc”, a ten sam zespół miał przecież hit zatytułowany właśnie „Clint Eastwood”. W każdym razie Guzior niestety nie wchodzi w ten numer z taką charyzmą jak Clint w swoich najlepszych rolach. Ale trudno równać do króla.


Vlad Tepes
O Vladzie Tepesu czy o Władzie Palowniku pewnie mało kto słyszał, wszyscy za to słyszeli o jego pseudonimie – hrabia Drakula. To własnie jego wspominają raperzy z Alcomindz Mafia. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że dobrze im to brzmiało, większych treści trudno się doszukiwać – szczególnie w ostatniej zwrotce, której przesłuchanie w pełni to spore wyzwanie. Zresztą nie o to chodzi w ich rapie. Niemniej, trzeba chłopakom oddać to, że dołożyli swoją cegiełkę do zbudowania tej mody na nazywanie numerów w taki sposób, zamieszczając na tej samej płycie dość popularny w newscholowych kręgach  hit „Stifłonda” – teraz prawie każdy używa tego błyskotliwego hashtagu: „Nie widzę nic; Steve Wonder”.

Następna dyszka wkrótce.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.